Reklama

Byłem na wojnie. Krwi nie widziałem.

25/05/2016 17:03

Na każdej wojnie są miejsca, które przechodzą do historii. W wojnie, jaka toczy się na wschodniej Ukrainie jednym z takich miejsc jest Szyrokino.

Do bazy 8. ochotniczego batalionu „Aratta”, mieszącej się 20 kilometrów na Wschód od Mariupola, dotarłem w środę, jedenastego maja. Tutaj ochotnicy szkolą się przed wyjazdem na front. Tutaj też na kilkudniowy odpoczynek przyjeżdżają walczący na pierwszej linii. Właśnie trwa odprawa kolejnej zmiany. Siedmiu różnie umundurowanych ochotników odmawia modlitwę i wsiada do oliwkowego busa. Pakuję się razem z nimi i jedziemy na front. Przed Mariupolem zatrzymuje nas pierwszy postpunkt. Kierowca rzuca hasło i szlaban się podnosi. Miasto wcale nie wygląda, jakby było w stanie wojny. Normalny ruch, tylko na ulicach dużo mężczyzn w mundurach i z bronią. Kilometr za miastem szosę blokują ogromne betonowe „jeże”, które objeżdża się slalomem. Przejeżdżamy przez kolejne postpunkty i docieramy do Szyrokino.

Na patrolu

Wychodzimy na patrol. Ostrzegają mnie, żebym się ich trzymał i dobrze patrzył pod nogi, bo tutaj wszędzie mogą być miny albo niewybuchy granatów. Na dowód pokazują wystające z ziemi skrzydełka stabilizatora pocisku moździerzowego. – Kaliber sto dwadzieścia milimetrów – swoją frontową wiedzą chwali się jeden z ochotników.W kącie serwantka, a w niej filiżanki, talerzyki, jakieś flakoniki i zdjęcie młodego mężczyzny w marynarskiej czapce. Może syn gospodarza albo on sam w młodości? Cały ten bałagan świadczy o tym, że mieszkańcy, uciekając stąd, niczego nie zdążyli zabrać. Podobnie jest w innych domach, w całej wiosce, w której mieszkało prawie dwa tysiące ludzi. 


fot.Jacek Szwic
Wejście do prowizorycznego schronu.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Uczniowska rzeźba „Moja mama” ze śladem po zabłąkanej kuli.

W drugim skrzydle było przedszkole. Tutaj też wszystko zdemolowane. Po dzieciach zostały tylko ich pantofle poukładane na półkach w szafce. Z podziurawionego sufitu kapie woda, bo właśnie zaczęło padać. Od morza nadciągają chmury i zanosi się na dobrą ulewę. Przechodząc przez podwórka, wracamy na kwaterę.

Dinozaur i deruny

Na pierwszej linii

Dzisiaj idę na patrol z Doktorem, Arabem i Duszmanem. Na bramie jednego z gospodarstw wisi tabliczka informująca, że tutaj mieszkał inwalida, weteran Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Paradoks historii. Kiedyś walczył za Związek Radziecki, a teraz musiał uciekać, nim jego dom rozbiły rosyjskie pociski. Wchodzimy na następne podwórko. – Ostrożnie! – ostrzega mnie Doktor, pokazując na minę tkwiąca wśród kamieni. – Tutaj mieszkał „separ" – wyjaśnia Arab i pokazuje namalowany na ścianie pokoju napis– „Noworosja”. Na podwórku, na stole resztki ostatniego posiłku separatystów. Arab pokazuje na puszkę po tuszonce z etykietką świadczącą, że konserwa została wyprodukowana dla rosyjskiej armii. Wreszcie docieramy do najbardziej wysuniętego punktu. Rów dobiegowy prowadzi do zamaskowanego stanowiska zbudowanego z worków i skrzynek po amunicji, wypełnionych ziemią. Przez szczelinę widać stanowiska separatystów. Tutaj przy każdym ruchu trzeba się pochylać, żeby nie kusić snajperów. To tylko osiemset metrów. Mijając kolejne ruiny, dochodzimy do kwatery innej grupy. – Kawę, czaj? – pytają nas i powtarza się rytuał z czajnikiem na palenisku z cegieł. Tutaj spotykam pierwszą kobietę, też ochotniczkę. Jest zajęta czyszczeniem swojego karabinu i nie ma ochoty na rozmowę.


fot.Jacek Szwic
Ochotniczka zajęta czyszczeniem swojego karabinu.


fot.Jacek Szwic
Na patrolu.

Krwi nie widziałem

Jeszcze w drodze do Polski dostałem informację, że na drugi dzień po moim wyjeździe Doktor i Duszmen znaleźli się pod ostrzałem moździerzowym. Na szczęście obu nic się nie stało. Ile jeszcze potrwa ta wojna? Czy wioska kiedykolwiek odżyje? Nawet jeśli, to nieprędko. Samo oczyszczenie terenu ze śmiercionośnych pułapek potrwa parę lat. A co z ludźmi? Byłem na wojnie dwie doby, nie widziałem krwi, zabitych, rannych. Za to widziałem trudną do opisania tragedię mieszkańców Szyrokino, którzy w jednej chwili stracili dorobek całego życia. Tragedię dzieci, których zabawki walają się w rozbitych domach. Szyrokino to tylko mała wioska, jedna z wielu miejscowości, które zostały dotknięte wojną. Widziałem ludzi – ochotników, którzy wiedząc, że mogą zginąć, zostawili rodziny, pracę, studia i przyjechali, żeby walczyć z prorosyjskimi separatystami. To wystarczyło, żeby zrozumieć, czym jest wojna.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Jedno ze zniszczonych gospodarstw.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kingkong - niezalogowany 2016-05-25 17:38:28

    No i co z tego? To nie nasza wojna. Daj se pan spokój.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bzzzz - niezalogowany 2016-05-25 18:35:31

    dokładnie bo co nas to bzyka

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Waw - niezalogowany 2016-05-25 20:03:16

     idiota jedzie i szuka wrażeń, tego co wiem to Polskie służby powinny się tym zająć i do ciupy wsadzić bo to jest chyba prawnie zabronione mam nadzieje ze jeszcz będziesz musiał tam jechać?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama