Coraz więcej wraków samochodów szpeci przemyskie osiedla i ulice. Dodatkowo zajmują miejsca parkingowe przeznaczone dla pojazdów mieszkańcom. Urzędnicy z funkcjonariuszami służb porządkowych nie bez rezultatów walczą z nasilającym się zjawiskiem.
– Proszę zobaczyć złomowisko w sąsiedztwie bloku – zachęca jeden z mieszkańców ulicy Zielińskiego w Przemyślu. – Może ktoś wreszcie zajmie się problemem i skutecznie go rozwiąże. Ostatnia nadzieja w mediach – dodaje.
Z ciemnego volkswagena golfa została karoseria. Wewnątrz kawałki szkła, śmieci. Brakuje choćby resztek[paywall] wyposażenia. Obok inny pojazd tej samej marki: zdewastowany, biały transporter z widoczną na boku żółto-niebieską flagą Ukrainy i godłem tego państwa.
– Niebawem podrzucą nam kolejne gruchoty – złości się czytelnik. – Posiadacze starych aut gotowi pomyśleć, że mamy przed oknami szrot – przekonuje.
Pozostawione na pastwę losu pojazdy szpecą dzielnicę. Problem znają służby mundurowe.
– W 2015 roku prowadziliśmy 32 takie sprawy – informuje Jan Geneja, komendant straży miejskiej w Przemyślu. – W 30 przypadkach udało się odnaleźć właścicieli i zobligować ich do usunięcia samochodu. Dzisiaj (29 stycznia br. – przyp. red.) rozwiązaliśmy kwestię białego busa przy ulicy Zielińskiego. W końcu znalazł się kierowca i zabrał go – dodaje.
Samochody, o których mowa niemal zawsze posiadają dwóch właścicieli: Polaka i Ukraińca. W ewidencji Urzędu Miejskiego w Przemyślu widnieje ponad 4500 takich pojazdów. Niektórzy przemyślanie „na papierze” dysponują kilkoma, kilkudziesięcioma, albo nawet kilkuset pojazdami. Zjawisko, chociaż zgodne z prawem faktycznie ma na celu nabycie przez cudzoziemca auta, którym jeździ w swoim kraju bez potrzeby płacenia cła. Oczywiście wcześniej musi go zarejestrować w Polsce do spółki z mieszkańcem strefy przygranicznej.
– Bez wątpienia mamy do czynienia z patologią – zapewnia osoba znająca realia. – Polacy wyczuli interes i zarabiają pokaźne kwoty: od 1500 do nawet 2000 zł od samochodu – zdradza.
Coraz częściej Ukraińcy porzucają auta, których dalsza eksploatacja przestaje być opłacalna. Zostawiają je na zieleńcach, przyblokowanych parkingach.
– Jeżeli taki pojazd nie stoi na drodze publicznej, w miejscu zabronionym i dodatkowo nie zagraża bezpieczeństwu ruchu, wówczas piętrzą się kłopoty z jego usunięciem – nie ukrywa komendant Geneja. – Nie oznacza to jednak, że wzruszamy ramionami i pozostajemy obojętni. Podejmuje trudne, ale skuteczne interwencje – zapewnia.
Za odholowywanie samochodów z miejsc publicznych płaci samorząd. On również reguluje opłaty za ich przechowywanie na parkingach i ewentualną utylizację. Dochodzenie związanych z tym kosztów najczęściej przewyższa rzeczywistą wartość pojazdu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
lampa tylnia mi mi się przydala