Jeden ma 22 lata, drugi – 18 lat. Obaj są niezwykle utalentowani, ale i głodni gry. Są wychowankami jarosławskiego klubu. Wobec absencji w składzie choćby Wojciecha Reimana czy Andrija Triuchana znakomicie wykorzystali swoją szansę. Oliwier Pilch i Sylwester Magdziak w dwie minuty strzelili dwie bramki i walnie przyczynili się do ważnej wygranej w Tyczynie.
Ważnej, bo te trzy punkty w starciu z outsiderem niektórzy dopisali ekipie Bogdana Zająca jeszcze przed meczem, bo zespół był osłabiony, a mimo to sobie poradził. Fakt, że komplet punktów zapewnili wychowankowie także jest znamienny. Oznacza bowiem, że zachowany został balans między „armią zaciężną” a swoimi zawodnikami. To dobrze, bo ci młodzianie mają u boku kogo terminować. To z pewnością przyniesie w przyszłości korzyści. Przeworski Orzeł mógł doszlusować do czołówki tabeli, ale nie sprostał u siebie sanockiej Stali. Przebieg tego spotkania jako żywo przypominał to z JKS-em Jarosław. Wygrał zespół bardziej doświadczony, obyty, cwańszy. I po prostu lepszy, ale do beniaminka wielkich pretensji mieć nie trzeba. Na wygrane z takimi ekipami jak Ekoball Stal przyjdzie jeszcze czas. Czasu natomiast za bardzo już nie ma spadkowicz z III ligi, czyli Sokół Sieniawa. Ekipa Arkadiusza Barana wysoko przegrała w Wiśniowej z Wisłokiem, będąc gorszą w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Wielokrotnie powtarzana regułka, że zespół jest nowy, niezgrany, potrzebujący czasu nie traci na aktualności, ale… Przedłużanie serii porażek sprawi, że „sokoły” zapomną jak się wygrywa. Odzyskać pewność siebie nie jest takim łatwym zadaniem. A to będzie najgorsze rozwiązanie tej na razie patowej sytuacji.
JKS wygrał czwarty mecz z rzędu, ale musiał sporo się napocić, by wywieźć punkty z Tyczyna. Goście przystąpili do pojedynku osłabieni (z powodu kontuzji i chorób nie zagrali Reiman, Płoszczynskij, Martinez i Triuchan), ale mimo to byli zdecydowanym faworytem spotkania. Potwierdzili to, strzelając dwie bramki w krótkim odstępie czasu. Wynik, po prostopadłym podaniu Piotra Pindaka, otworzył w sytuacji sam na sam z bramkarzem Oliwier Pilch, a podwyższył ładnym strzałem zza szesnastki Sylwester Magdziak. Grający niezwykle ambitnie gospodarze zdołali jednak zmniejszyć straty. Rzut karny, podyktowany za faul Karola Ptasznika na Karolu Nieckarzu, wykorzystał Mateusz Prokop. Jarosławianie mogli uspokoić grę, zdobywając kolejne gole, ale skuteczność nie była tego dnia ich mocną stroną. Najlepszej okazji nie wykorzystali w 65. min. K. Ptasznik, który trafił w poprzeczkę, a dobitkę Rafała Dusiły instynktownie obronił Kamil Kowal. Rywali poprzeczka uratowała również w 72. min po uderzeniu Stanisława Mykyceja.
Sanoczanie pod wodzą Pawła Jaślara to bardzo wymagający rywal. Będący mieszanką rutyny z młodzieńczą finezją, w zeszłym sezonie nieźle namieszali w IV-ligowym towarzystwie i podobnie będzie w tej kampanii. Niezniszczalny, charyzmatyczny Łukasz Tabisz czy mający za sobą występy w rzeszowskiej Stali Maciej Maślany mają u boku utalentowanych piłkarzy jak choćby Miłosz Gierczak czy Szymon Słysz potrafią bardzo wysoko zawiesić poprzeczkę.
Przekonał się o tym przeworski beniaminek, który z przebiegu gry nie zasłużył na porażkę, ale w futbolu za wrażenie artystyczne punktów się nie przyznaje.
Miejscowi mieli przewagę optyczną, częściej operowali piłką, potrafili nawet kilka razy mocno nastraszyć Dariusza Półkoszka, ale po stronie zdobyczy mieli zero. A rywal cierpliwie czekał, aby zadać cios w najodpowiedniejszym momencie. W I połowie przeprowadzili w zasadzie dwie groźne akcje. Jedna z niuch zakończyła się powodzeniem. W 27. Min były zawodnik KS Wiązownica Miłosz Gierczak kąśliwie uderzył na bramkę Mateusza Łuczyka. Nie do obrony. Piłka za nim wpadła do siatki, odbiła się jeszcze od słupka. W tym samym czasie Orzeł miał co najmniej trzy okazje, aby trafić do siatki. Dwukrotnie Tomasz Majba, raz Michał Daniel. Bezskutecznie.
W II połowie sytuacja nie uległa zmianie. Ładniej dla oka prezentowali się miejscowi, ale bramkę zdobyli sanoczanie. Wyrównać mógł T. Majba, mógł M. Daniel. Riposta gości była znacznie konkretniejsza. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego M. Maślanego, rezerwowy Jakub Nowak strzałem głową podwyższył prowadzenie. To zupełnie podcięło skrzydła beniaminkowi i stalowcy spokojnie dowieźli komplet punktów do ostatniego gwizdka sędziego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze