Prokuratura Rejonowa w Przeworsku umorzyła dochodzenie w sprawie narażenia przez matkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu noworodka. Zawiadomienie w tej sprawie złożył dyrektor Szpitala Rejonowego im. dra Henryka Jankowskiego w Przeworsku.
Do zdarzenia, które– zdaniem dyrekcji – miało zagrażać życiu lub zdrowiu noworodka, doszło w pierwszej połowie ubiegłego roku. To wówczas mieszkanka Tryńczy zdecydowała się na poród w domu, wiedziała bowiem, że nie zdąży do szpitala. Syn urodził się bez pomocy służb medycznych. Dopiero kilka chwil później zjawiła się karetka pogotowia, która zabrała ją i jej synka do przeworskiego szpitala. Tam poinformowano ją, że wymaga natychmiastowego zabiegu. Zdziwiła się, bo nikt nawet jej nie zbadał. Przypuszczała, że lekarze chcieli poddać ją zabiegowi łyżeczkowania (w tym wypadku chodziło zapewne o usunięcie z wnętrza macicy wszelkich resztek po porodzie, więc także łożyska, które się jeszcze wówczas nie urodziło)[paywall]. Powiedziała, że łożysko powinno się urodzić samo i w ostateczności do tego doszło. Odmówiła jakichkolwiek zabiegów. Opuściła szpital na własne żądanie.
Niebawem odwiedził ją i męża pracownik miejscowego GOPS-u, potem kurator, następnie otrzymała wezwanie na policję. Podobnie jak jej mąż. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Przeworsku. Stało się tak po złożeniu przez dyrektora szpitala rejonowego im. dra Henryka Jankowskiego w Przeworsku zawiadomienia o narażeniu przez kobietę własnego syna na utratę życia lub zdrowia, poprzez odmowę wykonania obowiązkowych procedur medycznych wobec noworodka oraz odmowę jego przebadania przez lekarzy.
Na policji wspomniana tłumaczyła, że przez 15 lat mieszkała w Niemczech. Tam studiowała antropologię z medycyną sądową. Wielokrotnie uczestniczyła w porodach, podczas których pępowina była odcinana kilka godzin po porodzie. Podkreśliła, że w Polsce się tego nie praktykuje, stąd jej problemy. Nie rozumie, dlaczego nie można tego umożliwić kobietom, które wyraźnie o to proszą. Uważała, iż wszystkie pęknięcia czy nacięcia krocza są wynikiem świadomego przyspieszania tych spraw. Taka forma porodu, na jaką się zdecydowała, nazywana jest porodem lotosowym.
Postępowanie w tej sprawie nieco się dłużyło. Wreszcie na przełomie 2021 i 2022 r. Prokuratura Rejonowa w Przeworsku umorzyła wobec kobiety dochodzenie. Dochodzenie w sprawie narażenia syna na utratę życia lub zdrowia poprzez odmowę wykonania obowiązkowych procedur medycznych wobec noworodka oraz odmowę jego przebadania przez lekarzy. Uzasadnieniem umorzenia był brak znamion czynu zabronionego. Decyzja jest prawomocna.
– W toku postępowania nie stwierdzono, aby doszło w tym przypadku do bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia noworodka, a brak tego elementu czynu zabronionego nie pozwala na uznanie, że działanie matki wyczerpywało znamiona przestępstwa – wyjaśniła rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Przemyślu prokurator Marta Pętkowska.
Obecnie zarówno matka, jak i jej syn czują się bardzo dobrze. Oboje są zdrowi.
Zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Rejonowego im. dra Henryka Jankowskiego w Przeworsku lek. Janusz Szynal: – Każdy człowiek ma swoje zasady, które czasami poparte są dowodami naukowymi, czasami nie. Ta pani miała swoje zasady, my uznaliśmy, że to nie jest w porządku. Było to odstępstwo od przyjętych norm i zasad postępowania w takich przypadkach. Stąd uważaliśmy, że powstało zagrożenie dla życia lub zdrowia noworodka. Zgłosiliśmy zatem sprawę do prokuratury. A ta doszła do wniosku, że nie było znamion czynu zabronionego i z tym nie dyskutujemy.
Czym jest poród lotosowy?
Poród lotosowy najczęściej jest przeprowadzany w domu, pod opieką położnych lub douli. W szpitalach to wciąż rzadko stosowana praktyka. Głównie dlatego, że wielu lekarzy jest sceptycznie nastawionych do tej formy porodu. Poród lotosowy przebiega prawie tak samo jak poród klasyczny. Różnica polega na tym, że w trakcie jego trwania nie przecina się pępowiny. Po porodzie jest ona połączona z łożyskiem aż do momentu, kiedy samoistnie odpadnie od ciała dziecka. Łożysko po urodzeniu nie jest traktowane jak odpad medyczny i wyrzucane do kosza, lecz myte z krwi (która przyspiesza rozkład), owijane w gazę lub pieluchę tetrową i umieszczane w misce z solą. Zwolennicy porodów lotosowych zaznaczają, że skoro w momencie narodzin pępowina sama nie odpada, najwidoczniej tak chciała natura i nie należy w to ingerować. Samoistne odpępnienie następuje od 3 do nawet 10 dni po porodzie.
Pierwszy poród lotosowy odbył się w USA w 1974 r. Rodzącą była kobieta jasnowidz, która twierdziła, że widzi ból przeżywany przez noworodka w momencie odcinania pępowiny. Obserwując zachowania szympansów, zauważyła, że pozostawiają one pępowinę w stanie nienaruszonym, do czasu jej naturalnego odłączenia. Wówczas postanowiła zastosować tę praktykę podczas swojego porodu.
Określenie porodu pochodzi od kwiatu lotosu, który jest symbolem początku życia. Według filozofii lotosu okres między narodzinami dziecka a oderwaniem się pępowiny od ciała dziecka jest świętem dla noworodka. Dzięki pozostawieniu jej wydłuża się bezcenny dla dziecka czas przejścia z życia płodowego do życia w świecie zewnętrznym.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze