Reklama

Wyłoniono jarosławskiego mistrza ortografii

21/12/2018 09:28

Wszyscy ci, którym niestraszne „pustułki”, „giżycczanie” czy „rzężące resztką swej mocy ogarki” stanęli w ubiegłą środę, 12 grudnia, w szranki o tytuł jarosławskiego mistrza ortografii. Począwszy od najmłodszej grupy wiekowej zdobyli go: Oliwia Ważna, Emilia Matrejek, Agnieszka Mroczka.

Regionalne święto wszystkich tych, którzy swój czas poświęcają na wkuwanie zasad interpunkcji i zgłębianie zagmatwanych i pokrętnych meandrów ojczystej ortografii odbyło się w auli biblioteki Państwowej Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej w Jarosławiu. Tekst dyktanda, przygotowanego przez dr Grażynę Błachowicz-Wolny z Uniwersytetu Rzeszowskiego, odczytała Ilona Małek, dziennikarka TVP3 Rzeszów. Mimo że objętościowo niepozorny, najeżony był trudnościami[paywall] . Uczestnicy musieli się zmagać z takimi ortograficznymi zmorami, jak „gżegżółka”, „niby-poeta”, „ponaddziewięćdziesięcioletni ptak” czy „jaskrawożółta szkatułka”, a niektórzy podkreślali, że wyzwaniem była także niełatwa interpunkcja. O skali trudności niech świadczy fakt, że najmniej błędów, bo 16, odnotowano w pracy Jadwigi Baran-Mazurkiewicz, która jako zwycięzczyni jednej z wcześniejszych edycji, dyktando wprawdzie dla przyjemności napisała, ale w tegorocznym konkursie nie brała udziału. Jak zwykle uczestników podzielono na trzy kategorie. W najmłodszej grupie uczniów szkół podstawowych najlepiej dyktando napisała Oliwia Ważna ze Szkoły Podstawowej Sióstr Niepokalanek w Jarosławiu. Wśród licealistów najlepsza okazała się Emilia Matrejek, uczennica Zespołu Szkół Drogowo-Geodezyjnych i Licealnych w Jarosławiu, zaś w kategorii otwartej najmniej błędów popełniła Agnieszka Mroczka, na co dzień skarbnik powiatu jarosławskiego.

To już XI potyczki

Tegoroczne, jedenaste już Jarosławskie Potyczki Ortograficzne zorganizowali: starosta jarosławski, Zespół Szkół Ekonomicznych i Ogólnokształcących w Jarosławiu i Pedagogiczna Biblioteka Wojewódzka im. J. G. Pawlikowskiego w Przemyślu Filia w Jarosławiu, a partnerami byli: burmistrz Jarosławia, Uniwersytet Rzeszowski i Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna w Jarosławiu. Tradycyjnie już bardzo atrakcyjne nagrody wręczali zaś przewodniczący Rady Powiatu Jarosławskiego Stanisław Kłopot, wicestarosta jarosławski Mariusz Trojak oraz wicedyrektor ZSEiO Justyna Nalepa-Harpula.

Reklama

Jarosławscy mistrzowie ortografii

Kategoria „Szkoła podstawowa i III klasy gimnazjum”


I miejsce – Oliwia Ważna, Szkoła Podstawowa Sióstr Niepokalanek w Jarosławiu
II miejsce – Emilia Więcław, SP nr 1 w Pruchniku
III miejsce – Bartosz Bal, SP nr 11 w Jarosławiu

Kategoria „Szkoły ponadpodstawowe”


I miejsce – Emilia Matrejek, Zespół Szkół Drogowo-Geodezyjnych i Licealnych w Jarosławiu
II miejsce – Sandra Kucaba, I LO w Jarosławiu
III miejsce – Natalia Maryśkowa, I LO w Jarosławiu

Kategoria „Uczestnicy – otwarta”


I miejsce – Agnieszka Mroczka
II miejsce – Agnieszka Sikorska
III miejsce – Barbara Wrzesień

Treść dyktanda

Żarzący się ledwo ogarek rzęził resztką swej mocy, kiedy płowożółty żuraw był w połowie epopei. Kutno, miejscowość, skąd pochodził, oddalona była pół mili od miejsca, w którym żył. Był teraz giżycczaninem, ale pół Polakiem i pół Francuzem. Rzadko wracał wspomnieniami do dzieciństwa – był arcymiłym ponaddziewięćdziesięcioletnim ptakiem, a wokół szyi miał bladoniebieskie rozcapierzone pióra. Jasnozielone oczy pochylone nad pożółkłymi, a miejscami szaroburymi kartkami niewiele już dostrzegały. W pamięci miał jednak swoje wyjazdy do Manili, gdzie mieszkała jego żona kukułka (zwana też przez niektórych gżegżółką). Nigdy nie był na Rzeszowszczyźnie, odmierzał probierzem czas, miał w swojej dziupli (a właściwie butwiejącym gnieździe) „Słownik języka polskiego”, „Małą encyklopedię Krakowa”, „Ilustrowaną historię świata”. Był trochę chaotyczny i niezorganizowany, miał uczulenie na herbatę z dziurawca, jadł dżdżownice, utrzymywał kontakty z Polonią amerykańską, uchodził za znawcę astronomii, historii – można rzec, że żył ciekawie i rozrzutnie. Wiedział, że należałoby od czasu do czasu odwiedzić gabinet geriatrii, ale zwlekał z tym, ho, ho, nie wiadomo jak długo. Żartowano z niego, że był niby-poetą. Nikt nie wiedział, że bał się pszczółki Mai, pustułki Grażynki i tego znanego chrząszcza ze Szczebrzeszyna, wszystko to bardzo skrzętnie skrywał, truchlał i drżał, gdy tylko o nich pomyślał. Nigdy nie pił espresso, oranżady, tylko wodę niegazowaną albo z kałuży. Miał talerzyk w różnokolorowe esy-floresy, jaskrawożółtą szkatułkę ze zdjęciem pięknookiej żony i pamiątkami z Białowieży. Raz na jakiś czas grał na waltorni albo harfie i co najmniej raz w roku uczestniczył w konkursie muzycznym.

Teraz, siedząc tak nad ciemnozielonym stołem, spojrzał spode łba wte i wewte, nie chciał napisać quasi-epopei, ale rzetelną i prawdziwą powieść. Rad nierad przystąpił do pisania. Zmitrężył tyle czasu na obserwowaniu przelatującej hałastry kukułek, kiedy był na Pomorzu Zachodnim, a potem na dwuipółtygodniowym urlopie na Kielecczyźnie, że aż się przeraził. Pomyślał, że nigdy nie powstanie kilkudziesięciostronicowe dzieło jego życia. Zjadł krwistoczerwony stek i doszedł do wniosku, że na wpół skończona epopeja będzie go też satysfakcjonowała i nie odmówi sobie ekstrapodróży w ciepłe kraje.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama