Pod Mikołajewem na Ukrainie, kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy, jest ogromne, niekontrolowane wysypisko śmieci, które trafiają tam ze Lwowa. Dziennie ok. 300 ton. Zdaniem deputowanego Mikołajewa Wołodymyra Leskiwa niebezpieczne związki chemiczne zaczęły przenikać do gleby i tą drogą do większych i mniejszych rzek, w tym – przepływającego m.in. przez Przemyśl i Jarosław – Sanu. Czy grozi nam katastrofa ekologiczna?
Obszerny list od W. Leskiwa w tej bulwersującej sprawie otrzymał przemyski radny Dariusz Lasek (Regia Civitas). – Pewien deputowany z Mikołajewa dowiedział się, że będę we Lwowie, więc za wszelką cenę postanowił się ze mną spotkać i prosić o pomoc. Tyle dowiedziałem się od znajomej. Pan Wołodymyr Leskiw był bardzo zbulwersowany, zdesperowany, ale i zniechęcony, wraz z miejscową ludnością bowiem próbował już wszystkich dróg administracyjnych, aby zapobiec dalszej degradacji środowiska wokół Mikołajewa[paywall]. Stwierdził, że władza pozostaje głucha na wołanie pokrzywdzonych, w imię dobrego zarobku, bo „Lwów dobrze płaci za śmieci”. Powiedział, że jedyną nadzieją na zatrzymanie owej degradacji jest poinformowanie o tym fakcie opinii publicznej w Polsce, z uwagi na możliwe zagrożenie i dla nas – wyjaśnił D. Lasek.
List został przetłumaczony z języka ukraińskiego na polski. Posiadamy go. Przytaczamy ważniejsze fragmenty.
„Po tragedii na składowisku Gribovitskim lwowskie śmieci zaczęły „wędrować” po całej Ukrainie. Większość jednak trafiła na wysypiska miast obwodu lwowskiego, w szczególności do Mikołajewa, gdzie dziś tylko krok od katastrofy ekologicznej (...). Śmieci zakopywane są w ziemi. Główny europejski dział wodny przechodzi przez obwód lwowski. Osobliwością struktury geologicznej tych ziem jest to, że przepływy rzek transgranicznych skierowane są na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wszakże wody podziemne wpadają do transgranicznej rzeki Dniestr, San, zachodniego Bugu, a także innych małych strumieni, które kontynuują ruch w naturalnych warstwach wodonośnych w Europie.
Powodem opisanej wyżej niebezpiecznej sytuacji było nieodpowiedzialne działanie władz lokalnych, które starają się zarabiać bez zgody lokalnej społeczności. Dały przyzwolenie na praktycznie niekontrolowany import lwowskich śmieci na nasze podmiejskie wysypiska, gdzie łamane są wszystkie możliwe standardy bezpieczeństwa dla środowiska, w szczególności nie ma izolacji pod składowiskiem, znajdującym się w aktywnym kamieniołomie piasku. Wskutek rozkładu dziesiątek tysięcy ton niesegregowanych śmieci, te zaczęły przenikać do gleby, zatruwając środowisko. Jako pierwsi doświadczyli tego mieszkańcy, mający swoje posesje najbliżej składowiska. 5 sierpnia 2016 r. lwowskie Regionalne Centrum Laboratoryjne Służby Państwowej Ukrainy otrzymało informację, że z 10 testów na obecność azotanów w 9 stężenie przekraczało dopuszczalną granicę od 2,3 do 7,1 razy. Stwierdzono także zanieczyszczenie wody pitnej, w której znajdowały się bakterie E.coli, jak również coli fagów (...)” – napisał W. Leskiw.
(...) Według badań z 2018 r. sytuacja z wodą w studniach obwodu mikołajewskiego uległa dalszemu pogorszeniu. Jednak władze nadal popełniają zbrodnię przeciwko środowisku i ludziom, planując „zbudować” nowe składowisko (...). Firma, która chce wybudować to składowisko, usuwa ze Lwowa 2/3 wszystkich śmieci. To około 300 ton dziennie. Żadne protesty ze strony społeczności lokalnej, apel do kierownictwa regionalnego, do organów ścigania, do sądów, nie zostały wysłuchane. Jest wręcz przeciwnie: urzędnicy składowisko śmieci pod Mikołajewem nazwali „przykładowym składowiskiem odpadów stałych” i zaczęli je pokazywać dziennikarzom „jako wzór do naśladowania”. Tymczasem przez dwa lata od pojawienia się problemu śmieci ani wykonawcy, ani władze nie przedstawiły żadnych danych, na jakiej podstawie zakopują śmieci w ziemi. Taka nieodpowiedzialność nie pasuje do żadnego z istniejących przepisów i narusza Protokół w sprawie strategicznej oceny oddziaływania na środowisko na Ukrainie w kontekście transgranicznej konwencji z Espoo, podpisanej przez Ukrainę (...) – napisał członek Rady Miasta Mikołajewa.
„(...) Z oczywistych powodów władze nie są zainteresowane ujawnieniem i rozwiązaniem tego problemu. W końcu mają swoje plany. Gubernator obwodu lwowskiego, łamiąc wszelkie przepisy prawne, wydał dekret o przeznaczeniu pewnej nowo powstałej spółce 5,7 ha ziemi w pobliżu istniejących na czterech hektarach składowisk, na budowę kolejnego składowiska odpadów. Latem 2018 r. ludzie, protestując przeciwko tym działaniom, odważyli się nawet zaprotestować na międzynarodowej autostradzie Kijów – Czop. Jednak wszystkie protesty, oświadczenia lokalnych działaczy są ignorowane przez władze, najbardziej aktywni ekolodzy poddawani są gwałtownej presji (...). Dlatego chciałbym, ale także inni moi koledzy radni, prosić Was o zbadanie tej kwestii i zwrócenie uwagi Wspólnocie Europejskiej na zbrodnie przeciwko prawu do życia w czystym środowisku (...) – podsumował W. Leskiw.
1 stycznia 2018 r. na Ukrainie weszła w życie ustawa o segregacji śmieci. – Z relacji pana Wołodymyra Leskiwa wynika, że wysypiska zlokalizowane koło Mikołajewa nie są przystosowane do przyjmowania śmieci. Nie są w żaden sposób izolowane od gleby, śmieci nie są także w żaden sposób segregowane. Jakie są tam trucizny, tego nie wie nikt. Dla mnie porażający jest fakt, jak życie i zdrowie ludzkie mało znaczy dla włodarzy Mikołajewa. Jeśli tam, w imię dobrego zarobku, nie dba się o zdrowie obywateli, co jest haniebne, to tym bardziej my musimy być czujni w trosce o naszych obywateli. W żadnym razie nie możemy lekceważyć takich sygnałów jak ten. W przeciwnym wypadku może się okazać, że będziemy zbierać ponure żniwo „bomby ekologicznej”, która w niekontrolowany sposób, w postaci toksyn z mikołajewskich wysypisk, przedostaje do wód powierzchniowych i gruntowych, a następnie na przykład do Sanu – uważa przemyski radny D. Lasek. – Potrzebna jest natychmiastowa interwencja na szczeblu administracji samorządowej i państwowej. Musimy bacznie obserwować i każdorazowo interweniować w podobnych przypadkach. Nie dalej jak dwa lata temu mieliśmy już do czynienia ze skandalicznym procederem palenia śmieci w przygranicznym wysypisku po stronie Ukrainy, którego przymusowym „beneficjentem” byli nasi obywatele – dodał.
21 stycznia br. radny D. Lasek opowiedział o tym problemie podczas sesji rady miejskiej, składając interpelację do prezydenta Wojciecha Bakuna.
Reakcja władz miasta powinna być natychmiastowa i na takową się zanosi. – Problem śmieci składowanych w mieście Mikołajew na Ukrainie jest poważny i zagraża czystości wód wpływających do Polski. Wymaga błyskawicznej interwencji. Zwrócimy na niego uwagę odpowiednich polskich organów administracji rządowej i instytucji. Zamierzamy o sprawie poinformować i poprosimy o interwencję Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Rzeszowie, odpowiedzialny za gospodarowanie wodami organ, czyli Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, a także Ministerstwo Środowiska – zapewnił rzecznik prasowy przemyskiego magistratu Witold Wołczyk.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Mikołajów leży nad Dniestrem, rzeką będącą w zlewni Morza Czarnego. Jakim cudem zanieczyszczenia ze składowiska odpadów miałyby się przedostać do Sanu, rzeki która wpływa do Bałtyku? Jedynie w przypadku pożaru odpadów, powstałe zanieczyszczenia mogłyby przenieść się na teren Polski i dotrzeć do Przemyśla, oczywiście przy odpowiednich warunkach atmosferycznych. Te chemikalia to pewnie są jak krety, które ryjąc pod ziemią przenoszą się gdzie chcą i nie straszne im nawet granice państwowe.
Żeby tylko wzorem naszych "byznasmenów", nie podpalili tego wysypiska.
Kolejna okazja do szantażu naszego nieszczęśliwego kraju. Ukraina odcina kolejne kupony od przedstawiania siebie w roli biednej, niezaradnej, więc trzeba jej będzie pomóc finansowo, żeby nie zanieczyszczała Polski.
''Czy grozi nam katastrofa ekologiczna?"Źle postawione pytanie, ponieważ katastrofę ekologiczną już mamy. Jednakowoż, należałoby postawić pytanie; czy grozi nam jeszcze większa ?!?
YOUTUBE.COM - 1125 - NIEUSTANA OBŁAWA
A kogo to interesuje co tam się dzieje?? Weekend idzie, a na imprezę nie ma gdzie pójść bo same speluny w centrum nie dające nic od siebie oprócz jedzenia począwszy od Ą Ę po śmieci z frytury... ehhhh szkoda gadać....
a ja słyszałem że ktoś puścił bąka w Doniecku i San jest skażony...
Historia zna PODOBNE przypadki: Sianki https://pl.wikipedia.org/wiki/Sianki_(Ukraina) - (...) Na początku lat 90. XX wieku, 150 m od Sanu, po stronie ukraińskiej, umieszczono 32 żelbetonowe kontenery z toksycznymi substancjami (17 ton substancji). Kilka z nich przeciekało, a trucizna groziła skażeniem Sanu. (...) Relacja telewizyjna TVP1 z 20 października 2006 w cyklu „Na celowniku” o godz. 17.20.
900 km od Polski a redaktor pisze ze kilkadziesiat km od granicy. Szacun Brawo :)
Mikołajów leży nad Dniestrem, rzeką będącą w zlewni Morza Czarnego. Jakim cudem zanieczyszczenia ze składowiska odpadów miałyby się przedostać do Sanu, rzeki która wpływa do Bałtyku? Jedynie w przypadku pożaru odpadów, powstałe zanieczyszczenia mogłyby przenieść się na teren Polski i dotrzeć do Przemyśla, oczywiście przy odpowiednich warunkach atmosferycznych. Te chemikalia to pewnie są jak krety, które ryjąc pod ziemią przenoszą się gdzie chcą i nie straszne im nawet granice państwowe.
Żeby tylko wzorem naszych "byznasmenów", nie podpalili tego wysypiska.
Kolejna okazja do szantażu naszego nieszczęśliwego kraju. Ukraina odcina kolejne kupony od przedstawiania siebie w roli biednej, niezaradnej, więc trzeba jej będzie pomóc finansowo, żeby nie zanieczyszczała Polski.