Reklama

100 procent więcej zgonów

09/12/2020 19:57

Czas pandemii zbiera śmiertelne żniwo. We wrześniu, październiku i listopadzie, a więc w okresie największego przyrostu zachorowań na koronawirusa, w naszej części Podkarpacia wystąpił też gwałtowny przyrost liczby zgonów. W pewnych częściach regionu skok jest kilkuprocentowy, w większości gmin zgonów jest więcej o połowę, ale już w Przemyślu, Jarosławiu czy Lubaczowie przyrost liczby zgonów oscyluje bądź przekroczył 100 procent w stosunku do analogicznego okresu w roku 2019.

Statystyki dotyczące śmiertelności we wrześniu, październiku i listopadzie, które dostarczyły nam urzędy stanu cywilnego gmin z powiatów jarosławskiego, lubaczowskiego, przemyskiego i przeworskiego, porażają.

Są wprawdzie na mapie naszego regionu takie miejsca, jak Horyniec-Zdrój, gdzie w stosunku do bieżących statystyk w analogicznym okresie roku ubiegłego liczba zgonów była wyższa, ale to zielona wyspa.

W wielu gminach, choć liczby, którymi operujemy, nie są wysokie, przyrost procentowy jest jednak istotny. Tak jest np. w gminie Laszki, gdzie od września[paywall] do listopada bieżącego roku odnotowano tylko 10 zgonów, ale w tym samym okresie roku 2019 było ich o 3 mniej. A to dopiero początek listy.

Dla przykładu w Oleszycach w interesującym nas okresie roku 2019 było 10 przypadków śmierci, w tym roku odnotowano ich 15, w Kańczudze liczba ta wzrosła z 17 do 24, a w Pruchniku z 26 do 48. Jeszcze bardziej do wyobraźni przemawiają statystki z największych ośrodków miejskich.

W Lubaczowie USC odnotował w tym roku 133 zgony, podczas gdy rok wcześniej było ich 77. W Przeworsku ta liczba skoczyła ze 103 do 179. Jak podał jarosławski USC, w 3 jesienne miesiące roku 2019 zmarło w tym mieście 167 osób.

Rok później w tym samym okresie było ich 301. Jeszcze większy przyrost odnotowano w Przemyślu. We wrześniu, listopadzie i październiku bieżącego roku zmarły tu 602 osoby, oznacza to wzrost o 107 procent, bo w ubiegłym roku w tym samym okresie zgonów było „tylko” 290. Za każdą z tych cyfr kryje się ludzkie nieszczęście i historia konkretnego człowieka, samo zaś szybowanie w górę statystki musi budzić niepokój.

 

Reklama

Zator w służbie zdrowia

Skąd tak gwałtowny skok liczby zgonów, tym bardziej zagadkowy, że przyrostu nie wyjaśniają oficjalne statystyki dotyczące śmiertelności w wyniku zachorowania na COVID-19. Mimo nasuwającej się w sposób naturalny tezy, że za wzrost liczby zgonów w regionie odpowiada słabszy dostęp do służby zdrowia, czy, co sugerują antcovidowcy, całkowita jej niewydolność, uzyskanie odpowiedzi na pytanie, dlaczego zanotowaliśmy w ostatnich 3 miesiącach tak dużo śmierci, okazało się niełatwe.

Kilka osób zajmujących się tematyką służby zdrowia nie chciało się podjąć próby wyjaśnienia tego fenomenu. Inne, jak dyrektor jarosławskiego Centrum Opieki Medycznej Piotr Pochopień, wypowiadały się bardzo ostrożnie.

– To zjawisko wymaga pogłębionej analizy, szczegółowych badań, bo każdy może mieć jakąś roboczą teorię, często bywa jednak tak, że rozwiązanie, które nasuwa się samo, wydaje się być oczywiste, ale wcale takim nie jest, a czas bardzo brutalnie je weryfikuje – zastrzega P. Pochopień.

Podobnego zdania jest dr n. med. Wacław Kruk, prezes Podkarpackiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego oraz wykładowca Uniwersytetu Rzeszowskiego. Jego diagnoza problemu jest zwięzła – COVID 19 plus gorsza dostępność do opieki zdrowotnej, zwłaszcza w nagłych przypadkach, czy na przykład przy chorobach naczyniowo-sercowych, udarach mózgu – mówi nam w rozmowie.

Zastrzega jednak, że to przypuszczenie potwierdzić mogą tylko badania porównawcze, przede wszystkim kluczowe byłoby określenie, jak przyrost ogólnej liczby zgonów ma się do śmiertelności z powodu trzech największych killerów, czyli chorób układu krążenia i serca, nowotworów (w dalszej perspektywie czasu) oraz wypadków i urazów.

– Wiem, że na przykładliczba pacjentów przyjmowanych w ramach opieki onkologicznej w ostatnich miesiącach spadła w Polsce (także na Podkarpaciu) o ok. 30 procent w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym – mówi.

Dopiero dokładne statystki wyjaśniłyby, jak bardzo pandemia wpłynęła na nasze życie i umieranie. – Jeśli w tych trzech grupach chorób obarczonych największą śmiertelnością, na tle statystyk wieloletnich, miałoby się okazać, że wystąpił ostatnio nagły znaczny wzrost zgonów, to będzie to implikowane ogólną sytuacją w ochronie zdrowia, którą spowodował koronawirus, a przyczyną będzie gorsza dostępność chorych do opieki zdrowotnej, a taki problem na pewno jest, bo wszystkie siły i środki skierowaliśmy na zwalczanie COVID-19. Wtedy można by wyciągnąć wniosek, że system okazał się mniej skuteczny. I teraz pytanie, dlaczego. Od strony technologicznej nic się nie zmieniło, nie okazało się, że przestaliśmy stosować najwyższe i najdroższe standardy leczenia, takie jak wcześniej, raczej to będzie wynikało z ograniczenia dostępności – wyjaśnia nasz rozmówca.

Pytany o przyczyny takiego stanu rzeczy, wskazuje jednoznacznie  na brak personelu, choć zaznacza, że problemów i to wykraczających poza ramy czasowe pandemii, mamy więcej.

– Polska w większości aspektów charakteryzujących system ochrony zdrowia jest na szarym europejskim końcu, mówię tu o kadrach, o nasyceniu technologiami, diagnostyce opartej na tych technologiach, ale w jednym parametrze jesteśmy powyżej średniej unijnej, to jest liczba łóżek w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Wcześniej z tym walczyliśmy i ta liczba łóżek była sukcesywnie, z roku na rok redukowana, w ramach „sprzątania” po nieefektywnym systemie budżetowym charakterystycznym dla byłych krajów tzw. demokracji ludowej. Paradoks jest taki, że ta sytuacja zmusza personel, którego mamy nieadekwatnie mało, znacznie mniej od średniej unijnej, do obsługi nieadekwatnie dużej liczby łóżek szpitalnych. Jest to praca na granicy możliwości lub ponad możliwości, stąd większa możliwość popełniania błędów medycznych, stąd pacjenci być może gorzej zaopiekowani i troszkę może gorsza jakość. To są pochodne przede wszystkim braków w personelu – tłumaczy dr Kruk.

 

Reklama

Ruch po naszej stronie

Jest jednak jeszcze jeden aspekt sprawy, na który wskazuje. – Wewnętrzna obawa przed wyjściem do placówki medycznej, zgadywanie „może to nic takiego strasznego ta moja choroba” albo „mogę pogorszyć swój stan, jak się zakażę w szpitalu”. Myślę, że to także czynnik pośrednio mogący wpłynąć na większą liczbę zgonów – stwierdza nasz rozmówca, znów zaznaczając, że i tę hipotezę należy potwierdzić badaniami.

Jak można zatem wnioskować, przyrost liczby zgonów, który odnotowaliśmy w ostatnim okresie, łatwym do wyjaśnienia nie jest. Koronawirusa bagatelizować jednak nie można, a częste w prywatnych dyskusjach sprowadzanie problemu do nieskuteczności teleporad znacząco go spłyca.

Wygląda na to, że – jak mówią nasi eksperci – kwestię trzeba szczegółowo zbadać, a potem wypracować lepsze mechanizmy działania służby zdrowia, do tego czasu jednak, niezależnie od przyczyn, lepiej ograniczać liczbę zakażeń, bo ich wzrost przekłada się bezpośrednio także na liczbę zgonów tzw. niecovidowych

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tadeusz - niezalogowany 2020-12-09 20:14:06

    Tej liczby zgonów nie da się przypudrowac żadną statystyką ani propagandą sukcesu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    siostra Zuzanna - niezalogowany 2020-12-09 22:56:06

    Niewydolność systemu i niedojdowatość zarządzających wychodzi na wierzch. Ale kasę astronomiczną potrafią brać.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    t - niezalogowany 2020-12-09 23:17:04

    czy jak będzie susza to też wina rządu , co niektórzy tkwią myślami w zgniłym prl-u i dostają sraczki z bólem brzucha...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama