W lipcu przypada dwudziesta rocznica założenia Przemyskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka. Uprzedzając jubileusz, poprosiliśmy o rozmowę wybitnego profesora szwejkologii klasycznej, dziennikarza, autora wielu książek o czasach monarchii austro-węgierskiej – Leszka Mazana.
Czy pamięta pan, jak podczas jednych z kolejnych Manewrów Szwejkowskich razem z Richardem Haszkiem, wnukiem twórcy Szwejka, usiedliście z opuszczonymi spodniami w latrynie fortu Salis Soglio?
– To są takie momenty, których się nie zapomina. Przecież Haszek pisał „przyszłość Austrii leżała w latrynie”. Mieliśmy świadomość tego, że siedzimy w wychodku i tym samym oddajemy hołd czarno-żółtej monarchii, a poza tym najlepsze myśli przychodzą właśnie w takim miejscu. Pierwszy obiecująco zaszeleścił papierem Richard. To było piękne. Dobrze pamiętam te pierwsze manewry i budzącą się potęgę szwejkologii przemyskiej.
Jak można przekonać ludzi, że Szwejk nie był idiotą?
– To jest pytanie skierowane do idioty. Ja, podobnie jak Szwejk, odpowiadam na pytanie o idiotyzm. Jest w książce Haszka taka piękna scena, jak pułkownik Schreder patrzy w niewinne niebieskie oczy Szwejka i pyta: „idiota”? Szwejk na to:[paywall] „melduję posłusznie herr ober, jestem idiotą. Objawy idiotyzmu u siebie obserwuję osobliwie ku wieczorowi. Ja natomiast nie sądzę, żeby ktoś, kto przeczytał Szwejka, nie zrozumiał idei Haszka, który robił ze swoich bohaterów idiotę, jednocześnie zachowując sprawność umysłu. Był genialny, tworząc genialnego człowieka idiotę, który nim nie był, ale chciał za takiego uchodzić. Z prostego powodu, żeby nie wyjechać na front i ocalić życie. W szwejkologii nazywa się to filozofią niebieskich oczu kretyna. Filozofia Szwejka jest moją filozofią od przedszkola sióstr felicjanek w Nowym Sączu. Siostra kazała mi pić mleczko. Ja nie chciałem, a ona na mnie krzyczała. Wtedy właśnie robiłem takie oczy. Można to stosować, kiedy się spotka policjanta, w rozmowie z szefem. Nawet wobec żony, kiedy się wraca o czwartej nad ranem, a ona „bla, bla, bla”.
Jak Pan sądzi, czy jest jeszcze w kraju drugie takie miejsce, gdzie jest tak ogromne zainteresowanie Szwejkiem?
– Przemyśl jest niepowtarzalnym miastem z klimatem, oczywiście w sensie duchowym, i dla mnie drugiego takiego nie ma. Miasto siedzące okrakiem między wschodem a zachodem, w które wpasowały się doskonale ruch szwejkologiczny i idea pacyfistyczna lansowana przez Haszka, nie do końca przez wszystkich rozumiane, a przez przemyskich szwejkologów podniesione do rangi nieomal religii. Pamiętam narodziny ruchu szwejkologicznego w Przemyślu. Najpierw była próba wkopania kamienia węgielnego pod pomnik Szwejka, na dziedzińcu dawnego oficerskiego kasyna austriackiego (przy ulicy Grodzkiej – przyp. JS). Było czterech konsulów, już została wbita pierwsza łopata, ale całą uroczystość ktoś zagłuszył, puszczając na ful Radio Maryja. Za to dwa dni później w kościele garnizonowym odprawiono mszę za duszę Dobrego Wojaka Szwejka i wszystkich ludzi z poczuciem humoru. Prasa czeska relacjonowała to i różni mieli różne odczucia, uważając, że Haszek był ateistą, ale ksiądz, który odprawił mszę, był duchownym, który najlepiej rozumiał mroki ludzkiej duszy. Nie pamiętam, żeby gdzieś, w jakimś innym mieście wydarzyło się coś takiego i dlatego uważam, że słusznie Przemyśl uchodzi za stolicę polskiej szwejkologii.
Za cztery miesiące jubileusz dwudziestolecia Przemyskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka. Co poradziłby pan organizatorom obchodów?
– Radziłbym, żeby wzbogacić obchody o chrzciny. Bynajmniej nie chodzi mi o płodność żołnierzy i kadry oficerskiej regimentu. Na Rynku przed Szwejkiem siedzi pies. Ja proponuję coś, co może być znakomite z punktu widzenia opieki nad zwierzętami, szacunku dla zwierząt. Nadać psu imię. Najpierw zrobić wśród mieszkańców miasta ankietę, jakie ten piesek powinien mieć imię. Zróbmy taką zabawę. Już wiem, że prezes Czuchman, lekarz weterynarii, zobowiązał się, że jeżeli ten piesek będzie miał imię, to on do końca życia będzie go leczył za darmo. Jestem przekonany, że się uda, bo już Boy-Żeleński pisał, że w Galicji, szczególnie w Krakowie i Przemyślu, najlepiej udają się pogrzeby i jubileusze.
Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na jubileuszowych, dwudziestych pierwszych Manewrach Szwejkowskich w Twierdzy Przemyśl.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.W Przemyślu najlepiej udają się pogrzeby i jubileusze.......W Przemyślu najbardziej okazałe to są msze święte odprawiane wiz a wiz urzędującego prezydenta. Takie imprezy kościelne to zawsze się udają ponieważ organizowane są za pieniądze podatników bez najmniejszego ryzyka finansowego ze strony kurii.
DO AGI----MASZ W ZUPELNOSCI RACJE NAJLEPSZE IMPREZY
W Przemyślu najlepiej udają się pogrzeby i jubileusze.......W Przemyślu najbardziej okazałe to są msze święte odprawiane wiz a wiz urzędującego prezydenta. Takie imprezy kościelne to zawsze się udają ponieważ organizowane są za pieniądze podatników bez najmniejszego ryzyka finansowego ze strony kurii.
i są odpowiednio nagłośnione
Jest kasa jest i zabawa.