Reklama

Butcher of Cards, czyli rzeźnik kart z Przemyśla

17/02/2018 14:00

Rzecz dzieje się w jednej z przemyskich kawiarni. Młody, wysoki, szczupły mężczyzna w okularach wyjmuje z kieszeni talię kart, kładzie je na dłoni i podnosi drugą rękę, a karty, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jedna za drugą unoszą się na wysokość kilkudziesięciu centymetrów. – Jestem iluzjonistą – przedstawia się. – Koledzy nazywają mnie Butcher of Cards, co w języku angielskim znaczy rzeźnik kart.


fot.Jacek Szwic
Jakub prezentuje „anacondę”, jedną z bardziej efektownych sztuczek.

Jakub mieszka w Przemyślu. Ma siedemnaście lat,  uczy się w technikum nr 4, na kierunku teleinformatycznym. – Bycie iluzjonistą nie jest[paywall] moją profesją. To pasja – wyjaśnia z uśmiechem, nie przestając się bawić talią kart. W kwietniu minie dwa lata, od kiedy zajmuję się iluzją. Przyznam, że zainspirowali mnie do tego koledzy z przemyskiej grupy „Triple Magic”. W tym, co robię, nie ma żadnej czarnej magii, żadnych oszustw. Iluzja polega na wywołaniu u widza wrażenia, że to, co widzi, jest pozornie sprzeczne z prawami fizyki. Można to osiągnąć poprzez zręczność, umiejętności manualne, manipulację, odpowiednie odwrócenie uwagi osób, którym prezentuje się sztuczki, czyli potrzeba trochę psychologii.

Reklama

Jak zostać iluzjonistą?

– To przede wszystkim godziny żmudnych treningów. Na początku poświęcałem na to kilka godzin dziennie – odpowiada Jakub na pytanie, jak dochodzi się do takich umiejętności.

– Oprócz tego podpatrywanie innych, kontakty z ludźmi, którzy się tym zajmują, uczenie się od nich, studiowanie specjalistycznych poradników. Zdarzało mi się brać udział w warsztatach „Magic session”, organizowanych w Krakowie i „Warsaw Magic Workshop”, na które zjeżdżają się iluzjoniści z całej Polski. Tam uczymy się nowych technik, ale każdy z nas stara się wypracować własny styl, własne sztuczki, których tajników raczej się nie zdradza. Do tego oczywiście dochodzi odpowiedni sprzęt, czyli karty. Mam dwanaście talii, na których pracuję, wszystkie pochodzą z amerykańskiej wytwórni, która produkuje karty najwyższej jakości, sklejone z trzech warstw, co zapewnia ich odpowiednią sprężystość i elastyczność. Żeby pokazać, na czym to polega, Jakub demonstruje, jak karty „przepływają” mu z jednej dłoni do drugiej, tworząc piękny wachlarz.

Close-up

– Chętnie swoje sztuczki z kartami prezentuję w kawiarni lub na ulicy, co w kręgu iluzjonistów nazywane jest „close-upem”, czyli pokazywaniem z bliska, dla niewielkiego kręgu osób. Nie ukrywam, że mam dużą satysfakcję z tego, kiedy ludzie z podziwem patrzą na to, co robię z kartami. Obserwują kolejne sztuczki z niedowierzaniem i węszą jakieś oszustwo, którego oczywiście nie ma. Czasem, choć zupełnie się nie dopominam, zachwyceni nagradzają mnie drobnymi napiwkami, ale naprawdę największą radość mam z ich reakcji – dopowiada Jakub.

Na zakończenie pokazuje jeszcze kilka nieprawdopodobnych sztuczek karcianych, po czym, nie ukrywając zadowolenia z efektu, jaki osiągnął, chowa karty i żegna się.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Karty, jak zaczarowane, przepływają z ręki do ręki.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości