Od roku opisujemy w „Życiu Podkarpackim” blokadę dwóch wydzieleń leśnych przy drodze między Makową a Arłamowem. Aktywistki i aktywiści z Inicjatywy Dzikie Karpaty w kwietniu ubiegłego roku rozbili obóz na terenie Nadleśnictwa Bircza, domagając się powstania Turnickiego Parku Narodowego, zaprzestania wycinki starodrzewu na planowanym terenie parku i polowań.
Postawili namioty naziemne, zawiesili namioty na drzewach, z linami przewieszonymi nad drogą tak, aby na teren leśny nie mogli wjechać ciężkim sprzętem pracownicy Zakładu Usług Leśnych. Przez ten rok na terenie blokady wiele się działo. Interweniowała Straż Leśna, policja, domagając się opuszczenia przez ekologów bezprawnie zajmowanego terenu.
Ekolodzy ripostowali, powołując się miedzy innymi na Konstytucję RP, gwarantującą prawo do obywatelskiego protestu. Dochodziło do sytuacji niebezpiecznych, na przykład do prób przekroczenia przez pracowników ZUK blokowanego terenu. Z obu stron padały słowa emocjonalne.
Nieznani sprawcy przebijali opony w samochodach ekologów, wybijali szyby. Na ogrodzeniach przydrożnych między Fredropolem a Huwnikami, na banerach można przeczytać o ekoterrorystach, próbujących zabrać pracę mieszkańcom regionu. Ekolodzy ripostują: to ci, którzy prowadzą rabunkową wycinkę starodrzewu, są ekoterrorystami.
Temperatura sporu bywała gorąca. 31 marca tego roku ekolodzy zaalarmowali media: „Ciężki sprzęt wjeżdża na teren obozu”. Ich zdaniem po raz kolejny Nadleśnictwo Bircza zadziałało na zasadzie faktów dokonanych. Nadleśnictwo natomiast poinformowało o zakończeniu na tym newralgicznym terenie wszelkich prac, a sprzęt wjechał, aby zrekultywować teren. Na tym koniec, kropka – zapewnia nadleśnictwo. Ekolodzy mają jednak wątpliwości.
Od roku słucham argumentów obu stron. Jak są formułowane na terenie blokady, twarzą w twarz, to rzeczywiście trudno o optymizm. Gdy rozmawiam z każdą ze stron osobno, odnoszę wrażenie, że nie ma dwóch stron barykady. I jednym, i drugim chodzi o dobro polskich lasów, starodrzewu, dbałość o ekosystem. Niestety każda ze stron diametralnie różnie owo dobro definiuje. Jedno jest pewne: ani ekolodzy, ani leśnicy nie są ekoterrorystami.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Panie Redaktorze.Może warto pojechać w tzw. teren do lasu w Krzywczy, Birczy na Średniej- zobaczy Pan ten obraz "dbania o ekosystem"w wydaniu pracowników nadleśnictwa.Decyzje zapadają jednak na górze.Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi .... o nagrody, premie i inne gratyfikacje zależne od sprzedaży drewna.Wszak drewno z wycinki jest sprzedawane - czy nie ?
Panie Redaktorze.Może warto pojechać w tzw. teren do lasu w Krzywczy, Birczy na Średniej- zobaczy Pan ten obraz "dbania o ekosystem"w wydaniu pracowników nadleśnictwa.Decyzje zapadają jednak na górze.Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi .... o nagrody, premie i inne gratyfikacje zależne od sprzedaży drewna.Wszak drewno z wycinki jest sprzedawane - czy nie ?