Na każdej wojnie są miejsca, które przechodzą do historii. W wojnie, jaka toczy się na wschodniej Ukrainie jednym z takich miejsc jest Szyrokino.
Do bazy 8. ochotniczego batalionu „Aratta”, mieszącej się 20 kilometrów na Wschód od Mariupola, dotarłem w środę, jedenastego maja. Tutaj ochotnicy szkolą się przed wyjazdem na front. Tutaj też na kilkudniowy odpoczynek przyjeżdżają walczący na pierwszej linii. Właśnie trwa odprawa kolejnej zmiany. Siedmiu różnie umundurowanych ochotników odmawia modlitwę i wsiada do oliwkowego busa. Pakuję się razem z nimi i jedziemy na front. Przed Mariupolem zatrzymuje nas pierwszy postpunkt. Kierowca rzuca hasło i szlaban się podnosi. Miasto wcale nie wygląda, jakby było w stanie wojny. Normalny ruch, tylko na ulicach dużo mężczyzn w mundurach i z bronią. Kilometr za miastem szosę blokują ogromne betonowe „jeże”, które objeżdża się slalomem. Przejeżdżamy przez kolejne postpunkty i docieramy do Szyrokino.

fot.Jacek Szwic
Wejście do prowizorycznego schronu.

fot.Jacek Szwic
Uczniowska rzeźba „Moja mama” ze śladem po zabłąkanej kuli.
W drugim skrzydle było przedszkole. Tutaj też wszystko zdemolowane. Po dzieciach zostały tylko ich pantofle poukładane na półkach w szafce. Z podziurawionego sufitu kapie woda, bo właśnie zaczęło padać. Od morza nadciągają chmury i zanosi się na dobrą ulewę. Przechodząc przez podwórka, wracamy na kwaterę.

fot.Jacek Szwic
Ochotniczka zajęta czyszczeniem swojego karabinu.

fot.Jacek Szwic
Na patrolu.
Jeszcze w drodze do Polski dostałem informację, że na drugi dzień po moim wyjeździe Doktor i Duszmen znaleźli się pod ostrzałem moździerzowym. Na szczęście obu nic się nie stało. Ile jeszcze potrwa ta wojna? Czy wioska kiedykolwiek odżyje? Nawet jeśli, to nieprędko. Samo oczyszczenie terenu ze śmiercionośnych pułapek potrwa parę lat. A co z ludźmi? Byłem na wojnie dwie doby, nie widziałem krwi, zabitych, rannych. Za to widziałem trudną do opisania tragedię mieszkańców Szyrokino, którzy w jednej chwili stracili dorobek całego życia. Tragedię dzieci, których zabawki walają się w rozbitych domach. Szyrokino to tylko mała wioska, jedna z wielu miejscowości, które zostały dotknięte wojną. Widziałem ludzi – ochotników, którzy wiedząc, że mogą zginąć, zostawili rodziny, pracę, studia i przyjechali, żeby walczyć z prorosyjskimi separatystami. To wystarczyło, żeby zrozumieć, czym jest wojna.

fot.Jacek Szwic
Jedno ze zniszczonych gospodarstw.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.No i co z tego? To nie nasza wojna. Daj se pan spokój.
idiota jedzie i szuka wrażeń, tego co wiem to Polskie służby powinny się tym zająć i do ciupy wsadzić bo to jest chyba prawnie zabronione mam nadzieje ze jeszcz będziesz musiał tam jechać?
No i co z tego? To nie nasza wojna. Daj se pan spokój.
dokładnie bo co nas to bzyka
idiota jedzie i szuka wrażeń, tego co wiem to Polskie służby powinny się tym zająć i do ciupy wsadzić bo to jest chyba prawnie zabronione mam nadzieje ze jeszcz będziesz musiał tam jechać?