Reklama

Zmarł, potem ożył i znowu zmarł na cmentarzu w Żurawicy i w Maćkowicach [HISTORIE DAWNE ŻP]

02/11/2020 06:51

Gdy Natan Bojek leżał już w wykopanym dołku i ksiądz zakończył swe powinności, grabarz zaczął zsuwać ziemię. Nagle, ku zaskoczeniu obecnych, z dołu zaczęły wydobywać się jakieś szmery. Wszyscy żałobnicy drgnęli, wszyscy – tak opowiadano – z przestrachem rozpierzchli się na boki. Zapanowała konsternacja. Po krótkiej naradzie postanowiono wyciągnąć rzeko-mego nieboszczyka z trumny. Następnie półtrupa zaniesiono do domu.

W 1912 roku mieszkał w ubogiej chatce w Żurawicy Natan Bojek wraz z żoną. Zaglądała tam często bieda, toteż imał się chłop różnych zajęć. Dlatego we wsi zwano go zarobnikiem. Nie był to człowiek silny i zdrowy, bo od wielu lat chorował. Przyszła wiosna, źle się poczuł i legł do łóżka. Długo nie chorował, a śmierć przyszła nocą dość szybko i cicho.

Oglądacz bydła

Kiedy żona opłakiwała męża, przyszedł – według relacji Przeglądu Przemyskiego (1912 r. nr 17) miejscowy oglądacz bydła i jął obmacywać trupa (na wsi miał przyzwolenie do badania zmarłych ludzi). Kiedy przekonał się, że[paywall] nieboszczyk jest zimny i nieruchawy, wyjął jakiś papier i powagą urzędowej pieczęci stwierdził zgon. Potem rodzina zaczęła już czynić przygotowania do ostatniej posługi.

Reklama

Modły

Wieczorem do chaty rodziny nieboszczyka przyszli krewni i sąsiedzi. Uklękli przy zmarłym, zmówili pacierze, a potem długo śpiewali pieśni nabożne. 27 kwietnia nadszedł dzień pogrzebu. Po trzech dniach trumnę zbitą z nieheblowanych desek położono na furmankę, a następnie żałobnicy wolnym krokiem udali się w kierunku pobliskiego cmentarza.

Szmery w trumnie

Gdy Natan Bojek leżał już w wykopanym dołku i ksiądz zakończył swe powinności, grabarz zaczął zsuwać ziemię. Nagle, ku zaskoczeniu obecnych, z dołu zaczęły wydobywać się jakieś szmery i – jak potem opowiadano – podniosło się wieko trumny. Wszyscy żałobnicy drgnęli, wszyscy z przestrachem rozpierzchli się na boki. Zapanowała konsternacja. Po krótkiej naradzie postanowiono wyciągnąć rzekomego nieboszczyka z trumny. Następnie półtrupa zaniesiono do domu.

Reklama

Sławna Żurawica

Wieść o „zmartwychwstaniu” w tej wsi rozeszła się bardzo szybko po niemal wszystkich krajowych gazetach monarchii Austro-Węgier, a nawet przedostała się do prasy o szerszym zasięgu. Między innymi zamieszczono tę niecodzienną informację w formie telegramu w Neues Wiener Journal i Berliner Anzeiger. W ten sposób notatka prowincjonalnego Przeglądu Przemyskiego spowodowała niezwykłe zainteresowanie. Tym niecodziennym przypadkiem zainteresowali się również lekarze z Berlina i Wiednia. Oni to, ciekawi dokładniejszych szczegółów tego enigmatycznego przypadku, zwrócili się do lekarzy lwowskich z licznymi pytaniami. Ci ostatni zasięgnęli informacji w starostwie przemyskim.

Oficjalna wersja

Opisywane wydarzenie w Żurawicy miało drugą wersję, ale już oficjalną. Otóż w czasie zasypywania grobu grabarz miał usłyszeć odgłosy wydobywające się z trumny. Za pozwoleniem proboszcza wyciągnięto ją i otworzono. Zmarły leżał na wznak, tylko głowa w sposób dziwny była wykręcona, a usta zbyt rozchylone. Nie żył. W tej sytuacji z powrotem wylądował tam, gdzie było jego miejsce (Przegląd Przemyski 1912, nr 30). 

Reklama

Maćkowice

11 kwietnia 1908 roku krakowskie Nowości Ilustrowane (nr 15) umieściły sensacyjny artykuł  pt. Tragedya w trumnie (pisownia oryginalna). Otóż we wsi Maćkowice pod Przemyślem zmarł w podeszłym wieku Tymko Nowak i został pochowany na miejscowym cmentarzu. Po skończonych ceremoniach religijnych rodzina nieboszczyka i inni uczestnicy pogrzebu rozeszli się do domów. Pozostał tylko grabarz. Podczas zasypywania grobu usłyszał nagle jakiś głuchy łomot wydobywający się z głębi grobu. Przerażony, zamiast natychmiast odkopać grób, pobiegł do miejscowego proboszcza, aby go spytać o radę. Ten jednak odesłał go do żandarmerii. Grabarz istotnie zamierzał się tam udać. Jednak po drodze spotkał strażnika skarbowego i opowiedział mu o tym wydarzeniu. Obaj udali się czym prędzej na cmentarz, wyciągnęli trumnę i otworzyli wieko. Straszny widok przedstawił się ich oczom: nieboszczyk leżał z prawą rękę podłożoną pod głowę, twarz miał wykrzywioną cierpieniami, ubranie poszarpane, a ciało pokaleczone i pogryzione. Nie żył. Scena ta została przedstawiona na powyższej ilustracji.

Dwa tłumaczenia zjawiska

Rzekome zmartwychwstanie nieboszczyka w Żurawicy i Maćkowicach stały się wówczas przyczynkiem do napisania przez znawców medycyny kilku rozpraw naukowych na temat śmierci klinicznej. Brak widocznych oznak życia u człowieka (bicie serca, tętno, oddychanie, krążenie krwi)  według ówczesnej wiedzy traktowano równoznacznie z jego śmiercią biologiczną.

Tłumaczono, że w stanie śmierci pozorowanej mogła być zachowana jednak aktywność mózgu, dlatego pochowany mógł wyzionąć ducha dopiero w grobie. Nawet dziś nauka tego nie wyklucza. Niewykluczone, że oglądacz bydła postawił złą diagnozę. Inni lekarze uważali, że ciało nieboszczyka wróciło do „życia” w efekcie tzw. syndromu Łazarza, który polega na powrocie krążenia w martwym ciele. Jest to odruch rdzeniowy, a mózg nie bierze w tym udziału.

Reklama

 


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama