Prezydent Przemyśla Wojciech Bakun poinformował dyrektora Caritas Archidiecezji Przemyskiej, że 31 grudnia 2021 r. wygasa umowa na realizację zadania publicznego pod nazwą „Prowadzenie Domu Dziennego Pobytu „Senior WIGOR” w Przemyślu”. – Dla mnie i dla mojej mamy to koniec świata – mówi Wioletta Duma, córka chorej na parkinsona pani Krystyny. – Od ponad roku mama korzystała z dobrodziejstwa Domu Dziennego Pobytu. Dostała drugie życie. Co teraz z nią będzie? – pyta zrozpaczona pani Wioletta.
Prezydent Wojciech Bakun w dalszej części swojego pisma do dyrektora przemyskiego Caritas uzasadnia decyzję nieprzedłużania umowy na dofinansowanie programu „Senior WIGOR”: „Z przykrością muszę stwierdzić, że w budżecie miasta Przemyśla na rok 2022 nie zaplanowano dodatkowych środków finansowych na dalszą realizację tego zadania i w związku z tym Gmina Miejska Przemyśl od następnego roku nie będzie miała możliwości udzielić dofinansowania w tym zakresie.”
Prezydent informuje też o działaniach miasta na rzecz seniorów w zakresie Klubu Seniora i Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Dziękuje dyrektorowi Caritas, księdzu Arturowi Jańcowi i wszystkim pracownikom „za wieloletnią i dobrą współpracę przy realizacji tego zadania”.
Od 1 stycznia przyszłego roku seniorzy z Przemyśla, korzystający dotychczas z Domu Dziennego Pobytu, stracą taką możliwość.
– Gdy dowiedziałam się, że w Przemyślu działa Dom Dziennego Pobytu prowadzony przez Caritas, to bardzo chciałam, aby[paywall] mama tam uczęszczała – rozpoczyna swoją opowieść Wioletta Duma, córka pani Krystyny.
– Mama od śmierci ojca jest sama. Ma tylko mnie. Mieszkam obok niej. Ściana w ścianę. Osiem lat temu zachorowała na parkinsona. Złoty wiek choroby już minął, czyli taki moment, po przekroczeniu którego więcej leków nie będzie stopować rozwoju choroby. Jak wszyscy wiemy, parkinson to choroba nieuleczalna, neurologiczna. Człowiek raz myśli realnie, raz jak dwuletnie dziecko. Ma omamy po lekach. Bierze dodatkowe tabletki, żeby tych omamów nie było. Wiadomo, gdy taka osoba jest zamknięta w domu, to tym bardziej psychika niszczeje. Odmawiają posłuszeństwa nogi, nie chce się wstawać. Jak dowiedziałam się o tym ośrodku prowadzonym przez Caritas w Przemyślu, to siłą mocy chciałam, aby mama tam uczęszczała. Złożyłam dokumenty do MOPS, który dostał dofinansowanie z programu „Senior WIGOR” i realizował go w Domu Dziennego Pobytu Caritas. Dzięki temu dofinansowaniu koszty do opłacenia były w naszym zasięgu.
– Mama odżyła. Miała cel, żeby wstać – kontynuuje pani Wioletta.
– Cieszyła się, że rano jedzie. Ciszyła się, że dzisiaj będzie malować obrazek, że koleżanka sprezentuje jej spinkę do włosów. Jakby dostała drugie życie. Nawet próbowała sama się ubrać, chociaż miała z tą czynnością ogromne problemy. Od rana siedziała ubrana, bo jedzie do ośrodka.
– Dawaj leki – mówiła do mnie – dawaj szybko, bo kierowca przyjedzie.
Gdy upominałam mamę, aby nie odkręcała gazu czy wody, czasem ją straszyłam:
– „bo nie pojedziesz do ośrodka. Miała wtedy łzy w oczach. Najgorszą karą dla mamy było właśnie to, że nie pojedzie do swoich koleżanek. Dla mnie ten ośrodek to jedyna szansa. Idę rano spokojna do pracy. Wiem, że się ktoś mamą profesjonalnie zajmie, zainteresuje. Że ona ma tam kawę, herbatę, kawałek ciastka, drugie śniadanie, ciepły posiłek. A przede wszystkim była wśród ludzi. Mama wcześniej była osobą bardzo udzielającą się. Działała w radzie parafialnej. Wszędzie jej było pełno. W domu nie mogła usiedzieć pięć minut. Dla niej to była tragedia, gdy zostawała sama w domu. A dla mnie strach, że się przewróci, odkręci gaz, wodę. A ja przecież pracuję. Teraz pracuję w godzinach, które umożliwiają mi panowanie nad sytuacją, gdy mama chodzi do ośrodka. Wcześniej pracowałam w galerii do 21 i bez pomocy nie dawałam rady. Nie wiem, jak to rozwiązać. Dom Dziennego Pobytu jest dla mnie jedynym ratunkiem. Mama nie ma nikogo, tylko mnie. Nikt do niej nie przyjdzie choć na godzinę. To jest okropne. W lecie ma podwórko, ma parasolkę, wszystko ma, foteliki, może się do sąsiadki odezwać. Jak ktoś idzie ulicą, może się odezwać, ale to nie to samo. Zima jest najokropniejsza.

– Kierowca przyjeżdżał, zawoził, przywoził. Byłam pewna, że ona jest w domu. Rano ją ubierałam, zakładałam czapkę, kurtkę. W zimie trzymała się parapetu, siadała na taborecie. Patrzyła w bramkę, czy kierowca już jest – mówi o swoje mamie pani Wioletta Duma.
Jeśli mama nie będzie mogła nadal chodzić do tego ośrodka, to ja się obawiam, że jej psychika nie wytrzyma. Że za tydzień, za dwa, za miesiąc przestanie jej się chcieć wstać. Usiądzie w fotelu i tak zostanie. W sytuacji gdy mama zostanie na wózku inwalidzkim, to wtedy sobie nie poradzę. Nawet jej nie dźwignę. Będę musiała jej szukać jakiegoś ośrodka stałego pobytu, a ośrodek, nie wiem, czy ją przyjmie.
Pytałam, ceny są wygórowane albo brakuje miejsc. Ale nie chciałabym tego robić. Dzienny ośrodek pobytu byłby dla mnie ratunkiem. Kierowca przyjeżdżał, zawoził, przywoził. Byłam pewna, że ona jest w domu. Rano ją ubierałam, zakładałam czapkę, kurtkę. W zimie trzymała się parapetu, siadała na taborecie. Patrzyła w bramkę, czy kierowca już jest.
– Wspaniali ludzi tam pracują – chwali pani Wioletta.
– Wspaniali. Kierowcy weseli, z humorem. Tak pomagają. Przychodzili i pod rękę: „pani Krysiu raz dwa, noga prawa, lewa”. Zamykali dom. I z powrotem to samo. Odjeżdżali, gdy byli pewni, że mama weszła do mieszkania. Pani Ola, Renia, Agnieszka, Gosia, siostry zakonne. Wszystkie panie wychowawczynie i z obsługi.
Codziennie mi opowiadała, jak dziecko dwuletnie: „Dzisiaj robiliśmy obrazek. Pani kierowniczka dała nam bibułę, dała nam kleje, a mój obrazek już drugi wisi na wystawie. Dzisiaj pani kierownik da mi przepis na placek. Będę piekła”. Jak będzie piekła – myślałam sobie – no ale dobrze, niech przyniesie. Te panie tak czuwają.
„A pan Boguś mi herbaty dolewa” – chwaliła się często. Mówiłam codzienne przed wyjściem: „Napij się dużo herbaty, bo przy lekach musisz dużo płynów pić. „A pan Boguś mi doleje herbaty” – powtarzała.
Dyrektor Caritas Archidiecezji Przemyskiej ksiądz Artur Janiec nie ukrywa, że przemyscy seniorzy, korzystający dotychczas z programu „Senior – WIGOR” znaleźli się w trudnej sytuacji. Jest oszczędny w słowach, gdy zadajemy pytanie, co dalej.
– Od wielu lat pomagamy seniorem. Jedno mogę powiedzieć, zrobię wszystko, co będzie w naszych możliwościach, aby seniorzy z Przemyśla nie zostali bez opieki – podsumowuje. Wysłaliśmy również pytanie do prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna, czy w budżecie miasta nie znalazłyby się jednak pieniądze na uratowanie programu. Do czasu zamknięcia wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
– Proszę rządzących naszym miastem, jeżeli tylko mają taką możliwość, aby podtrzymali program „Senior – WIGOR” – apeluje Wioletta Duma.
– Może znajdą się jakieś pieniążki, które zostaną przeznaczone dla żywych jeszcze osób. Myślę, że odwdzięczą się tysiąckrotnie. Ludzie z Przemyśla to zapamiętają. Bo takich rodzin jak moja jest wiele. Z moją mamą nie jest jeszcze tak źle. Do ośrodka przyjeżdżają osoby, które nie pamiętają, czy coś jadły. Mieszkają zupełnie same. Widziałam też mężczyzn, którzy nie mają siły sami iść. Z jednej strony kierowca, z drugiej pani opiekunka, schodzą razem, pod pachę. Inni trzymają się za ręce jak dzieci. Schodzą razem, osoby w wieku siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat. Jedna drugiej pomaga. Żegnają się: „Do zobaczenia Krysiu, do jutra”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze