Zadaję sobie czasem pytanie, czy jakiś temat realizowany w Życiu Podkarpackim może mnie jeszcze zaskoczyć. Odpowiedź najczęściej jest twierdząca. To mnie cieszy przy tematach łatwych, lekkich, przyjemnych i pożytecznych. Teksty dramatyczne rzadki włos na głowie jeżą i każą nieustannie weryfikować sądy na temat kondycji moralnej homo sapiens. W dzisiejszym wydaniu ŻP w egzystencjalną zadumę wbiły mnie dwa teksty, niby różne, a jednak dotyczące tego samego zjawiska.
Pierwszy odnosi się do brutalnego pobicia pod Centrum Kulturalnym w Przemyślu (str. 3). Trzech uczestników wieczoru szantowego zostało napadniętych właściwie w centrum miasta, o godzinie 22, a więc w większych aglomeracjach o poranku. Jeden z nich znalazł się w szpitalu z pękniętą czaszką i krwiakiem mózgu. Nieoficjalny powód pobicia: brak powodu. Drugi tekst opisuje sytuację maltretowania psa (str. 11). Podobnych zdarzeń pomieściliśmy w ŻP dziesiątki, o ile nie setki. Wszystko na nic. Nadal okrucieństwo niektórych właścicieli psów przechodzi ludzkie (a może nieludzkie) wyobrażenie. Tym razem łańcuch z obrożą zaciskał się na szyi czworonoga, bo właściciel zapomniał, że zwierzęta też rosną. W jednym i drugim przypadku koszmar i okrucieństwo.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze