Reklama

Była pracownica MOPS: – Siedziałam bezczynnie z poczuciem winy

Przez kilkanaście tygodni w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej trwała dziwna sytuacja. Jedna z pracownic przychodziła do pracy i... nic nie musiała robić. Przez osiem godzin siedziała bezczynnie, mimo propozycji i chęci z jej strony zajęcia się czymkolwiek. Finalnie otrzymała wypowiedzenie i oddała sprawę do sądu. Dyrektor placówki Piotr Hryniszyn stwierdził, że taka, a nie inna sytuacja miała związek z likwidacją jej stanowiska pracy w kasie ośrodka.

Kobieta, pracująca w dziale finansowo-księgowym placówki (konkretnie w kasie), opisała całą sytuację, prosząc o pomoc m.in. przewodniczącą Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w MOPS Katarzynę Bal. Wszystko zaczęło się 13 marca br., kiedy przez stan epidemii musiała skorzystać z zasiłku opiekuńczego i przebywać z dziećmi na czas zdalnego nauczania. Do pracy wróciła 6 lipca br. Poprosiła bezpośredniego przełożonego (kierownika działu administracji w MOPS – przyp. aut.) o przekazanie odpowiednich dokumentów potrzebnych w księgowości. Ten poinformował ją, że... nie ma dla niej pracy i żeby siedziała na swoim stanowisku i czekała na informację[paywall]. Po kilku godzinach ponownie poprosiła o to samo, na co usłyszała, że do końca tygodnia pracy dla niej nie będzie oraz że ma siedzieć i nic nie robić.

13 lipca br. koleżanka poinformowała ją, że kasa w MOPS-ie została zlikwidowana. Poszła do bezpośredniego przełożonego, ale ten – jej zdaniem – nie chciał z nią rozmawiać i polecił pójście do dyrektora placówki. Poszła, ale dyrektora nie było. Od pracownicy  sekretariatu usłyszała, że 22 lipca br. szef zaproponuje jej termin spotkania. „(...) Gdy 22 lipca nie otrzymałam żadnej informacji, poprosiłam bezpośredniego przełożonego o udzielenie mi planowanego urlopu w terminie od 20 do 31 lipca. Zgodę taką uzyskałam. Po urlopie zachorowałam i nie mogłam przyjść do pracy. Skontaktowałam się z dyrektorem telefonicznie, aby o tym poinformować i zapytać przy okazji, co z moim stanowiskiem pracy. Dyrektor odpowiedział, że obecnie nie podjął żadnej decyzji i mam cierpliwie czekać. Poprosił również, abym się nie martwiła i kurowała się. 2 września spotkałam się z dyrektorem i otrzymałam informację, że decyzja w sprawie mojej pracy nie została podjęta oraz abym zapytała ponownie 14 września (...). Na pytanie, co mam przez ten czas robić, dyrektor odpowiedział, że nie wie i żebym zgłosiła się do bezpośredniego przełożonego. Ten, zapytany przeze mnie, za każdym razem odpowiadał, żebym rozmawiała z dyrektorem na ten temat i że nie chce już ze mną rozmawiać, a także że mam mu już nie przeszkadzać w pracy, bo jest bardzo zajęty. Zapytałam, czy mogę zająć swoje stanowisko pracy. Odpowiedział, że mogę. Zeszłam więc do kasy i nadal siedziałam bezczynnie. Zmęczona tą sytuacją wypisałam wniosek o urlop od 3 do 11 września (...)” – napisała we wspomnianym piśmie.

Reklama

Siedziała 8 godzin bezczynnie

14 września br. ponownie spotkała się z dyrektorem Piotrem Hryniszynem. Jak napisała, przekazał jej informację, że nie będzie zwolniona z pracy i że zostanie przeniesiona na inne stanowisko. Powiedział jej również, że musi poczekać jeszcze tydzień bez wykonywania obowiązków. 21 września br. – zgodnie w ustaleniami z szefem – zgłosiła się do kierownika działu administracji, aby dowiedzieć się, na czym stoi. Ten jednak poinformował ją, że nic nie wie na ten temat. Skontaktowała się więc z dyrektor ds. świadczeń rodzinnych. Usłyszała to samo. Poleciła jej, aby skontaktowała się z dyrektor ds. pomocy społecznej w MOPS. Jaka była odpowiedź? Że także nic na jej temat nie wie.
Od 21 września br. kobieta przychodziła codziennie do pracy o g. 7.30 i siedziała bezczynnie do g. 15.30. Obowiązki, które wykonywała, poza obsługą kasową, zostały rozdzielone między innych pracowników działu księgowości. Nie otrzymała żadnego pisma ani informacji o swoim statusie w MOPS-ie.

Będą wspierać w sądzie

23 września br. kasjerka otrzymała wypowiedzenie z pracy. 28 września br. przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w MOPS Katarzyna Bal skierowała pismo do dyrektora MOPS, w którym zdecydowanie sprzeciwia się takiemu traktowaniu pracownika. Wylicza jej zalety, wskazując na znakomite wykształcenie czy otrzymane nagrody. Dodała, że likwidacja kasy w MOPS-ie jest zupełnie niezrozumiała.

Reklama

– Sposób traktowania jest naganny i godny potępienia. Uważamy, że ta sprawa zasługuje na głęboką refleksję i ponowną analizę, zarówno faktyczną, jak i prawną. Wypowiedzenie jej umowy o pracę nie ma żadnego uzasadnienia. Takie traktowanie nie dotyczy tylko tej pani. W podobnej sytuacji była jeszcze jedna osoba. Wiem, że ta pierwsza zgłosiła sprawę do sądu. Będziemy ją wspierać – zapewniła K. Bal.

Kolektywna decyzja

Dyrektor MOPS-u Piotr Hryniszyn zupełnie inaczej widzi ten problem. – Ta sprawa ma głębsze dno, o którym nie będę tutaj mówić. Zdecydowałem się na likwidację kasy w naszym ośrodku, bo sytuacja epidemiologiczna, w jakiej się znajdujemy, wprost to usprawiedliwia. Ale także ze względu na dobro pracowników. To, co tam się działo, wołało o pomstę do nieba. Uznaliśmy, że lepiej będzie, jeśli nasz klient dostanie pieniądze od listonosza, niżby miał tu przychodzić i stać w ogromnych kolejkach. Likwidacja kasy wiązała się z likwidacją dwóch miejsc pracy. Prawdą jest, że od razu nie podjąłem decyzji o wypowiedzeniu umowy o pracę, bo rozważałem możliwości przeniesienia tej pani na inne stanowisko. To się nie udało, bo takowego nie znalazłem. Czegokolwiek bym w tym wypadku nie zrobił, byłoby źle. Decyzję podejmuję kolektywnie, najpierw staram się wysłuchać wszystkich stron – zapewnił dyrektor ośrodka. – Byłem w sanatorium, potem rzeczywiście kilkanaście dni na urlopie. Przez cały sierpień jedna z moich zastępczyń była na urlopie, potem druga. Nie było możliwości się spotkać i wszystkiego przeanalizować. Dlatego tak długo to trwało. Niczego nie przeciągaliśmy. Nie boję się sprawy w sądzie, bo wszystko było zgodnie z prawem. Żadnego paragrafu nie złamaliśmy – zapewnił dyrektor P. Hryniszyn.

Reklama


fot.Mariusz Godos
Kasa w MOPS-ie została zlikwidowana. Ze względu na aktualną sytuację epidemiologiczną, ale także ze względu na dobro pracowników. Jak stwierdził dyrektor ośrodka, to, co tam się działo, wołało o pomstę do nieba.


mars
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    . - niezalogowany 2020-10-21 18:27:44

    To mi wygląda na jakiś program z tymi kasami, w spółkach zaczynają Prezesi podchodzić do likwidacji kasy, przypadek? Nie sądzę, idą instrukcje z Rynku 1,ale czy każdy musi mieć np konto bankowe? 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kik - niezalogowany 2020-10-21 18:50:21

    To dobrze. Takie czasy, że każdy powinien mieć konto.W czym problem ? 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    . - niezalogowany 2020-10-21 19:23:01

    Zmuś mnie do założenia konta, takie czasy a Ja nie mam obowiązku sponsorować banki

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama