Zgodnie z obietnicą, wracamy do wydarzeń, jakie miały miejsce w późny czwartkowy wieczór, 27 lipca br., kiedy na parkingu usytuowanym pod jednym z bloków przy ul. Sierakowskiego, łączącej ulice Słowackiego i Łukasińskiego w Przemyślu doszło do uszkodzenia pięciu samochodów i... dziwnych odgłosów, które wielu kojarzyły się ze strzelaniną.
Kilka tygodni temu zamieściliśmy na naszych łamach drugi materiał, dotyczący tamtych wydarzeń. Bo wówczas minął już ponad miesiąc od tego, a właściciele uszkodzonych pojazdów nie mogli się doprosić od przemyskiej policji jakiegokolwiek potwierdzenia o zgłoszeniu i prowadzonych czynnościach. A to jest podstawą do wypłaty odszkodowania przez firmy ubezpieczeniowe.
Do naszej redakcji zgłosił się jeden z mieszkańców, którego pojazd został wówczas uszkodzony. Miał nietęgą minę... Skarżył się na ślamazarność i opieszałość przemyskich stróżów prawa[paywall].
– Uszkodzonych łącznie zostało nie osiem, a cztery auta. To już wiemy na pewno. Od chwili zdarzenia nikt z policji się z nami nie kontaktował. A podobno prowadzą czynności wyjaśniające, mające na celu ustalenie sprawcy oraz okoliczności zdarzenia. Zgłosiłem szkodę do ubezpieczyciela. Przyjechał rzeczoznawca, porobił zdjęcia, otrzymałem potem wycenę szkody. Ubezpieczyciel się ze mną skontaktował i powiedział, że otrzymam pieniądze, ale oni muszą mieć jakiś dokument, pismo z policji. To jest podstawa do wypłaty odszkodowania. Dwa razy próbowałem się dostać do policjanta, który podobno sprawę prowadzi, ale bezskutecznie. Za każdym razem go nie było. Pytam więc: jak długo jeszcze mam czekać z naprawą samochodu? Przecież to jakieś żarty. Koszt to około osiem tysięcy złotych. Ludzie mówią, że ten sam samochód ponownie był widziany u nas na osiedlu. Jeżdżą jak chcą i gdzie chcą, a policja wciąż prowadzi dochodzenie. Jeden samochód to czarne bmw, tablice rejestracyjne drugiego świadczyły, że jest z Niska. Przecież w większości miejsc w mieście są kamery. Trzeba jednak chcieć się nad tym pochylić
– powiedział bardzo poirytowany właściciel jednego z uszkodzonych 27 lipca br. samochodów.
Jak się dowiedzieliśmy od rzecznika prasowego Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu młodszej aspirant Joanny Golisz, dochodzenie w tej sprawie... wciąż trwa! Na razie przemyskiej policji udało się ustalić – po analizie zebranego materiału – że podczas zdarzenia w czwartkowy wieczór, 27 lipca br., nie padły strzały... Wciąż nie wiadomo więc, co padło, bo prowadzący sprawę funkcjonariusz jest na urlopie. Coś, co zdecydowanie przypominało strzały, do czego mieszkańcy, ci, którzy jeszcze o tej porze nie spali, są absolutnie przekonani.
W związku z tym skierowaliśmy do Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu kilka konkretnych pytań.
Po pierwsze:
Po drugie:
Po trzecie:
Po czwarte:
Pytania były konkretne, odpowiedzi, niestety, naszym zdaniem, takowe nie są.
– W Komendzie Miejskiej Policji w Przemyślu w związku ze zdarzeniem na ulicy Sierakowskiego wciąż prowadzone są czynności wyjaśniające w sprawie o wykroczenie. W ramach postępowania zrealizowane zostały czynności z udziałem osób, będących naocznymi świadkami zdarzenia oraz mieszkańcami tej ulicy. Zabezpieczony został monitoring z rejonu zdarzenia
– powiedziała oficer prasowy KMP w Przemyślu asp. Joanna Golisz.
– Jeśli chodzi o kwestię kontaktowania się pokrzywdzonych z naszą komendą nie zajmujemy stanowiska, gdyż nie mamy informacji o tym, w jaki sposób i z kim osoby zainteresowane, wskazywane w zapytaniu miały się kontaktować czy podejmować próby kontaktu. Potwierdzam, że policjanci nie potwierdzili, aby na miejscu zdarzenia doszło do wystrzałów. Wykonane czynności, również te na miejscu zdarzenia, nie potwierdziły takiego faktu. Do chwili obecnej nie zgłosił się żaden świadek, który potwierdziłby, że podczas zdarzenia miały paść strzały. Na obecnym etapie wykonane czynności nie doprowadziły do ustalenia sprawcy tego czynu
– podsumowała asp. J. Golisz.
Nie otrzymaliśmy odpowiedzi na pytanie, czym były odgłosy z filmiku, jeśli nie były oddawanymi strzałami? Z całą pewnością nie były odgłosami uszkadzanych samochodów, bo do tego mogło dojść tylko i wyłącznie kilka sekund później. Nie dowiedzieliśmy się, czy zostały przesłuchane osoby, mieszkające w tamtym terenie, a posiadające informacje na ten temat. Stwierdzenie: „Do chwili obecnej nie zgłosił się żaden świadek, który potwierdziłby, że podczas zdarzenia miały paść strzały” pozostawiamy bez komentarza. Jest absolutnie zbędny. Nie dowiedzieliśmy się, czy został przeglądnięty inny monitoring miejski (a kamer na przemyskich ulicach trochę jest), na podstawie którego – być może – można byłoby ustalić uczestników zdarzenia. Odpowiedź na finalne pytanie (co do której poważne wątpliwości mają także pokrzywdzeni mieszkańcy): czy na pewno w tej sprawie robione jest wszystko, aby „namierzyć” uczestników tego bulwersującego zdarzenia, pozostawiamy naszym Czytelnikom.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze