To był bardzo ważny egzamin dla Jarosławianek. To był mecz, który może – choć nie musi – przesądzić o wicemistrzostwie ligi, bo zespół z Radzymina jest raczej poza zasięgiem pozostałych ekip. JKS San rozegrał go z zimną krwią, wyrachowaniem i parkietowym cwaniactwem, który charakteryzuje bardzo doświadczone teamy. Kapitalną końcówką zapewnił sobie efektowny triumf i wielką szansę na drugi plac na koniec sezonu!
Zaczęło się od trafienia Julii Dmytroczenko, ale potem – niemal przez całą I połowę – minimalna przewaga należała do Warszawianek. Po kwadransie wygrywały 8:5. W 18. min J. Dmytroczenko doprowadziła do remisu 18:18, ale przyjezdne równowagą długo się nie nacieszyły. Były mniej dokładne w rozegraniu, zbyt łatwo pozwalały rywalkom zdobywać teren. Dopiero w 26. min po raz pierwszy wyszły na prowadzenie po trafieniu Katarzyny Różyckiej (12:13). Ostatecznie pierwsze pół godziny gry zakończyło się remisowo, bo rzut karny w ostatniej akcji Warszawianek wykorzystała Anna Czachor.
Podobnie zacięcie było od początku II połowy. Powtórzył się scenariusz z I odsłony, kiedy minimalnie lepsze wrażenie pozostawiały gospodynie. W 40. min było 21:19 po dwóch z rzędu bramkach Blanki Zając. Czas zaordynowany przez Valiantsinę Kozimur dał nową jakość w poczynaniach Jarosławianek. Stały się paniami sytuacji! W 45. min Aleksandra Dorsz odzyskała prowadzenie (24:25), którego przyjezdne już nie oddały! Po serii 0:4 w 52. min wyszły na poważne jak na to spotkanie prowadzenie – 26:30 po trafieniu bramkarki Wiktorii Buczyńskiej. Ale to był dopiero początek koncertu gry. Jeszcze na 5 minut przed końcem Warszawianki może i miały nadzieję na odwrócenie losów spotkania (29:31), ale później definitywnie JKS San wybił im to z głowy. Kapitalna seria 1:8 zupełnie rozbroiła UKPR Agrykolę. Dwie ostatnie bramki były dziełem Nikoli Hałoń i Aleksandry Dębiak.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze