Nareszcie. – Wiosna panie sierżancie – wszyscy cytują Helę z filmowej komedii Tadeusza Chmielewskiego. Jednak nie wszyscy się z tego cieszą. Na przykład Krzysztof C. wcale nie ma powodu do radości, gdyż kilka dni temu trafił do zakładu karnego, w którym przyjdzie mu pod celą przesiedzieć dwa lata.
Gwoli sprawiedliwości sam sobie winien, bo mógł odczekać, aż skończą się mu zawiasy, które dostał za poprzednią sprawę. To była drobna rzecz – rok w zawieszeniu na dwa lata, ale Krzyśkowi pewnie kalendarz się pomieszał i myślał, że minął okres zawieszenia kary za usiłowanie włamania. Teraz jeszcze doliczyli mu do tego włamanie i na dodatek kradzież. Historia miała miejsce w jednej ze starych kamienic na obrzeżach miasta. Zima tego roku nie była zbyt ciężka, ale Krzysiek, doświadczony przez życie, postanowił przetrwać ją w godziwych warunkach. W tym celu w listopadzie ubiegłego roku włamał się do mieszkania, którego właściciel na dłuższy czas wyjechał za granicę. Zrobił to dyskretnie i cicho, po czym, nie kryjąc się, zamieszkał jak u siebie. Sąsiedzi uwierzyli, kiedy im powiedział, że właściciel jest jego dobrym znajomym i zostawił mu klucze, żeby opiekował się mieszkaniem. Widocznie był przekonywujący, bo nikt jakoś niczego nie podejrzewał. Do czasu. Dwa pokoje, łazienka, telewizor – Krzysiek takich luksusów dawniej nie miał i mógłby długo się w nich pławić. Niestety, mając rozrywkowy charakter, nie wytrzymał długo w samotności i kiedy już poczuł się pewnie, zaczął zapraszać znajomych, którzy skwapliwie z tego korzystali.
Lokatorzy, w większości ludzie wiekowi, spotykali obcych mężczyzn, którzy wchodzili i wychodzili od Krzyśka nie całkiem trzeźwi, ale dopiero kiedy zaczęły tam bywać panie, zwłaszcza lokatorki zaczęły się tym interesować. Raz i drugi się zdarzyło, że odgłosy balangi słychać było w całej kamienicy. Wreszcie którejś nocy ktoś z lokatorów nie wytrzymał i zadzwonił po policję. Krzysiek dość mętnie się tłumaczył, nawet błędnie podał nazwisko właściciela, który niby użyczył mu mieszkania. Skończyło się tym, że z Francji przyjechał właściciel, który – jak się okazało – zna Krzyśka tylko z widzenia i nie było mowy o użyczeniu mieszkania. Do włamania doszło jeszcze duże zużycie prądu i brak paru drobiazgów, co uznano za kradzież. Wyrok brzmiał – dwa lata bezwzględniej odsiadki, więc jak tu się cieszyć wiosną.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze