Trzeba przyznać, że Przemyśl jest dość szczególnym miejscem na kulturalnej mapie Polski. Pozbawiony profesjonalnej instytucji muzycznej czy chociażby wzorem Zamościa i wielu podobnej wielkości miast zawodowej orkiestry kameralnej, próbuje nie dać się zepchnąć do całkowitej defensywy.
Kiedy przed ponad trzydziestu laty inaugurowano Przemyską Jesień Muzyczną, nikt chyba nie przewidywał, że powstanie impreza, która przetrwa trzy dekady. Pomimo permanentnych problemów finansowych festiwal trwa i wszystko na to wskazuje, że trwać będzie. Przez te lata wytworzyła się specyficzna konwencja, nastawiona przede wszystkim na promocję małych form (ze względów zrozumiałych) i artystów pochodzących z tych stron, których kariery dzieją się gdzieś w Polsce i świecie. Od kilkunastu lat nieodłącznym[paywall] elementem festiwalu są występy Przemyskiej Orkiestry Kameralnej, która inauguruje i kończy poszczególne edycje. W tym roku przemyscy kameraliści zainaugurowali festiwal trzema wczesnymi symfoniami J. Haydna nr 6, 7 i 8. Dzieła te powstały w pierwszym roku pracy kompozytora na dworze Esterházych i stanowią ciekawy przykład muzyki w pewnym sensie programowej, powstałej w epoce odrzucającej z zasady wszelką programowość.
Nurt religijny reprezentowany był na festiwalu dwukrotnie. Po raz pierwszy za sprawą Młodzieżowego Chóru i Orkiestry Nicolaus z Kraczkowej, zespołu prowadzonego przez Zdzisława Magonia, który wykonał rzadko grywaną Mszę e-moll – E-dur Józefa Elsnera z opusu 62. Do nurtu religijnego wpisali się również przedstawiciele gospodarzy, połączone chóry i orkiestry Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych i Towarzystwa Muzycznego pod batutą Antoniego Gurana. W tym wykonaniu usłyszeliśmy haydnowskie Stworzenie świata, oratorium napisane w latach 1796 – 1798 do tekstów zaczerpniętych z Księgi Rodzaju.
Wydarzeniem festiwalu z całą pewnością był wieczór poświęcony muzyce Beethovena i Messiaen’a ze szczególnym naciskiem na tego francuskiego kompozytora, być może największej indywidualności kompozytorskiej XX w. Jego Kwartet na koniec czasu, dzieło powstałe podczas pobytu kompozytora w niewoli niemieckiej, a inspirowane treściami Apokalipsy, jest z jednej strony wyrazem głębokiej wiary Messiaen’a, z drugiej zaś wyraźnie wyczuwalny jest metafizyczny lęk i chaos dusz potępionych. Uważne wysłuchanie kwartetu (połączone z lekturą komentarzy kompozytora i Apokalipsy św. Jana) polecam każdemu, to dzieło ponadczasowe.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze