Rozmowa z Grzegorzem Gągolą, burmistrzem Birczy.
Jakie to uczucie być pierwszym od 1934 burmistrzem Birczy?
– Nie będę ukrywał, bardzo miłe.
Znajomi z Birczy podesłali mi zdjęcie nowych tabliczek na urzędzie gminy, o przepraszam, urzędzie miasta. Lśnią nowością. Nowe tabliczki są, a czy burmistrz zamówił już nowe garnitury dla siebie?
– Z garniturami nie mam problemów, ponieważ na zimę przybieram na wadze, a latem gubię kilogramy. Z tego względu mam różne rozmiary garniturów, a garderobę dopasowuję do pory roku, tak więc Nowy Rok i objęcie funkcji burmistrza pod tym względem mnie nie zaskoczyły.Reklama
Nowy Rok witał Pan w gronie przyjaciół. Może Pan zdradzić, czego Panu życzyli?
– Zdrowia i wytrwałości. Cieszyli się, że Bircza odzyskała prawa miejskie. Jeden z przyjaciół złożył mi oryginalne życzenia: życzę ci w połowie tego wszystkiego, co wszyscy, ale szczerze.
Gdy w 2014 wygrał Pan wybory na wójta gminy Bircza, miał Pan zaledwie 25 lat. Rozpoczynał Pan urzędowanie jeszcze jako student Politechniki Krakowskiej na wydziale inżynierii lądowej. Był Pan najmłodszym wójtem w Polsce. Czy sprawdził Pan, czy nie jest najmłodszym burmistrzem w Polsce?
– Gdy w 2014 wygrałem wybory, już wtedy[paywall] było kilku burmistrzów w wieku zbliżonym do mojego, chociażby o rok straszy ode mnie obecny poseł Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych. Miał wtedy 26 lat.
Bircza po 90 latach ponownie jest miastem. Prawa miejskie uzyskała w XV wieku. Pan formalnie rozpoczął starania o przywrócenie ich, ale czy to tylko Pana zasługa?
– Po wielu rozmowach z mieszkańcami, przedstawicielami różnych lokalnych środowisk (m. in. stowarzyszeń, Rady Seniorów, KGW, OSP) , postanowiłem podjąć działania w celu przywrócenia naszej gminie praw miejskich. I tutaj kolejny raz mieszkańcy w swego rodzaju referendum-konsultacjach społecznych w ogromnej większości (ponad 80 procent) opowiedzieli się za tą szlachetną ideą, która, zrodzona z rozmów z mieszkańcami, znalazła swój finał w Radzie Ministrów. Ta końcem lipca 2023 zadecydowała o przywróceniu Birczy praw miejskich wraz z nadchodzącym nowym rokiem. Mamy więc jubileusz, po 90 latach odzyskujemy należny nam prestiż. To naprawdę wielki sukces. Bircza przez ostatnie lata przeszła ogromną metamorfozę. Potwierdzają to przede wszystkim przyjezdni, którzy odwiedzają naszą gminę na przestrzeni lat. Dawniej słynne było powiedzenie: w Birczy bida skwirczy. Dziś myślę, że nikt nie odważyłby użyć tej kąśliwej tezy, widząc tempo rozwoju naszej gminy i rozbudowującą się infrastrukturę. Bircza, mając takich mieszkańców, będzie się już tylko rozwijać. Jestem tego pewien.Reklama
Czy zmiana statusu Birczy wprowadzi jakieś utrudnienia dla mieszkańców miasta i gminy? Czy wzrosną na przykład podatki lub opłaty za wywóz śmieci, nieczystości?
– Bircza została miastem, ale nadal jesteśmy gminą miejsko-wiejską. Pozostałe miejscowości tworzą wiejską część gminy. Zapewniam, że podatki i opłaty lokalne utrzymane będą na poziomie ubiegłego roku. Rada Gminy Bircza na mój wniosek podjęła w tej sprawie stosowną uchwałę. Ceny za wywóz śmieci i nieczystości kształtuje wolny rynek. Jesteśmy po przetargu na obsługę zagospodarowania odpadów oraz ich wywóz. Ceny się nie zmienią, ponieważ umowa jest już podpisana.Reklama
Czy status miejski dla Birczy nie będzie wymagał rozbudowy administracji miejskiej, czyli utworzenia nowych etatów? Z jednej strony to nowe miejsca pracy, z drugiej nowe koszty.
– Nam, jako samorządom, dochodzi coraz więcej zadań do realizacji. Na pewno ludzie są potrzebni, ale zadania realizujemy według obowiązującego schematu organizacyjnego. Nie planujemy gwałtownego zwiększenia zatrudnienia.
Burmistrzem Birczy został Pan niejako z urzędu, czy powalczy Pan w nadchodzących wyborach samorządowych o stanowisko burmistrza z nadania wyborców?
– Odpowiedź jest jednoznaczna: tak. Jeżeli się mówi A, to trzeba powiedzieć także B. Odważyłem się kandydować na stanowisko wójta, mając zaledwie 25 lat. Wygrałem wybory dwukrotnie. Przez 9 lat udało mi się rozwiązać najważniejsze problemy gminy. Nie wszystkie, ale najbardziej palące. Skoro wprowadziłem swoją strategię rozwoju gminy, to chciałbym ją kontynuować jako burmistrz.
Czy potrafi Pan słuchać argumentów także tych osób, które mają odmienne od Pana zdanie?
– Jestem otwarty na konstruktywna krytykę. Polityka – także ta samorządowa – to sztuka kompromisu. Nigdy nie byłem radykałem. Oczywiście, jako patriota, mam swoje zdanie, jeżeli chodzi o ojczyznę, ale jeżeli chodzi o zarządzanie gminą, to trzeba szukać porozumienia. Często jest tak, że podjęta przeze mnie decyzja będzie dobra dla dwudziestu mieszkańców, a dla czterech nie najlepsza. Trzeba szukać złotego środka, ale przyznaję, bywa to bardzo trudne.Reklama
No właśnie, czy ma Pan złotą zasadę, która chroni Pana przed wodą sodową, bo jak wiadomo – władza uzależnia. Łatwo można popaść w samozachwyt, w przeświadczenie, że tylko ja mam rację.
– Trudne pytanie. Przed podjęciem decyzji o starcie na stanowisko wójta łapałem kilka srok za ogon. Mój świętej pamięci tata powtarzał mi: Grzesiu, rób wszystko po kolei, bądź systematyczny. Starałem się jego sugestię przełożyć na moje funkcjonowanie jako włodarza w gminie, w urzędzie. Oczywiście pojawiają się sytuacje nerwowe, ale lepiej poczekać z decyzją, niż podejmować ją pochopnie, w złości, w afekcie.Reklama
A jak z tą wodą sodową?
– Ja się zdążyłem wyszumieć do 25 roku życia (śmiech). Jednak gdy zderzyłem się z twardą rzeczywistością, szybko zrozumiałem: władza to nie tylko taka idea, że się dużo może, to też zobowiązanie. Jestem tylko człowiekiem, popełniam błędy, ale trzeba kierować się tym, co się ma w sercu. Woda sodowa, wodą sodową. Ważne, żeby do głowy przychodziły dobre pomysły. Jestem dobrej myśli. Otaczam się dobrymi ludźmi. Profesjonalnymi urzędnikami, którzy mnie wspierają. Hołduję też zasadzie: nigdy, przenigdy się nie poddawaj! Szczęśliwego Nowego Roku!Reklama
Dziękuję za rozmowę.
Artur Wilgucki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze