„Jeszcze nigdy tak wielu Polaków nie spędzało letnich wakacji w Polsce. Efekt 500+? Znudziły się nam egzotyczne hotele all inclusive”? Boimy się zamachów? A może obudził się w nas patriotyzm?” – dopytują dziennikarze „Polityki” w jednym z ostatnich wydań tygodnika. Wiedziony chęcią sprawdzenia, jak wyglądają tegoroczne kanikuły rodaków, udałem się do chyba najpopularniejszych miejsc wypoczynku na Podkarpaciu, czyli do Soliny i Polańczyka
Co prawda miejscowości te nie należą do turystycznej „złotej dziesiątki”, takiej jak choćby Zakopane, Kołobrzeg czy Władysławowo, ale szczególnie w wakacyjne weekendy jest tam tłoczno. Jednak nie mnogość odpoczywających robi wrażenie. Dużo więcej doznań dostarczają obserwacje otoczenia. Uwieczniona na zdjęciach w folderach magia wspomnianych miejsc nijak ma się do rzeczywistości. Właścicielom okolic Zalewu Solińskiego najwyraźniej brakuje spójnej koncepcji ich wyglądu. Pewnie dlatego niemal na każdym kroku króluje przypadkowość i prowizorka. Tutaj każdy sobie rzepkę skrobie. Albo nawet nie skrobie, o czym świadczą np. dawno niemalowane ławki czy walające się śmieci. Pułapką są mocujące pomosty liny biegnące z brzegu do wody, o które łatwo zahaczyć. Ponoć nikt tam jeszcze nie skręcił karku albo nogi tylko dlatego, że ludzie nabrali wprawy, pokonując wcześniej tor przeszkód w postaci resztek schodów. Ale szczególną uwagę turystów przyciąga ustawiony przy plaży wrak samochodu, który robi za… kasę sprzedającą bilety na rejsy po bieszczadzkim morzu. To świetny pomysł! Po prostu cała kwintesencja tej bylejakości!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
No i co sie Gierek przypierdalasz!!