Reklama

– Nie mam tu nikogo Tymi słowami zwróciła się do nas na granicy w Medyce dwudziestoparoletnia Ukrainka z rocznym dzieckiem na ręku. – Uciekam przed wojną. Ratuję córkę – dodała.

25/02/2022 13:53

24.02.2022. Między piątą a ósmą rano. Jak większość mieszkańców Przemyśla noc z 23 na 24 lutego przespałem w miarę spokojnie. Oczywiście informacje z Ukrainy nie napawały optymizmem, ale nadzieja umiera ostatnia.

Nie dopuszczałem myśli o inwazji Putina na Ukrainę. Do ostatniej chwili wierzyłem, jego w dyplomację i resztki zdrowego rozsądku. Płytki sen przerwały pierwsze informacje z godziny piątej nad ranem, 24 lutego. Nadzieja okazała się płonna. Putin zaatakował. Szok, niedowierzanie. A jednak. Wszystko więc może się zdarzyć. Serwisy informacyjne nie pozostawiały złudzeń. Z każdą upływającą minutą napięcie rosło. Galopada myśli. Najpierw do pracy czy po mąkę, chleb, wodę, trochę środków czystości. Do bankomatu? Najpierw po sprawunki i pieniądze. Między szóstą a siódmą rano w sklepach spokój, cisza. Podobnie na stacjach paliw. 

Przed siódmą rano w redakcji  

Do redakcji przyjechałem wcześniej niż zwykle. Po drodze zatankowałem samochód. Około siódmej na stacji panował spokój. Dopiero około południa zaczęły się ustawiać kolejki. Koło trzeciej wszystkie stacje w mieście były już oblegane. Atmosferę grozy potęgowały karetki na sygnałach, które nie mogły się przebić przez korki. Podobne informacje otrzymaliśmy ze Lwowa. Ludzie zaczęli się ustawiać przed bankomatami. Markety zapełniały się klientami. Rano w redakcji odprawa. Wymiana spostrzeżeń. Przygnębienie, generalnie kiepski nastój. No ale ruszamy. 

Reklama

Dziewiąta rano

Pierwsze telefony do prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna. – Na razie nie ma szans na oficjalne stanowisko prezydenta – informuje Maciej Wolański z Biura Prezydenta. – Od rana trwają konsultacje z innymi włodarzami miast. Może koło jedenastej. Na portalu zamieszczamy wcześniej apel prezydenta Bakuna o wsparcie uchodźców. Podobnie jak w Przemyślu odpowiadają rzecznik wojewody Ewy Leniart Michał Mielniczuk i rzeczniczka marszałka województwa podkarpackiego Władysława Ortyla Monika Konopka. Z racji szczególnego położenia Przemyśla obiecują przekaz wszystkich niezbędnych informacji najszybciej, jak to będzie możliwe. 

Dziesiąta rano

Dzwonimy do przewodniczącego Związku Ukraińców w Polsce oddział w Przemyślu Igora Horkowa. Jak się okazało, od wczesnych godzin porannych w Domu Ukraińskim przy Kościuszki 5 wrze. Organizują nocleg dla niewielkiej liczby uchodźców. Braki lokalowe. – Tak, aby przeczekać kilka godzin, pożywić się, umyć przed dalszą drogą, to jak najbardziej – mówi pan Igor. Wolontariusze znoszą łóżka polowe. Żywność, napoje. Osiem godzin później namiar na Horkowa bardzo się przydaje.

Reklama

Z nieoficjalnych źródeł dotarły do nas informacje, że w Przemyślu przygotowywanych jest około tysiąca miejsc noclegowych. Natrafiamy na mur informacyjny. Wiemy, gdzie uchodźcy będą rozlokowani, ale na tę godzinę nie podajmy szczegółów. Sytuacja zmieni się za kilka godzin, po konferencji prasowej wojewody E. Leniart w Korczowej. Podajemy namiar między innym na Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 im. Markiana  Szaszkiewicza. Tutaj około stu miejsc. Świetna organizacja, zaopatrzenie, zaangażowanie. Dzień wcześniej nieoficjalnie dowiadujemy się, że w pomoc uchodźcom zaangażuje się przemyski Caritas. Tam od kilku tygodni wszystko dopięte na ostatni guzik. Zero prowizorki. Od transportu, kwestii medycznych, wolontariatu, po wyżywienie. Nieoficjalnie Caritas zaopatrzy około tysiąca miejsc. 

Południe

Druga kawa. Chwila oddechu na słynnym redakcyjnym balkonie, co to niejedno słyszał i niejedno widział. Potem kolejne wiadomości wrzucane na nasz portal. Informacje z Ukrainy coraz bardziej ponure. Ze zgrozą przyjmujemy nieoficjalną informację o ataku rakietowym na obiekty oddalone o 40 km od Lwowa. Wrzucamy newsy o atakach rakietowych na Kijów i inne miasta Ukrainy. Groza. O piętnastej konferencja wojewody w Korczowej. Pierwsze oficjalne dane o logistycznym przygotowaniu regionu do przyjęcia uchodźców. Otrzymujemy sygnał o większej grupie uchodźców. 

Reklama

Trzecia po południu

Wyjeżdżamy z Jackiem Szwicem na granicę, do Medyki. Już na Lwowskiej korki. Jacek uspokaja. – O tej porze to normalne. Na rogatkach rzeczywiście aut mniej. Ruch też nie wskazuje na wyjątkową sytuację. Na wysokości Hureczka roboty drogowe. Ruch wahadłowy, korek. Skręcamy przed przejściem granicznym do Medyki. Na rondzie mijamy wójta Medyki Marka Iwasieczkę. Dzwonimy. Długo zajęte. Po dłuższej chwili wójt oddzwania. Umawiamy się na rozmowę w drodze powrotnej. Podjeżdżamy pod przejście piesze. Uderzająca cisza. Na parkingu sporo samochodów, ale tłoku nie ma. Ludzie stoją w grupkach. Rozmawiają przyciszonym głosem. Rozmawiają przez telefony. W przygranicznej Biedronce jeszcze spokój. Większość pierwszych uchodźców jest zupełnie zdezorientowanych. Przy samej granicy nie działa żaden punkt informacyjny. Na przejściu samochodowym odprawa odbywa się bez zakłóceń. Tylko obecność kilkudziesięciu dziennikarzy z całej Polski, ustawionych w różnych miejscach przejścia granicznego, przypomina o wyjątkowej sytuacji. 

Od wpół do piątej

Od godziny wpół do piątej po południu systematycznie przez przejście piesze przechodzą kolejne, coraz liczniejsze grupy. Przeważają samotne kobiety z dziećmi i rodziny. Jedna z nich, dwudziestoparoletnia, karmi około półtoraroczne dziecko. Płacze. Początkowo nie chce rozmawiać. Po chwili przełamuje się, gdy tłumaczenia rozmowy podjęła się kobieta, która właśnie przekroczyła przejście piesze. 

Reklama

– Jest pani sama? – pytamy.

– Tak, nie mam tu nikogo.

Do rozmowy włącza się tłumacząca rozmowę kobieta z dwójką synów.

– Jesteśmy z Kijowa. Jedziemy dalej, ale dzisiaj nie wiemy, co z sobą zrobić. Mąż z dwójką synów został w Kijowie. Byliśmy w Truskawcu. Mieliśmy wracać…– załamuje głos.

– Wiecie, co dzieje się w Kijowie?

– Wiemy.

Dajemy im namiar telefoniczny na Igora Horkowa. Podajemy adres Domu Ukraińskiego. Mniej więcej wpół do szóstej spotykamy się z wójtem Medyki Markiem Iwasieczką. Rozmawiamy pod budynkiem miejscowej szkoły, gdzie zorganizowany został punkt dla uchodźców. Na miejscu straż pożarna, policja, Grupa Ratownictwa PCK Przemyśl. O tej godzinie sala gimnastyczna z przygotowanymi łóżkami była pusta. Jak się okazało, zaczęły się zapełniać błyskawicznie późnym wieczorem. Wójt Iwasieczko: – Staramy się uspokajać sytuację, ale mieszkańcy Medyki boją się wojny, boją się tego, co dzieje się tuż za naszą granicą. Nikt nie zostanie na noc bez opieki na granicy – obiecuje na koniec rozmowy. 

Reklama

Osiemnasta

O osiemnastej wracamy do Przemyśla. Na drodze spokój. Lwowska pusta. Przy stacjach paliw gigantyczne kolejki. Jacek idzie zobaczyć, co się dzieje na dworcu PKP, ja do redakcji zrzuć materiał zdjęciowy. Około dziewiętnastej dostałem wiadomość od Jacka. Obie kobiety i ich dzieci najpierw trafiły do Domu Ukraińskiego, potem do Prałkowiec. Chłodną noc przeczekają u sióstr służebniczek. Namiar na Horkowa pomógł.

Przed dwudziestą w drodze do domu wstępuję do sklepu znanej sieci. Klientów tyle co zawsze. Nie wyczuwa się napiętej atmosfery. Jest chleb i woda, jest wszystko. Korki po paliwo tak długie, że decyduję się na kilometrowe objazdy, aby je ominąć.   

Reklama

Kończy się dzień w Przemyślu. Ostatni dzień karnawału. Pierwszy dzień wojny w Ukrainie.


Sala gimnastyczna w Zespole Szkół im. Markiana Szaszkewicza.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama