Józef Zubik z Wyszatyc jest przekonany, że zarówno jego żona, lecząca się w stacji dializ Diaverum, zlokalizowanej w Wojewódzkim Szpitalu im. św. o. Pio w Przemyślu, jak i on sam oraz wiele innych osób zostało zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 przez nieprzestrzeganie procedur i niechlujstwo personelu stacji. Sprawę zamierza skierować na drogę sądową. Dyrektor naczelny Diaverum Polska sp. z o.o. w Warszawie Ryszard Zając kategorycznie odrzuca te oskarżenia. – Jesteśmy otwarci na uwagi i sugestie, jednakże w tym przypadku kierowane pod naszym adresem zarzuty są bezpodstawne i krzywdzące – stwierdził.
NZOZ „Diaverum” nie jest integralną częścią przemyskiego szpitala wojewódzkiego. Szefostwo placówki na Monte Cassino wynajmuje pomieszczenia tej firmie, prowadzącej w nich stację dializ. Do podpisania umowy dzierżawy doszło jeszcze w 2009 r
– Personel stacji dializ od początku epidemii uczulał wszystkich pacjentów na zachowanie reżimu sanitarnego, noszenie masek, zachowywanie odległości. Sami jednak nie przestrzegali obostrzeń sanitarnych. Wskutek tego, ale i zwykłego niechlujstwa od 28 września do 2 października osoby chore były dializowane razem z osobami zdrowymi. Skutkiem był fakt, że większość pacjentów, w tym moja żona, od 2 października, zaczęło chorować. Istnienie koronawirusa u wszystkich zakażonych potwierdziły testy – zaczyna swoją opowieść J. Zubik.
– Chorzy pacjenci nie mieli podstawowej informacji ze stacji dializ, o której godzinie, gdzie i kiedy będzie najbliższa planowa dializa. Dopiero moja telefoniczna interwencja i rozmowa z dyrektorem regionalnym Diaverum Polska przyniosła jakiś skutek – dodał.
8 października br. J. Zubik wysłał pismo do wspomnianego przez siebie dyrektora regionalnego spółki, w którym opisał warunki w jakich dializowani są pacjenci. Jak powiedział, wówczas nie znał jeszcze skali tej „katastrofy” epidemiologicznej. W jej wyniku zakażonych zostało kilkadziesiąt osób, zarówno pacjenci, jak i personel.
Mówiąc o liczbie, nie wliczył tych, zakażonych wtórnie, tak jak to było w jego przypadku. Bardzo ciężko zachorował na COVID-19. Choroba była połączona z ciężkim śródmiąższowym zapaleniem płuc (dokumenty i historia choroby do wglądu w redakcji – przyp. aut.). A kiedy wspomni się o chorobach współistniejących (cukrzyca II stopnia i nadciśnienie tętnicze), był – jak sam podkreślił – klasycznym przypadkiem do zejścia z tego świata. Na całe szczęście przeżył. Chorował trzy tygodnie, był szpitalu, potem, przez kolejne dwa tygodnie, leczenie kontynuował w domowej izolacji.
– Z tego co się dowiedziałem, zmarło aż osiem osób! Pan to sobie wyobraża? Nie przesadzam. Skandalem było transportowanie kilku chorych z temperaturą do stacji dializ w Dębicy. Przechodzili istny horror – stwierdził.
12 listopada br. skierował do dyrektora regionalnego spółki Diaverum Polska drugie pismo, w którym podniósł kwestie związane z zakażeniami na stacji dializ i ich skutkami. – Niestety, nikt z władz firmy nie pofatygował się na spotkanie z pacjentami, nikt nie przeprosił za zaniedbania, brak lub nieprzestrzeganie procedur – podsumował J. Zubik.
Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Rzeszowie potwierdziła zakażenia koronawirusem SARS CoV-2 w NZOZ „Diaverum” w Przemyślu. 1 października br. sanepid uzyskał informację o zakażeniu u jednego z pacjentów stacji dializ.
– Łącznie do 6 października w ognisku potwierdzono 31 pozytywnych przypadków zakażenia SARS-CoV-2, w tym u 16 pacjentów oraz 15 osób z personelu medycznego. Zamknięty został oddział nefrologii, a stacja dializ przyjmowała pacjentów z zachowaniem odpowiednich procedur i reżimu sanitarnego – powiedziała nam rzecznik prasowy WSSE w Rzeszowie Dorota Gibała.
Dyrektor naczelny Diaverum Polska sp. z o.o. w Warszawie Ryszard Zając, odpowiadając na nasze pytania, powiedział, że wszelkie pojawiające się zarzuty wobec ich przemyskiej stacji dializ traktują z najwyższą powagą i dlatego przeprowadzili dokładne dochodzenie w tej sprawie. Zapewnił, że od początku trwania pandemii we wszystkich placówkach „Diaverum” w Polsce wdrożono szereg działań, mających na celu ograniczenie ryzyka zakażenia koronawiorusem SARS-CoV-2 wśród pacjentów, personelu i usługodawców.
Czy jest to przestrzegane? R. Zając stwierdził, że jest na bieżąco kontrolowane, zarówno przez kierownictwo placówki, jak i osoby odpowiedzialne na szczeblu regionalnym.
– Nie jest prawdą, że osoby z potwierdzonym zakażeniem wirusem SARS-CoV-2 były dializowane razem z pacjentami zdrowymi. Jedynie raz zdarzyła się sytuacja, gdy pod koniec dializy, lekarze otrzymali wynik dodatni wymazu u pacjentki. Została ona natychmiastowo odizolowana, zgodnie ze stosowanymi procedurami. Należy jednak podkreślić, że dochodzenie epidemiologiczne wykazało, że źródłem zakażenia było środowisko zewnętrzne – powiedział R. Zając.
– Pacjenci, podczas transportu, jak i w okresie całego pobytu w stacji dializ, niezależnie od ich statusu epidemiologicznego, wyposażani są w maski chirurgiczne. Dodatkowo, każdy z pacjentów niezwłocznie po przybyciu do ośrodka, jest oceniany w kierunku zakażenia COVID-19 oraz proszony o wykonanie obowiązkowej dezynfekcji rąk. Środki dezynfekcyjne zostały rozmieszczone w wielu miejscach placówki: zarówno w korytarzu, szatniach, przy drzwiach wejściowych, jak i na salach dializ. Podkreślam, że jako firma podjęliśmy wszelkie możliwe działania mające na celu ograniczenie transmisji koronawirusa SARS-CoV-2 – zapewnił.
Jego zdaniem, na zmianę sytuacji epidemicznej w ośrodku bezpośredni wpływ miały czynniki niezależne od spółki.
– Region przemyski należał do miejsc o dynamicznym wzroście zakażeń, gdzie dramatycznie wzrastała liczba chorych na COVID-19. Po otrzymaniu informacji o pierwszym zakażeniu ośrodek został natychmiast objęty nadzorem epidemiologicznym. Zakażeni pacjenci zostali skierowani do dedykowanej stacji dializ w Dębicy, przeprowadzono badania przesiewowe wśród wszystkich pacjentów i personelu oraz dokonano izolacji zakażonych osób. 3 października br. członkowie specjalnie powołanego zespołu osobiście, na miejscu, w stacji dializ, zweryfikowali przestrzeganie procedur w placówce, nie dopatrując się uchybień wśród personelu. Zwrócili natomiast uwagę na potrzebę wzmocnienia komunikacji na temat niestosowania się do wymaganych zaleceń odnośnie prawidłowego noszenia masek przez pacjentów. Zatrudniliśmy dodatkowy personel na czas nieobecności osób poddanych izolacji i kwarantannie, przeprowadziliśmy dodatkowe szkolenia personelu, został zorganizowany punkt wymazowy – wyliczył R. Zając.
Dyrektor naczelny Diaverum Polska sp. z o.o. w Warszawie zaznaczył, że długie oczekiwanie na wynik badania na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 oraz odmowy przyjęć zakażonych pacjentów przez szpitale zakaźne/jednoimienne były czynnikami utrudniającymi realizację zaplanowanych działań.
– W trosce o pacjentów zarażonych, zdecydowaliśmy o utworzeniu stanowisk dializacyjnych dla pacjentów chorych. To rozwiązanie umożliwiło kontynuowanie leczenia pacjentów bez konieczności dojazdów do placówki w Dębicy. Ośrodek w Przemyślu zawsze był dla nas wyjątkowy ze względu na panujące tam relacje między personelem i pacjentami. To właśnie tam organizowane były wspólne wyjazdy, ogniska czy urodziny pacjentów, które miały na celu integrację osób, które poddawane są często wieloletniej dializie. Obecna sytuacja jest trudna dla wszystkich. Rozumiemy więc stres i niepokój odczuwany przez wszystkich, szczególnie tych, których bliscy cierpią z powodu niewydolności nerek i innych chorób, zwiększających ryzyko powikłań po infekcji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.To prywaciarz przecież, to trzeba go skończyć. A w szpitalu za ścianą państwowym to też będą ścigani że zarażali czy tam cichutko?
Szpital wpadł na genialny sposób i przed wejsciem do poradni specjalistycznych stoją terytoriarsi i wręczają wchodzącym do podpisu oświadczenie, że w razie zachorowania na covid nie będzie się miało pretensje do szpitala. Taką kartkę trzeba podpisać i zostawić u lekarza do którego się pacjent wybiera. Szpital wychodzi z pozycji silnego, chcesz się leczyć to musisz złożyc takie oświadczenie. Czy to jest zgodne z prawem?
To prywaciarz przecież, to trzeba go skończyć. A w szpitalu za ścianą państwowym to też będą ścigani że zarażali czy tam cichutko?
Szpital wpadł na genialny sposób i przed wejsciem do poradni specjalistycznych stoją terytoriarsi i wręczają wchodzącym do podpisu oświadczenie, że w razie zachorowania na covid nie będzie się miało pretensje do szpitala. Taką kartkę trzeba podpisać i zostawić u lekarza do którego się pacjent wybiera. Szpital wychodzi z pozycji silnego, chcesz się leczyć to musisz złożyc takie oświadczenie. Czy to jest zgodne z prawem?