Jeżeli ktoś zapędzi się w Bieszczady i w jakiejś karczmie albo schronisku z obrazu na ścianie wilk będzie szczerzył kły, to może być pewien, że autorem obrazu jest Andrzej „Żmiju” Borowski.
Od siedemnastego czerwca obrazy „Żmija” Borowskiego można oglądać na retrospektywnej wystawie w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej. Ich tematem jest bieszczadzka fauna, z przewagą gatunków drapieżnych, które „Żmiju” darzy szczególną sympatią, a podczas przeszło 40-letniego pobytu w Bieszczadach miał okazję je poznać.
Andrzej Borowski po raz pierwszy w Bieszczady przyjechał w 1978 roku, na plener malarski ze szkoły plastycznej we Wrocławiu. Zachwycił się tym miejscem i to była[paywall] miłość od pierwszego wejrzenia. Rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady. We Wrocławiu zostawił swoją szkołę plastyczną i na zawsze machnął ręką na miejskie życie.
Szybko dołączył do grona bieszczadników, zakapiorów – jak nazywają ich niektórzy. Mieszkał raz tu, raz tam: w Zatwarnicy, Chmielu, Wołosatem, Mucznem, a na końcu osiadł w Wojtkowej, gdzie ma galerię „U Żmija”. Turyści zaglądają do niego, żeby pooglądać lub kupić któryś z jego obrazów albo tylko posłuchać barwnych opowieści Żmija, a on naprawdę potrafi godzinami barwnie opowiadać.
Przez lata stał się częścią bieszczadzkich legend, znany jest z serialu dokumentalnego „Drwale i inne opowieści Bieszczadu”, w którym występował jako jedna z barwniejszych postaci. Dlatego trudno się dziwić, że na wernisaż w muzeum zjechało z Bieszczadów wielu jego przyjaciół i sympatyków. Postacie wielu z nich Andrzej uwiecznił na ścianie oberży „Zakapior” w Polańczyku.

fot.Jacek Szwic
Na wernisażu pojawiło się wiele bieszczadzkich postaci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze