Bociany są nieodzownym znakiem polskiego lata. Wielu z nas z utęsknieniem wyczekuje ich marcowego przylotu i ze smutkiem żegna te ptaki, odlatujące do ciepłych krajów w sierpniu. Jak się jednak okazuje, niektórym jednak bociany przeszkadzają na tyle, że decydują się na najgorszy z możliwych sposobów ich odstraszenia. Biorą do ręki wiatrówkę i do nich strzelają. Niestety, skazują tym wiele bocianów na kalectwo, a nawet na pewną śmierć. O to, jakie mogą być tego powody oraz jak wygląda ratowanie tych ptaków, zapytałam Radosława Fedaczyńskiego z Fundacji „Ada”.
Ile do tej pory zostało przyjętych postrzelonych bocianów i kiedy trafiły pod opiekę fundacji?
– Co roku obejmujemy opieką postrzelone bociany. Straszne jest jednak to, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni trafiły do nas 4 tak okrutnie postrzelone ptaki. Jeden z nich miał w sobie 2 śruty, drugi 4, a trzeci, z okolic Jarosławia, kilkanaście śrutów. Niestety, tego ostatniego nie udało się nam uratować.
Dlaczego takie przypadki w ogóle mają miejsce? Czy bociany szkodzą w jakikolwiek sposób człowiekowi lub gospodarstwu?
– Też się nad tym zastanawiamy i mamy kilka teorii. Pierwsza z nich mówi o tym, że[paywall] bociany, przylatując do Polski, chcą sobie zrobić gniazda na domach, słupach i to komuś przeszkadza. Zwłaszcza tym, którzy na wsiach budują nowe domy. W skrajnych przypadkach bociany mogą też porywać kurczęta i to może nie podobać się niektórym gospodarzom. Trzecia opcja to zwykłe bestialstwo. Ktoś szuka ruchomego celu i czy to bocian, czy wrona, a nawet mały pies, strzela i zabawia się cierpieniem zwierząt.
Jaka przyszłość czeka ptaka po uratowaniu i rehabilitacji?
– Wszystko zależy od obrażeń. Jeśli jeden śrut utkwi w ciele lub złamie jedną kostkę, jesteśmy w stanie wyleczyć i zrehabilitować bociana. Gorzej, gdy tych śrutów jest więcej albo kiedy ptak jest przestrzelony na wylot – albo nie przeżyje, albo będzie kaleką. Przy takich postrzałach musimy zakładać najgorsze, ponieważ śrut, uszkadzając ciało, wnosi za postrzałem pióra, brud, bakterie, rany są często zainfekowane i nierzadko po kilkunastu dniach te zwierzęta umierają. Do naszej fundacji trafiają przeważnie dzikie zwierzęta, które cierpią przez ingerencję człowieka: ktoś zetnie drzewo w miesiącach niedozwolonych lub remontuje dach i zrzuci gniazdo, ktoś inny przejedzie zwierzę samochodem lub wyrzuci truciznę na pole.
Co robić, gdy znajdzie się rannego bociana?
– Jeżeli ktoś ma wprawę ze zwierzętami i się nie boi, to zachowując ostrożność (bo bocian może bardzo dotkliwie dziobnąć), możemy przenieść go w ustronne miejsce, gdzie jest trochę chłodniej. Później najlepiej jest zawiadomić policję, sołtysa, wójta albo okolicznego weterynarza. W Polsce niestety dalej kuleje system zgłoszeń takich sytuacji. Nie ma jasnego przekazu, komu zgłaszać takie rzeczy. Według nas jedynym organem, który ma obowiązek zareagować, jest urząd gminy, bo to zadanie należy do samorządowców. Trzeba jednak próbować wszędzie. Idealnie jest, gdy zgłaszający dogada się z ośrodkiem, fundacją czy przytuliskiem i samochodem zawiezie to zwierzę do placówki – to daje największą szansę na przeżycie, bo niestety taka odwlekana interwencja często się przeciąga. Jeśli zwierzę, połamany ptak trafią w ciągu kilku godzin na stół operacyjny lekarza weterynarii, to szanse na ich przeżycie są kilkukrotnie większe niż, gdy stanie się to następnego dnia, kiedy kości już uschną, a w ranę wda się infekcja.

fot.Fundacja Ada
Jeden z postrzelonych bocianów.

fot.Fundacja Ada
Jeden z postrzelonych bocianów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze