Dobiegło końca 35. Franciszkańskie Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej. Od 24 do 30 lipca ponad 600 młodych osób wspólnie modliło się, bawiło i szukało odpowiedzi na pytanie o sens istnienia. Jednym z gości tegorocznej odsłony najstarszego katolickiego festiwalu dla młodzieży był m.in. mistrz sztuki kulinarnej Karol Okrasa, który zdradził m.in. swój... przepis na życie.
„To był dobry i intensywny czas” – podsumowali organizatorzy. „Wierzymy, że to nie koniec, ale przed nami kontynuacja tego, co wydarzyło się na Kalwarii w Waszych domach, wspólnotach, codzienności” – napisali na profilu facebookowym wydarzenia.
24 lipca Kalwaria stopniowo zaczęła wypełniać się – FSM-owiczami. Wielu młodych ludzi, biorących udział w spotkaniu nie po raz pierwszy, czekało na ten moment 2 lata (przez okres pandemii realizacja przedsięwzięcia w formule stacjonarnej nie była możliwa). Wydarzenie zainaugurowała tradycyjnie msza św. pod przewodnictwem ks. abpa Adama Szala. A wieczorem odbył się pierwszy koncert. Jak zwykle było radośnie, głośno i energetycznie. Podobnie jak podczas kolejnych dni. Program każdego z nich był wypełniony po brzegi. Wystarczyło czerpać z niego pełnymi garściami. J
ak zawsze nie zabrakło spotkań w grupach, które stanowią okazję do wymiany doświadczeń i dzielenia się przeżyciami oraz oczywiście płaszczyzny do skupienia i modlitwy. Dopisali też wyjątkowi goście. W tym roku byli to: bloger, podróżnik i ewangelizator w jednej osobie Maciek Kozłowski, członkowie wspólnoty „Głos Pana” w Skierniewicach Maja i Krzysztof Sowińscy, lider Wspólnoty Hesed oraz student teologii Tymoteusz Filar, znany z chrześcijańskiego grania zespół owca, hiphopowcy tworzący zespół Muode Koty, dobrze znana FSM-owiczom grupa Fioretti czy jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych szefów kuchni w Polsce Karol Okrasa.
– Każdy z nas szuka akceptacji przez zaznaczenie swojej pozycji w grupie. Tyle, że tytuł nic nie znaczy. Tytuły się dostaje. To nie chodzi o to, żeby[paywall] mieć stanowisko. Tytuł jest dany na chwilę. Nie przeczę, że to jest coś dobrego. Ale warto być kimś dobrym – człowiekiem i fachowcem – podkreślał ten ostatni w swoim wystąpieniu skierowanym do młodzieży. Oprócz własnego przepisu na życie zdradził też przybyłym przepis na... jesiotra w sosie z kiszonej kapusty.
Wezwani do powołania
O kondycję uczestników zadbano, zapraszając na coroczne rozgrywki dyscyplin niestandardowych. Tym razem były to zawody bumperballu (biegi w nadmuchanych kulach). Były też tańce, seans kinowy i karaoke oraz liczne warsztaty – łącznie odbyło się 14 praktycznych spotkań dotyczących różnych dziedzin i obszarów życia: od artystycznych, przez rękodzielnicze, medialne, z zakresu duchowości i rozwoju osobistego, po psychologiczne.
Po nich uczestnicy zgromadzili się na wspólnej mszy św., której przewodniczył o. Marian Gołąb OFMConv – prowincjał Krakowskiej Prowincji Franciszkanów. – Zostaliście wezwani do jednej nadziei jaką jest powołanie. Powołanie jest zamysłem Boga względem każdego z nas. Jest jego marzeniem o człowieku. W moim życiu nie mogę zgubić nieba – cały czas ta świadomość powinna nam towarzyszyć, to jest moje przeznaczenie, mój cel – powiedział do młodych.
Natomiast podczas ostatniego nabożeństwa 35. FSM o. Dawid Bujas OFMConv wraz z młodzieżą z Sanoka zachęcali uczestników do przyjrzenia się temu, jakie dary otrzymali na kalwaryjskim wzgórzu i próby rozwinięcia ich w codzienności, do której wrócą. Na pamiątkę każdy otrzymał w prezencie doniczkę z symbolizującym je nasionkiem. Na koniec warto dodać, że hasło przewodnie tegorocznego spotkania brzmiało „Istnienie”. To właśnie po koszulkach z tym napisem, przygotowanych aż w 11 kolorach, można było rozpoznać FSM-owiczów, którzy wzięli udział w wydarzeniu.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Wszyscy wiemy co obecnie przedstawia sobą kler - w mojej ocenie jest to kiepski sposób na życie i przemykanie chodnikami, żeby ktoś nie opluł.FSM kiedyś, to otwarta formuła, dużo spontanu, w zasadzie same korzyści.Patrząc na obecny FSM 2022, to zamykanie koncertów w namiotachi informacje, że tylko z identyfikatorami jest tam np. inny katolik, lub gość dobrze widziany."Trawo, siostrzyczko moja", to już tylko banał w ustach źle i na szybko stworzonego zespołu Fioretti, a w zasadzie kilku smutnych panów z jednym basowym cywilem, którzy, takie miałem wrażenie, jakby wrócili z dobrej imprezy Disco Polowej (śpiew, aranż, bardzo słabo), dodatkowo koncert był przerwany kilkudziesięciominutowymi podziękowaniami szefa FSM osobom pomagającym w FSM(...to koncert, czy podziękowania?).Ogólnie Franciszkanie, ogarnijcie sobie ten FSM, może jest to ostatni na to moment, nie zamykajcie koncertów, spotkań, paneli, w namiotach, nie tędy droga, bo niedługo nawet "płomienne", w mojej ocenie i tak nietrafione peany o "miłości" w homiliach Piotra Reiznera i Bartosza Pawłowskiegow, którzy zaprezentowali się w tandemie nic nie dadzą - miłość, to to, co nas otacza, nie to, co kiepsko próbowali pokazać wymienieni ojcowie, zresztą po liceum, od razu do Zakonu, więc skąd mogą mieć jakiekolwiek doświadczenie w omawianiu miłości.FSM 2022 to taki hermetyczny, wyidealizowany świat, z którego jak się wraca do rzeczywistości, to powinien towarzyszyć psycholog.
Wszyscy wiemy co obecnie przedstawia sobą kler - w mojej ocenie jest to kiepski sposób na życie i przemykanie chodnikami, żeby ktoś nie opluł.FSM kiedyś, to otwarta formuła, dużo spontanu, w zasadzie same korzyści.Patrząc na obecny FSM 2022, to zamykanie koncertów w namiotachi informacje, że tylko z identyfikatorami jest tam np. inny katolik, lub gość dobrze widziany."Trawo, siostrzyczko moja", to już tylko banał w ustach źle i na szybko stworzonego zespołu Fioretti, a w zasadzie kilku smutnych panów z jednym basowym cywilem, którzy, takie miałem wrażenie, jakby wrócili z dobrej imprezy Disco Polowej (śpiew, aranż, bardzo słabo), dodatkowo koncert był przerwany kilkudziesięciominutowymi podziękowaniami szefa FSM osobom pomagającym w FSM(...to koncert, czy podziękowania?).Ogólnie Franciszkanie, ogarnijcie sobie ten FSM, może jest to ostatni na to moment, nie zamykajcie koncertów, spotkań, paneli, w namiotach, nie tędy droga, bo niedługo nawet "płomienne", w mojej ocenie i tak nietrafione peany o "miłości" w homiliach Piotra Reiznera i Bartosza Pawłowskiegow, którzy zaprezentowali się w tandemie nic nie dadzą - miłość, to to, co nas otacza, nie to, co kiepsko próbowali pokazać wymienieni ojcowie, zresztą po liceum, od razu do Zakonu, więc skąd mogą mieć jakiekolwiek doświadczenie w omawianiu miłości.FSM 2022 to taki hermetyczny, wyidealizowany świat, z którego jak się wraca do rzeczywistości, to powinien towarzyszyć psycholog.
Wszyscy wiemy co obecnie przedstawia sobą kler - w mojej ocenie jest to kiepski sposób na życie i przemykanie chodnikami, żeby ktoś nie opluł.FSM kiedyś, to otwarta formuła, dużo spontanu, w zasadzie same korzyści.Patrząc na obecny FSM 2022, to zamykanie koncertów w namiotachi informacje, że tylko z identyfikatorami jest tam np. inny katolik, lub gość dobrze widziany."Trawo, siostrzyczko moja", to już tylko banał w ustach źle i na szybko stworzonego zespołu Fioretti, a w zasadzie kilku smutnych panów z jednym basowym cywilem, którzy, takie miałem wrażenie, jakby wrócili z dobrej imprezy Disco Polowej (śpiew, aranż, bardzo słabo), dodatkowo koncert był przerwany kilkudziesięciominutowymi podziękowaniami szefa FSM osobom pomagającym w FSM(...to koncert, czy podziękowania?).Ogólnie Franciszkanie, ogarnijcie sobie ten FSM, może jest to ostatni na to moment, nie zamykajcie koncertów, spotkań, paneli, w namiotach, nie tędy droga, bo niedługo nawet "płomienne", w mojej ocenie i tak nietrafione peany o "miłości" w homiliach Piotra Reiznera i Bartosza Pawłowskiegow, którzy zaprezentowali się w tandemie nic nie dadzą - miłość, to to, co nas otacza, nie to, co kiepsko próbowali pokazać wymienieni ojcowie, zresztą po liceum, od razu do Zakonu, więc skąd mogą mieć jakiekolwiek doświadczenie w omawianiu miłości.FSM 2022 to taki hermetyczny, wyidealizowany świat, z którego jak się wraca do rzeczywistości, to powinien towarzyszyć psycholog.
Wszyscy wiemy co obecnie przedstawia sobą kler - w mojej ocenie jest to kiepski sposób na życie i przemykanie chodnikami, żeby ktoś nie opluł.FSM kiedyś, to otwarta formuła, dużo spontanu, w zasadzie same korzyści.Patrząc na obecny FSM 2022, to zamykanie koncertów w namiotachi informacje, że tylko z identyfikatorami jest tam np. inny katolik, lub gość dobrze widziany."Trawo, siostrzyczko moja", to już tylko banał w ustach źle i na szybko stworzonego zespołu Fioretti, a w zasadzie kilku smutnych panów z jednym basowym cywilem, którzy, takie miałem wrażenie, jakby wrócili z dobrej imprezy Disco Polowej (śpiew, aranż, bardzo słabo), dodatkowo koncert był przerwany kilkudziesięciominutowymi podziękowaniami szefa FSM osobom pomagającym w FSM(...to koncert, czy podziękowania?).Ogólnie Franciszkanie, ogarnijcie sobie ten FSM, może jest to ostatni na to moment, nie zamykajcie koncertów, spotkań, paneli, w namiotach, nie tędy droga, bo niedługo nawet "płomienne", w mojej ocenie i tak nietrafione peany o "miłości" w homiliach Piotra Reiznera i Bartosza Pawłowskiegow, którzy zaprezentowali się w tandemie nic nie dadzą - miłość, to to, co nas otacza, nie to, co kiepsko próbowali pokazać wymienieni ojcowie, zresztą po liceum, od razu do Zakonu, więc skąd mogą mieć jakiekolwiek doświadczenie w omawianiu miłości.FSM 2022 to taki hermetyczny, wyidealizowany świat, z którego jak się wraca do rzeczywistości, to powinien towarzyszyć psycholog.