Na ośmiu z rzędu zwycięstwach zakończyła się piękna seria piłkarek ręcznych JKS Sanu Jarosław. Podobnie jak w I rundzie o niepowodzeniu z ekipą AZS UMCS Lublin zdecydowała końcówka spotkania.
Rzec, że demony wróciły, byłoby nadużyciem. Ale coś w tym jednak jest… W meczu inauguracyjnym ten sezon jarosławianki w meczu z AZS UMCS Lublin prowadziły przez większość spotkania. W 53. min było 23:21, ale fatalnie rozegrana końcówka, przegrana 2:7, sprawiła, że musiały na pierwszy triumf poczekać. Przegrały 25:28.
Jarosławianki słabo wykonywały rzuty karne. Na 8 przyznanych trafiły 4-krotnie. Od „pudła” mecz zaczęła Julia Dmytroczenko, której te zawody wyraźnie nie wyszły. Do 20. min (8:9) przewagę miała ekipa Valiantsiny Kozimur. Potem jednak, w ciągu 5 minut, lublinianki odskoczyły na 13:10, ale na przerwę zeszły z bramką nadwyżki. Było 14:13 po trafieniu Mai Olszanki.
II połowę miejscowe rozpoczęły od dwóch trafień. W 33. min wynik brzmiał 16:13. I tę przewagę z mozołem, ale i pieczołowitością broniły. Kilka razy jarosławianki zbliżały się na jedno trafienie. W 42. min było 22:21, po bramce Katarzyny Różyckiej. W 54. min na 28:27 trafiła Aleksandra Dębiak. Wszystko było wówczas możliwe. Niestety, najpewniej nie wytrzymały głowy… W 55. min J. Dmytroczenko, a w 57. min K. Różycka miały szanse z rzutów karnych wyrównać stan pojedynku. „Siódemek” nie wykorzystały i rozpoczął się dramat. Ostatnie 3 minuty lublinianki wygrały aż 5:0 i cały mecz.
Warto dodać, że w JKS Sanie zadebiutowała nowa zawodniczka – Oliwia Plucińska.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze