Reklama

Będzie śmierdzieć. Ale tylko trochę... Budowa instalacji recyklingu organicznego w Przemyślu wzbudza kontrowersje

Przemyski sanepid stwierdził, że dojdzie do emisji zanieczyszczeń do środowiska, ale nie będzie to oddziaływać negatywnie na stan powietrza poza terenem należącym do inwestora. I że śmierdzieć też będzie na wszystkich etapach technologicznych zagospodarowania odpadów. Ale wszystko odbywać się będzie w hali technicznej pozbawionej otworów, a rozładunek, załadunek i mieszanie odpadów realizowane będą przy zamkniętych drzwiach. Tyle, że podobne zalecenia dotyczą istniejącego już przy ul. Piastowskiej 22 w Przemyślu zakładu, ale – zdaniem mieszkańców – nie są przestrzegane. Przy ponad 50-stopniowej (a może i wyższej w zamkniętym pomieszczeniu) temperaturze jest to po prostu niemożliwe.

Wracamy do tematu budowy instalacji recyklingu organicznego. Mieszkańcy, mimo że złożyli w tej sprawie do władz miasta petycję z długą listą podpisów, nie doczekali się do tej pory żadnej reakcji ani odpowiedzi. Udało się nam dotrzeć do pisma skierowanego przez Zakłady Usługowe „Południe” sp. z o.o. w Przemyślu do prezydenta miasta Wojciecha Bakuna, datowanego na 27 lipca br., do opinii Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Przemyślu oraz postanowienia Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Rzeszowie[paywall].

Dyrektor zakładu Piotr Przybylski wyjaśnił, że planowana instalacja zostanie zlokalizowana w sąsiedztwie istniejącego Zakładu Mechaniczno-Biologicznego Przetwarzania Odpadów Komunalnych oraz istniejącego składowiska odpadów, ale... będzie funkcjonować niezależnie od nich. Jak wynika z przeprowadzonej analizy emisyjnej, dla planowanego zakładu emisja do powietrza nie przekracza 10 procent wartości dopuszczalnych, więc... nie ma sprawy.

Reklama
  • „(...) Faktem jest, że część odpadów powstających w instalacji recyklingu organicznego (odpady nieprzekompostowane, nienadające się do dalszego procesu) może trafić na istniejące składowisko odpadów, ale łączenie projektowanego zakładu z istniejącym składowiskiem wydaje się bezzasadne (...)” – czytamy w dokumencie.

Coś tu jednak... śmierdzi. Bo skoro w pierwszym zdaniu podaje się za prawdopodobne, że na składowisko odpadów trafią... odpady, które nie zostaną – kolokwialnie mówiąc – przemielone przez planowaną instalację, a w drugim, że owa instalacja nie będzie miała nic wspólnego z istniejącym składowiskiem odpadów, to gdzie tu sens i logika?

Zatrzymają wiatr?

Opinię – pozytywną – w sprawie budowy owej instalacji recyklingu organicznego wydał także Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Przemyślu. Pozytywnie, znaczy, że nie będzie mieć żadnego wpływu na zdrowie, higienę i komfort mieszkańców okolicznych, licznych posesji. Szefowa tej instytucji Barbara Honicka opiera się na uwarunkowaniach środowiskowych i raporcie oddziaływania na środowisko, przygotowanych przez inwestora. Tyle, że właśnie co do tych dokumentów protestujący mieszkańcy mają największe zastrzeżenia. Jeden z nich, Maciej Wasiewicz, jasno je wyartykułował:

Reklama

– Jesteśmy w posiadaniu tego raportu, przygotowanego przez krakowską firmę. Po wnikliwym przeanalizowaniu okazuje się, że są bardzo duże nieścisłości. Nie będą tego budować na własnym gruncie, bo z informacji na geoportalu wynika, że właścicielem jest gmina miejska Przemyśl. To po pierwsze. Po drugie: firma podaje, że prowadziła badania powietrza. Tyle, że dla miasta Rzeszowa. W raporcie Przemyśl mianowany jest wsią. W raporcie widnieje informacja, że w pobliżu nie ma cieków wodnych. Są. I to dwa. Wypisaliśmy wszystkie w petycji skierowanej do prezydenta miasta.

Przemyski sanepid stwierdził, że na etapie eksploatacji wystąpi emisja hałasu do środowiska, emisja zanieczyszczeń do środowiska, jak również dojdzie do powstawania związków zapachowych na wszystkich etapach technologicznych zagospodarowania odpadów organicznych. Tyle, że wszystko zgodnie z przepisami... Zastanawia zwłaszcza wyjaśnienie dotyczące drugiej kwestii.

Reklama
  • „(...) Z przeprowadzonych obliczeń wynika, że planowana inwestycja nie będzie negatywnie oddziaływać na stan powietrza poza terenem, do którego inwestor posiada tytuł prawny (...)” – czytamy m.in.

Wygląda więc na to, że wokół terenu powstanie jakaś niewidzialna bariera, która zatrzyma emisję dalej lub presja wywarta na... wiatr (który ma to do siebie, że lubi być zmienny) sprawi, że ten będzie wiał mniej intensywnie.

Nikt nie był na miejscu

Także opierając się na uwarunkowaniach środowiskowych i raporcie oddziaływania na środowisko, przygotowanych przez inwestora, swoje postanowienie wydał Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Rzeszowie. Nikt nie był na miejscu. W pozytywnym dla zakładu postanowieniu można przeczytać m.in.

Reklama
  • „(...) Teren przedsięwzięcia znajduje się poza obszarami narażonymi na niebezpieczeństwo wystąpienia powodzi, ujęciami wód i wyznaczonymi dla nich strefami ochronnymi oraz poza granicami głównych zbiorników wód podziemnych (...)”.

To również kłóci się z opiniami mieszkańców.

– Nie została zrobiona inwentaryzacja przyrodnicza. To podstawowa sprawa, o której mówią aż trzy ministerialne rozporządzenia. Bez tego każdy jeden raport jest, naszym zdaniem, nieważny. Żaden z urzędników się nie zastanowił, co w tym raporcie jest. Nikt tego dokładnie nie przeczytał, ani nie zweryfikował. Nikt nie był na miejscu, bo jeśli by był, to stwierdziłby, że tutaj są jednak cieki wodne. I to w bezpośrednim sąsiedztwie zakładu! A ich ewentualne zanieczyszczenie byłoby wyrokiem dla wielu gospodarstw

Reklama

– powiedział jeden z mieszkańców tamtego rejonu miasta.

Protestująca grupa nie przyjmuje takiego tłumaczenia. Czeka na odpowiedź na petycję ze strony władz miasta.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama