Zawalony dach, brak okien i drzwi, zniszczone ściany – tak wygląda dziś zabytkowy dworek Gnoińskich w Nowym Siole. Budynek nie jest w żaden sposób zabezpieczony, a o zagrożeniu zawaleniem informują jedynie tabliczki ostrzegawcze. Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła zarządzanie obiektem przez gminę Cieszanów.
Opinia NIK z przeprowadzonej w 2013 roku kontroli to bardzo krytyczna ocena postępowania cieszanowskiego urzędu gminy. „Stan obiektu stwarza realne zagrożenie całkowitej degradacji substancji zabytkowej. Pomimo tego gmina Cieszanów nie podjęła żadnych działań, których efektem byłaby poprawa stanu technicznego obiektu zabytkowego (...)” – czytamy w protokole pokontrolnym. Dalej NIK punktuje lokalne władze, stwierdzając [paywall], że nie podejmowały podstawowych i niezbędnych czynności konserwacyjnych oraz nie starały się o pozyskanie środków na roboty budowlane. „Gmina nie posiada również skonkretyzowanego, długofalowego planu zagospodarowania zespołu dworsko-parkowego w Nowym Siole” – wymienia kontroler.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Po remoncie znajdzie się właściciel Jak zawsze
Nikt poważnie myślący nie kupi zabytku , a już na pewno nie takiej ruiny , z bardzo prostej przyczyny . Nadzór nad zabytkami ma z mocy prawa jak wiadomo konserwator zabytków. Tacy konserwatorzy /oczywiście nie wszyscy/ wiedzą ,że maja tzw. " władzę " i zawsze mogą i będą wpychać nosa i oceniać stan techniczny wspomnianego obiektu. A to dachówka się obluzowała , innym razem kawałek tynku odpada, okna nie takie jak to sobie wymyślił pan konserwator . Drzwi też nie takie jakie być powinne i zawsze coś tam wymyśli. A jeśli będzie to indywidum złośliwe / co jest całkiem realne/ , no to już prawdziwa męka i udręka i to za własne wielkie pieniądze. Bo zawsze to może się powołać na artykuły i paragrafy , które to zapowiadają ile to lat można sobie posiedzieć w pierdelku , za ratowanie zabytków w Polsce . A tak , jeśli mi się taki zabytkowy obiekt podoba , to zawsze mogą zbudować wierną kopię i niech mi nikt nie mówi o tzw. " prawach autorskich " po 100 czy 200 latach .Ale wtedy pan konserwator może mi co najwyżej - jeśli go wpuszczę na moją posiadłość-- powiedzieć np. dzień dobry i to wszystko co mu wolno w stosunku do takiej kopii zabytku.
Krytykować można zawsze, ale w takiej sytuacji może ktoś zapyta, skąd gmina ma wziąć pieniądze na remont dworku, wokół jest jeszcze kilkuhektarowy park, który też wymaga odpowiednich zabiegów. Gminy mają dylemat, wydać pieniądze na dworek, w którym nie wiadomo co ulokować i z czego utrzymać czy zadbać o podstawowe potrzeby mieszkańców. Wybierają to drugie i słusznie zresztą. Jak władza naczelna chce chronić zabytki to niech dostarczy środków na ich remonty i utrzymanie. Widać natomiast, że ze środków na ratowanie zabytków najwięcej wydaje się na obiekty sakralne, które nie zawsze są aż tak zniszczone, żeby miały pierwszeństwo przed innymi świeckimi obiektami. Ponadto, poza ochroną prawną, obiekty sakralne są przecież w czyichś rękach, niech więc władający nimi się o nie troszczą.
Na lodowisko, cerkiew i synagogę jakoś wystarczyło pieniędzy.
Zawsze mnie irytowały poglądy fachowców od zabytków i ich spojrzenie na potrzebę ratowania jakiejś rozpadającej się chałupy. Rozumiem potrzebę zbadania historycznych obiektów, udokumentowania wartościowych zrealizowanych projektów, ale żeby chronić każdy obiekt jest to dla mnie nieporozumieniem. Nie rozumiem w tym klękania przez czasem. Tak, to kult czasu sprawia, że na widok byle jakiej chałupy czy dworu, fachowiec od zabytków klęka i robi znak krzyża. To śmieszne i bardzo głupie spojrzenie na dzieło ludzkich rąk. W czasach niedalekich, bo w Polsce Ludowej tworzono na obszarze całego kraju, w niemal każdej wsi, sklepy tzw. geesowskie. Jeszcze ich pozostało trochę na naszym terenie. Wkrótce w myśl idei ratowania "zabytków", staną się one bardzo cenne i każdy historyk od zabytków będzie się nad nimi pochylał, dumał, wyciągał różne ciekawe wnioski i pewnie niejeden popełni doktorat nad architekturą jakże cennych sklepów GS. I tak to pan Zenek, który montował drzwi w sklepie przejdzie do historii i pan Bronek też, bo mieszał beton na strop przy okazji racząc się gorzałką. Nie tylko w innych dziedzinach naszego życia już dawno przekroczono granice absurdu, w ratowaniu chałup sprzed wojny także. Takich dworków, jak dworek Gnoińskich na Podkarpaciu było wiele. Kiedy je stawiano znacząco wyróżniały się do chłopskich chałup, lecz dziś nie wszystkie zachwycają. Mają tę przewagę, że powstały przed II wojną światową. Kult czasu, kult starości niestety jest ważniejszy niż zdrowy rozsądek. Ważniejsza jest zardzewiała klamka niż sam projekt budynku. Wiele ciekawszych architektonicznie budowli powstało chociażby w ostatnich latach, ale jak sądzę, gdy tylko upłynie odpowiedni czas, propagatorzy kultu czasu zapewne wezmą je w ochronę i będą biadolić, gdy zaczną popadać w ruinę, na przykład wtedy, gdy plastikowe okna zaczną się kruszyć.
Przykro mi ale jesteś głupi - nie mogę znaleźć innego określenia
Po remoncie znajdzie się właściciel Jak zawsze
Nikt poważnie myślący nie kupi zabytku , a już na pewno nie takiej ruiny , z bardzo prostej przyczyny . Nadzór nad zabytkami ma z mocy prawa jak wiadomo konserwator zabytków. Tacy konserwatorzy /oczywiście nie wszyscy/ wiedzą ,że maja tzw. " władzę " i zawsze mogą i będą wpychać nosa i oceniać stan techniczny wspomnianego obiektu. A to dachówka się obluzowała , innym razem kawałek tynku odpada, okna nie takie jak to sobie wymyślił pan konserwator . Drzwi też nie takie jakie być powinne i zawsze coś tam wymyśli. A jeśli będzie to indywidum złośliwe / co jest całkiem realne/ , no to już prawdziwa męka i udręka i to za własne wielkie pieniądze. Bo zawsze to może się powołać na artykuły i paragrafy , które to zapowiadają ile to lat można sobie posiedzieć w pierdelku , za ratowanie zabytków w Polsce . A tak , jeśli mi się taki zabytkowy obiekt podoba , to zawsze mogą zbudować wierną kopię i niech mi nikt nie mówi o tzw. " prawach autorskich " po 100 czy 200 latach .Ale wtedy pan konserwator może mi co najwyżej - jeśli go wpuszczę na moją posiadłość-- powiedzieć np. dzień dobry i to wszystko co mu wolno w stosunku do takiej kopii zabytku.
Krytykować można zawsze, ale w takiej sytuacji może ktoś zapyta, skąd gmina ma wziąć pieniądze na remont dworku, wokół jest jeszcze kilkuhektarowy park, który też wymaga odpowiednich zabiegów. Gminy mają dylemat, wydać pieniądze na dworek, w którym nie wiadomo co ulokować i z czego utrzymać czy zadbać o podstawowe potrzeby mieszkańców. Wybierają to drugie i słusznie zresztą. Jak władza naczelna chce chronić zabytki to niech dostarczy środków na ich remonty i utrzymanie. Widać natomiast, że ze środków na ratowanie zabytków najwięcej wydaje się na obiekty sakralne, które nie zawsze są aż tak zniszczone, żeby miały pierwszeństwo przed innymi świeckimi obiektami. Ponadto, poza ochroną prawną, obiekty sakralne są przecież w czyichś rękach, niech więc władający nimi się o nie troszczą.