Reklama

Wójt jest dla ludzi i z każdym musi się dogadać

15/11/2018 20:06

Z samorządem jest właściwie od zawsze za pan brat. Zbudował markę, która pozwoliła mu fotel wójta w gminie Jarosław zajmować przez blisko 30 lat. O skutecznym zarządzaniu gminą, o historii samorządów i bajecznych perspektywach, jakie stwarza strefa inwestycyjna Makowisko, rozmawiamy z wójtem Romanem Kałamarzem, który zapowiada, że najbliższa kadencja będzie jego ostatnią.

Nikt nie lubi, kiedy mu się zagląda do metryki, ale w Pańskim przypadku od tego nie da się uciec. 67 lat na karku i blisko 30 lat na stanowisku wójta. Nie czuje Pan zmęczenia?

– Mnie to jeszcze wszystko cieszy. Cieszą mnie inwestycje, cieszy mnie, jeśli pomogę ludziom, cieszy mnie, jeśli mogę coś zrobić dla swoich mieszkańców. Jestem aktywny, staram się utrzymać w głównym nurcie – czytać, uczyć się. Nie, nie czuję zmęczenia.

To nie są Pana pierwsze wybory. Jaki ma Pan patent na wygrywanie?

– Cały czas rozmawiam z ludźmi. Kto do mnie przychodzi, tego wysłucham. Trzeba szanować to, że ludzie poświęcają czas, pieniądze na dojazd, żeby się spotkać z wójtem. Problemy, z którymi przychodzą, są[paywall] różne, czasem to porada prawna, a czasem rozwiązanie sporu sąsiedzkiego. Nieraz trzeba się dobrze nagłowić, pochodzić z problemem kilka dni, żeby go rozwiązać. Wójt nie może też być polityczny. Oczywiście każdy ma jakieś poglądy, ale wójt jest dla ludzi i z każdym musi się dogadać, czy ktoś będzie z ONR, czy PSL. Cieszy mnie jednak, że wzrósł poziom świadomości mieszkańców. Ludzie zrozumieli, że pieniędzy nie daje jeden czy drugi polityk, ale można je pozyskać, pisząc dobry projekt, oceniany według reguł obowiązujących wszystkich. Nie wolno też żyć od kadencji do kadencji, bo gospodarka kadencji nie lubi. Inwestycje gminne są jak każde inne, jak dziś cię na coś nie stać, to kupujesz to na drugi rok. Na zaufanie trzeba zapracować, ale zawsze punktem wyjścia są mieszkańcy

Reklama

To będzie ostatnia Pańska kadencja?

– W tej chwili jestem rekordzistą Polski. Naczelnikiem gminy jestem od 1980 roku – i to trochę z przypadku. Wtedy byłem najmłodszym naczelnikiem. W 1982 roku ówczesne władze chciały mnie trochę utemperować, więc dali mnie do Jarosławia. A ja znów swoje – zacząłem z ludźmi rozmawiać. I tak się utrzymałem do 1990 roku. W międzyczasie, owszem, były propozycje, prasa mówiła, że będę wojewodą, byłem po rozmowach w sprawie objęcia stanowiska wiceministra, że o propozycjach dyrektorskich nie wspomnę. Ale teraz trzeba powiedzieć koniec. Ta najbliższa kadencja będzie ostatnią.

Reklama

W tegorocznych wyborach rywalizowali z Panem dwaj młodzi kandydaci, wybory jednak wygrał pan w sposób bardzo przekonujący. Czy wśród tegorocznych kandydatów widzi Pan wójta następnej kadencji?

– Życzę wszystkiego najlepszego moim kontrkandydatom, ale w moim przekonaniu byli oni nieprzygotowani do rządzenia. Żeby być wójtem, trzeba mieć kontakty, trzeba wiedzieć, gdzie się obrócić. Nim się tego wszystkiego taki niedoświadczony kandydat nauczy, już może być przez wszystkich ograny. Nie można też startować z kampanią na miesiąc przed wyborami, wywiesić plakaty i czekać. Trzeba wyjść do ludzi. Pokazać się, coś zrobić społecznie. Inna sprawa, że ludzi przestraszyła kampania radiowo-telewizyjna i te wszystkie obiecanki. Widzę jednak w moim otoczeniu 2 – 3 ludzi, którzy mogliby mnie na stanowisku z powodzeniem zastąpić.

Reklama

Skorzystam też z perspektywy, jaką daje Panu doświadczenie i zapytam, jak zmieniał się samorząd od lat 90. Jak wpłynęła na niego obecność w Unii? Czy teraz idzie w dobrym kierunku?

– Lata 90. były świetne, każdy walczył o to, by zbudować nową Polskę. Była wolność w samorządzie, nie było centralizacji. Także wtedy wiele robiło się ze środków zewnętrznych, były fundusze przedakcesyjne,  na przykład z fundacji szwajcarskiej. Wtedy też powstało zróżnicowanie gmin, bo wiele zależało od obrotności włodarza. Wiele rzeczy trzeba było „wychodzić”, „wyprosić”. Nie wszyscy wiedzieli, gdzie się zakręcić. Ja na przykład trzy razy obróciłem „sapartem”, zanim inni się tego nauczyli. Dziś jest większa centralizacja. Niby wszystko się może, ale… Problemem samorządu jest też odchodzenie od zasady pomocniczości, od tego, że bogaty dzieli się z biedniejszym. Tym bardziej że ten biedniejszy często dzieli się sukcesem z tym bogatszym. Firmy mają siedziby w dużych miastach, bo tam nie są na świeczniku, na przykład kontroli skarbowej. Zysk wypracowują tutaj, ale podatki dochodowe płacą dajmy na to w Warszawie. Gminy najczęściej zyskują tylko na podatkach od nieruchomości. To jest problem, który niewielu dostrzega i o którym równie niewielu mówi.

Reklama

Jednym z wielu znaków charakterystycznych Pańskiego rządzenia w gminie są nakłady na sport. To osobista pasja, rozumienie potrzeb i nastrojów mieszkańców, czy po prostu jedna z wielu aktywności, jakie musi podejmować wójt?

– Ja w gminach stwarzam możliwości, nie zmuszę mieszkańca, żeby z niej skorzystał, ale ją tworzę. Młodzież bywa różna, jeden woli czytać, inny jest wątły, ale jakaś część może pójść raz czy dwa razy w tygodniu na trening, może sobie pobiegać po boisku, a wtedy kiedy uprawia sport, nie siedzi pod sklepem, nie pije piwa czy nie kradnie. Do tego dzięki przebywaniu w grupie nawiązuje kontakty, rodzą się przyjaźnie. Jak któryś z kolegów ma ładną siostrę – to ślub może z tego wyjść, tworzą się więzi prawdziwe, a nie wirtualne. Dla pozostałych mieszkańców sport to także korzyść. Na mecze przychodzi po 100 osób w niższych ligach do około 1000 w Wólce Pełkińskiej, jak przyjeżdżają drużyny z Rzeszowa czy Lublina. Dzięki piłce ci ludzie mają co w niedzielę robić, znów tworzą się relacje, ludzie się integrują. Ja wiem, że na stadionach z kulturą różnie bywa, ale piłka spaja lokalne społeczności, daje rozrywkę.

Reklama

Zakończmy pytania o przeszłość pytaniem o kończącą się kadencję. Wyborcy, oddając na Pana głos, zdecydowali, że była udana. Jak Pan ją ocenia?

– Mam taką naturę, że jak coś jest załatwione, zrobione, to zostawiam to za sobą i w pełni angażuję się w nowe. Ale rzeczywiście, jak zrobiłem sobie podsumowanie po kadencji, zacząłem wyliczać: i to zrobione, i to, i tamto. Na koniec uzbierało się tych rzeczy naprawdę sporo. Gmina jest w zasadzie odnowiona, mamy piękne szkoły, dzięki pracom przy stacji uzdatniania wody i oczyszczalniach ścieków gmina jest pod tym względem zabezpieczona na następne 20 – 30 lat.

Reklama

W tym roku w przestrzeni publicznej pojawiła się kwestia lokalizacji na terenie gminy ferm drobiu i infrastruktury dla tego przemysłu. Deklarował Pan latem, że nie wpuści tych inwestycji na swój teren. Jak przedstawia się sytuacja tych wniosków obecnie?

– Przede wszystkim widzę silny opór mieszkańców, zawiązali stowarzyszenie, są stroną w postępowaniu, mają wgląd w dokumentację i to oni będą z tymi inwestycjami walczyć. Do tego jeśli wpuszczę do siebie tego typu przemysł, będzie on negatywnie oddziaływał na całą okolicę. Mówiąc wprost, zepsuję swoje tereny inwestycyjne, jeśli powstanie na nich ferma.

Reklama

Inwestycje w gminie są jednak potrzebne. Gdzie widzi Pan w swojej gminie szanse na rozwój przedsiębiorczości? Pojawiają się może na horyzoncie jakieś konkrety, inwestycje bliskie realizacji?

– Wiele nadziei wiążę z obszarem inwestycyjnym Makowisko. Jest to jeden z lepszych terenów w Polsce, bo jest on w posiadaniu jednego właściciela. Jeśli firma dziś wygra przetarg, za dwa miesiące może startować z inwestycją. Do tego teren ma dobry dostęp do infrastruktury, jest dostęp do energii, możliwy jest transport kolejowy, jest możliwość dostarczenia gazu. Ten układ budzi zainteresowanie. W ubiegłym roku blisko Makowiska była firma z branży motoryzacyjnej. Teraz wprawdzie nie mogę mówić o szczegółach, ale jest przedsiębiorca, który chce w Makowisku prowadzić działalność, zatrudnić 2000 ludzi. A to nie jedyna możliwość, bo zainteresowanych jest więcej.

Reklama

Jakie wyzwania stoją przed wójtem gminy wiejskiej Jarosław? Możemy się spodziewać jakiegoś ruchu na pożegnanie? Jakie są plany na najbliższe 5 lat?

– Kluczowe będzie uruchomienie strefy Makowisko. To na razie wersja bardzo sielankowa, ale załóżmy, że ten teren wart jest 100 milionów. Część tej kwoty pochłonęłyby koszty przyciągnięcia inwestora, na przykład poprzez uzbrojenie działek albo zwiększenie przepustowości rur odprowadzających ścieki. Około 30 – 40 milionów można by zainwestować w infrastrukturę, w lokalne potrzeby, może zbudować basen. Resztę, czyli kolejne 30 – 40 milionów, zainwestować w obligacje Skarbu Państwa po to, by przeżyć te 5 lat, kiedy nie będą wpływać podatki z nieruchomości. To jest plan, który chciałbym zrealizować.

Reklama

Jest jeszcze sprawa mostu na Sanie. Obecnie ścierają się dwie koncepcje – mostu w okolicach huty i mostu łączącego Szówsko z obwodnicą Jarosławia. Która koncepcja jest Panu osobiście bliższa?

– Faktycznie wydaje mi się, że most na wysokości węzła „huta szkła” jest najlepszym wyborem – nie wchodzimy na tereny prywatne, nie będzie rozbierania domów. Ale tak naprawdę dla mnie celem jest budowa mostu. Czy on będzie 500 metrów dalej, czy bliżej – mnie to nie interesuje. Rozumiem, że na przykład burmistrz Jarosławia ma swój pogląd. Ale trzeba podkreślić, że stary układ dróg pozostanie i przy nowym moście, niezależnie od tego, gdzie on będzie, rondo w Szówsku i stara przeprawa tak czy siak zostaną odciążone. Dlatego stawianie sprawy na ostrzu noża jest chyba niepotrzebne, ale ja nie chcę w to wchodzić, ja będę popierał każde rozwiązanie. Myśmy już raz przespali sprawę, kiedy była budowana autostrada, drugi raz nie możemy sobie na to pozwolić.

Reklama

Dziękuję za rozmowę.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zenekblues - niezalogowany 2018-11-16 16:29:20

    Wielki "szacun" dla Pana Wójta, utarł kolejny raz "cwaniaczkom" nosa, dużo zdrowia i dalszego takiego samego traktowania ludzi jak dotychczas - wszystkiego najlepszego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    samorządowiec \"zza miedzy - niezalogowany 2018-11-21 21:39:47

    Wójt Kałamarz to marka - instytucja - klasa - kultura - mądrość... Az się wierzyć nie chce, ze jakiś tam człowieczek inny... którym tatuś steruje chciał być w fotelu wójtowym... Cha cha cha ...oni obaj synek z tatusiem chyba rozum postradali już całkiem... któryś raz z kolei zresztą... Panu Wójtowi Kałamarzowi to oni - nawet zdublowani kilkakrotnie - do pięt nie dorastają.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama