Reklama

Zwyczajni – niezwyczajni. Ratują życie i zdrowie

26/12/2016 18:30

W rocie ślubowania, które składają funkcjonariusze Straży Granicznej, w punkcie określającym obowiązki pogranicznika w czasie służby i poza nią, nie ma mowy o sytuacji, w jakiej znaleźli się plutonowy Łukasz Janiec i jego kolega – kapral Bogdan Brzuzan z placówki w Korczowej.


fot.serwis BiOSG
Plutonowy Łukasz Janiec.

– To było rankiem trzeciego grudnia. Wracaliśmy z kolegą z nocnej zmiany – opowiada plutonowy Janiec.

– Ja mieszkam w Leżajsku, a kolega w Giedlarowej. Około ósmej pięćdziesiąt przejeżdżaliśmy przez Tryńczę i zobaczyliśmy gęsty dym i płomienie wydobywające się z komina i niewielkiego domu. Dymu było tak dużo, że[paywall] musieliśmy zwolnić. Wyglądało to na pożar. Zatrzymaliśmy auto na poboczu i weszliśmy na posesję. Zapukaliśmy do drzwi, żeby sprawdzić, czy ktoś jest w domu i czy nie zagraża mu niebezpieczeństwo. Nikt nie otworzył, więc zapukaliśmy jeszcze mocniej w drzwi i okno. Dopiero wtedy otworzyła nam starsza kobieta. Wewnątrz też było dużo dymu. Kobieta wyglądała na oszołomioną i widać było, że nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje. Kolega wyciągnął ją na zewnątrz, żeby się nie zaczadziła i przejrzeliśmy wszystkie pomieszczenia, żeby się upewnić, czy przypadkiem nie ma w nich jeszcze kogoś. Na szczęście nie było. Wtedy wezwaliśmy straż pożarną i pogotowie. Przyjechali strażacy i zajęli się gaszeniem, a lekarz osiemdziesięcioletnią kobietą, która po kilku minutach przebywania na świeżym powietrzu poczuła się dobrze i odmówiła pomocy. To cała historia – kończy plutonowy Janiec. 

Reklama

I następna

W listopadzie na ręce komendanta BiOSG,  pułkownika Piotra Patli, wpłynęły podziękowania od ojca nastolatka, któremu funkcjonariusze z placówki w Wojtkowej udzielili pierwszej pomocy po wypadku, któremu uległ. Chłopak, kierując samochodem, wpadł w poślizg i rozbił auto. Kiedy funkcjonariusze natknęli się na niego, był w szoku. Nie wiedział, gdzie jest ani dokąd idzie. Potem się okazało, że błąkał się w odległości pół kilometra od domu.

Funkcjonariusze udzielili mu pierwszej pomocy, następnie udało się im ustalić numer telefonu do jego rodziców i powiadomić ich o sytuacji syna. Parę miesięcy wcześniej ich koledzy z tej samej placówki pomogli motocykliście, który zasłabł na leśnej drodze w okolicy Arłamowa , a na dodatek zepsuł mu się motocykl. Mężczyzna przyznał, że jest poważnie chory i sam nie był w stanie naprawić dwuśladu. Poskarżył się też, że żaden z mijających go kierowców nie zareagował i nie zatrzymał się, dopiero funkcjonariusze pomogli i historia skończyła się happy endem.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości