Reklama

Bandycki napad

02/11/2016 07:53

Młody starszy posterunkowy tego dnia miał służbę na komisariacie od rana i jeszcze nie zdążył powyjmować kwitów z szafy, kiedy zjawiła się pierwsza strona, mówiąc ludzkim językiem człowiek z jakąś sprawą. Młody mężczyzna, który wyglądał, jakby po dobrej imprezie, dopiero wstał z łóżka i był mocno roztrzęsiony.

– Napadli na mnie i obrabowali – zaczął od progu. Starszy posterunkowy podsunął mu krzesło, wyciągnął odpowiedni formularz i poprosił, żeby mu spokojnie wszystko opowiedział. – Szedłem do pierwszego autobusu, bo szef wysłał mnie do miasta, żebym coś załatwił – mówił mężczyzna. – Chciałem sobie skrócić drogę, więc poszedłem za szkołę i obok garaży napadli na mnie. Dwóch ich było. Założyli mi foliowy worek na głowę i popchnęli mocno za garaż i tam zabrali mi saszetkę, w której miałem służbowe dwa tysiące i ważne dokumenty. Potem uciekli i nim się wyplątałem z worka, ich już nie było. Zresztą bałbym się ich gonić. W tym momencie starszy posterunkowy przerwał notowanie i zapytał poszkodowanego, jak wyglądali sprawcy. – Jeden był wyższy, a drugi niższy. Obaj dobrze napakowani. Ubrani byli normalnie, w ciemne kurtki i dżinsy. Twarzy nie widziałem, bo na głowach mieli kominiarki – zeznawał poszkodowany. Policjant zrozumiał, że sprawa przerasta jego kompetencje, więc powiadomił dyżurnego w komendzie i poprosił o przyjazd grupy z psem tropiącym. Następnie wraz z poszkodowanym poszedł na miejsce zdarzenia, żeby zrobić wstępne oględziny i zabezpieczyć teren. Pół godziny później przyjechali technicy kryminalni i przewodnik z psem. 

Funkcjonariusze, centymetr po centymetrze, przepatrzyli wskazany teren, ale na żwirowym podjeździe koło garaży nie znaleźli najmniejszego śladu. Pies również nie podjął tropu. Cała nadzieja była w foliowej torbie, na której sprawcy mogli pozostawić jakieś ślady. Jednak był problem z jej znalezieniem, bo poszkodowany nie mógł sobie przypomnieć, gdzie ją wyrzucił. Dwie godziny później, już w komendzie, wszystko się wyjaśniło. Zgłaszający przyznał się, że napad wymyślił, bo poprzedniego dnia zabalował tak, że film mu się urwał i nie wie, co się stało z saszetką. Rano, jeszcze nie całkiem trzeźwy, bojąc się, że straci pracę, wymyślił historię z napadem. Z pokorą przyjął do wiadomości, że będzie ukarany za wprowadzanie w błąd policji, a saszetka się znalazła. Była pod stolikiem, w pubie, gdzie wieczorem balował. jot podpis kryminałek
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości