Mieszkaniec Przemyśla oskarża strażników miejskich o grożenie służbową bronią oraz kradzież z włamaniem.
– Chcę nagłośnić to, co robi straż miejska – zaczął Kazimierz Skiba, który przyszedł do redakcji z poważnymi (jego zdaniem) zarzutami wobec strażników. – Mam działkę na Wilczu, na końcu ulicy Zielonej. Siódmego stycznia ktoś ukradł mi owczarka niemieckiego, którego tam trzymałem, żeby odstraszał zwierzynę. Wtedy nie było mnie na działce i nie wiedziałem, kto to zrobił. Dopiero po dwóch tygodniach dostałem pismo z Wydziału Ochrony Środowiska o czasowym odebraniu psa i dowiedziałem się, że ukradli go strażnicy miejscy. Bez mojej wiedzy, bez powiadomienia. Przyjechali i bezprawnie ściągnęli psa z łańcucha i zawieźli do schroniska w Orzechowcach. Ale to jeszcze nic. Wziąłem sobie drugiego psa, trzymiesięcznego owczarka belgijskiego, żeby odstraszał mi lisy, bo trzymam na działce kury. Miał klatkę z wybiegiem i niczego mu nie brakowało, żadna krzywda mu się nie działa. Dwudziestego szóstego maja złapałem strażników na gorącym uczynku kradzieży z włamaniem. Tego dnia rano byłem na działce, dałem psu jeść i pojechałem do miasta. Wróciłem około dziewiątej i zobaczyłem radiowóz. Jeden strażnik wyłamał siatkę i robił przeszukanie na działce, a drugi przyniósł plastikowy pojemnik i zabrali psa. Pytałem: co robicie? Jakim prawem kradniecie mi psa? Zadzwoniłem na policję, ale odmówiono mi interwencji, tłumacząc, że strażnicy są państwowymi funkcjonariuszami i mają prawo do takiego działania. Strażnik, który włamał się do kojca, powiedział, że jeżeli będę mu utrudniał jego czynności albo stawiał opór, to wyciągnie broń służbową i będzie strzelał albo użyje innego środka bezpośredniego przymusu – Skiba, który był kiedyś milicjantem, chętnie używa fachowych sformułowań. – W tej sytuacji odpuściłem, ale to nawet nie była zwykła kradzież, tylko kradzież z włamaniem. Kto im dał do tego prawo? Przecież pies miał dobre warunki. Na dowód tego Skiba pokazuje klatkę ustawioną na cegłach, pół metra nad ziemią, otwieraną od góry, taką jak na króliki albo nutrie, z której pies nie mógł sam wyjść[paywall].

fot.Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt \"Nadzieja\"
W styczniu przedstawiciele Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt „Nadzieja” sfotografowali, w jakich warunkach przebywał pies.

fot.Jacek Szwic
– To była kradzież z włamaniem – przekonuje, pokazując plastikową siatkę, przez którą przeszedł strażnik.
– Koło dziewiątej rano dyżurny otrzymał zgłoszenie o tym, że na działce w nieodpowiednich warunkach, w klatce, zamknięty jest mały pies i wysłał nas, żebyśmy to sprawdzili – opowiada Przemysław Milanowski, strażnik, który z kolegą 26 maja interweniował na działce pana Skiby. – Pojechaliśmy na miejsce i się okazało, że na działce nikogo nie było. Furtka była zamknięta na kłódkę, więc żeby się dostać do psa, odchyliłem plastikową siatkę i wszedłem do zagrody. W kojcu o wymiarach półtora na półtora metra, podzielonym na cztery części, w jednej z nich zamknięty był mały pies. Zrobiłem dokumentację fotograficzną, a kolega przyniósł kojec do transportu psów. Wtedy pojawił się właściciel działki i chciał wiedzieć, co robimy i dlaczego wszedłem na działkę bez jego wiedzy. Wytłumaczyłem mu, że zabieramy psa na obserwację do lecznicy, gdyż jest przetrzymywany w niewłaściwych warunkach i poprosiłem, żeby otworzył furtkę. Ponieważ odmówił, znowu przeszedłem przez ogrodzenie, co nie było trudne, bo wystarczyło przełożyć nogę przez siatkę i pojechaliśmy z psem do lecznicy „Ada”. W tym czasie pan Skiba zadzwonił na policję i zgłosił kradzież z włamaniem. Mówiąc, że groziłem mu bronią, pan Skiba opowiada bzdury, gdyż nie miałem broni, bo uzbrojeni są tylko strażnicy, którzy chronią ważne obiekty. Taką samą bzdurą jest oskarżanie nas o kradzież z włamaniem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.To jest śmiech na sali jak taka wielka porządna władza może się włamać na czyjąś posesję... Wypadało by się zapytać... Ludzie ten świta jest coraz gorszy... Powinni ukarać tych panów za groźby i kradzież zwierząt... Złodzieje!!
Chwdsm. Tyle w temacie. Prawo ponad prawem. Czemu taka menda co pracuje w sm w okolicy rogo sam co tydzien napierdala swoja zone po ryju sa awantury i tym to sie nikt nie przejmuje avw robocie kozak pozadny obywatel za byle gowno sie dopierdala
SKIBA POWINIEN SIEDZIEĆ W TEJ KLATCE!!!
Powinni Ci palancie wpierdzielić z dwa lata albo przywiązać samego na łańcuchu żebyś odstraszał zwierzynę . Co za imbecyl.
Ten osobnik nie ma za grosz samokrytycyzmu. Zdjęcia mówią wszystko o warunkach jakie stworzył zwierzętom ten człowiek. Mam nadzieję, że f-sze Straży Miejskiej nie dadzą się zastraszyć i w podobnych przpadkach w przyszłości będą reagować.
Jak wynika z treści artykułu zwierzęta odebrano właścicielowi przed wydaniem decyzji w przedmiocie odebrania zwierząt, a więc musiał zajść przypadek niecierpiący zwłoki w którym pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela zagrażało jego życiu lub zdrowiu– art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt. W odmiennym przypadku najpierw winna być wydana przez prezydenta miasta decyzja o odebraniu zwierząt a wtedy właściciel mógłby bez przeszkód uczestniczyć w realizacji decyzji. Widocznie w tej sytuacji miał miejsce pierwszy przypadek. Trzeba też wyjaśnić, że odebrane psy, jeżeli sąd nie orzekł o ich przepadku, muszą wrócić do właściciela. Nie można przetrzymywać zwierząt, jeżeli sąd nie udowodni winy ich właścicielowi. Nie można ich także przeznaczyć do adopcji. Czy sprawa była w sądzie? Wejście na prywatny teren bez zgody właściciela może być potraktowane jako wtargnięcie, co wypełnia znamiona art. 193 kodeksu karnego. Odebranie psa na podstawie ustawy ooz prowadzone jest według kodeksu administracyjnego, a ten (art. 9 kpa) wymaga od prowadzącego sprawę informowania wszystkich stron o wszelkich podejmowanych czynnościach. Odebranie zwierząt właścicielowi nie może więc odbyć się bez jego wiedzy. Urząd musi o tym poinformować właściciela. Odebranie zwierząt nie jest działaniem prowadzonym przez CBŚ czy inne służby, które nie muszą wcześniej informować przestępcę o planowanym aresztowaniu.
Czy Straż Miejska może tak grasować po terenie prywatnym. Dlaczego nie powiadomiono właściciela posesji i zwierzęcia o planowanych czynnościach. To nie Białoruś i obywatele mają jakieś prawa. Do takich czynności przybiera się świadków, nagrywa się czynność lub występuje z jakąś organizacją broniącą praw zwierząt. Tutaj zrobiono to po złodziejsku. Co do tych co krytykują Pana Skibę , to jego pies ma tutaj lepsze warunki niż u Was w bloku, gdzie się poprostu dusi .
Decyzja o odebraniu zwierzęcia czy to przez policjanta, strażnika gminnego lub organizację społeczną, której celem statutowym jest ochrona zwierząt, nie może być podjęta bez potwierdzenia, że zdrowie lub życie zwierzęcia jest zagrożone. Niewyobrażalne jest, żeby nagle odebrano komuś psa, który mógł być i chudy i w złym stanie zdrowotnym, bez uprzedniego ustalenia co jest tego przyczyną. A mogłaby być nią po prostu choroba, co nie musi mieć żadnego związku z działaniami jego właściciela. Ponadto zastanawiający jest także sposób ustalenia przez urząd naruszenia prawa wynikającego z ustawy ooz. Nie znam lokalizacji działki i dostępu do niej, ale uważam, że chcąc mieć pełen obraz stanu zwierzęcia należało wejść na działkę i przyjrzeć się mu bliżej, by to potwierdzić. Jeżeli tego dokonano, to dlaczego wcześniej nie poinformowano o tym właściciela działki i psa? Na pewno ustalenia wymagały czasu, była więc możliwość odszukania właściciela działki i poinformowania go o podejrzeniach i chęci obejrzenia zwierzęcia. W tej sytuacji mamy do czynienia z jakimś dziwnym postępowaniem zaocznym, w którym właściciel dowiaduje się o podjętych czynnościach w stosunku do jego zwierzęcia i swojej osoby po jakimś czasie. Z punktu widzenia kodeksu postępowania administracyjnego jest to niedopuszczalne. Moja opinia opiera się wyłącznie na relacji prasowej, więc może nie być dokładna.
Murzyn ty huja wiesz to sie nie wpierdalaj!!!
Te zdjecia to fotomontaz ja znam goscia I cala sytuacje, kur..y kradna psy a puzniej z schroniska sprzedaja
Skiba, imbecylu, przestań chlać. Od kiedy strażnicy SM mają przy sobie broń żeby móc nią grozić komukolwiek. Już samo to pomówienie stawia co najmniej pod wielkim znakiem zapytania prawdomówność tego osobnika.
To jest śmiech na sali jak taka wielka porządna władza może się włamać na czyjąś posesję... Wypadało by się zapytać... Ludzie ten świta jest coraz gorszy... Powinni ukarać tych panów za groźby i kradzież zwierząt... Złodzieje!!
Chwdsm. Tyle w temacie. Prawo ponad prawem. Czemu taka menda co pracuje w sm w okolicy rogo sam co tydzien napierdala swoja zone po ryju sa awantury i tym to sie nikt nie przejmuje avw robocie kozak pozadny obywatel za byle gowno sie dopierdala
SKIBA POWINIEN SIEDZIEĆ W TEJ KLATCE!!!