Reklama

Co u poszkodowanych w pożarze przy ul. Mariackiej?

19/01/2016 16:30

W pożarze stracili wszystko: miejsca do wykonywania pracy, bardzo drogi sprzęt i dokumentację. Jedna rodzina została bez mieszkania. Dziś pytamy pogorzelców, jak wygląda ich sytuacja trzy tygodnie po tym dramatycznym zdarzeniu.

– Gdy przyjechałem na miejsce, ogień jeszcze nie był bardzo duży, za to było ogromne zadymienie. Myślałem, że uda mi się wyjechać autami, ale musiałem się wycofać – wspomina Marian Mazurkiewicz, właściciel firmy Almar, która zajmowała w spalonym budynku trzy hale. – Gdybym wiedział, że to się tak potoczy, ratowałbym przynajmniej dokumenty z biura – dodaje[paywall].
– Urządzenia do ustawiania zbieżności, do serwisowania klimatyzacji, komputery do diagnostyki samochodów osobowych i autobusów. Nic się nie uratowało – wymienia straty pan Marian. Oprócz serwisowania pojazdów, świadczy usługi transportowe. – Straciliśmy dwa własne autobusy i auto osobowe oraz jeden bus dziewięcioosobowy, bus dostawczy i samochód osobowy klientów – opowiada.
Autobusy stacjonują obecnie w bazie MZK. Prezydent miasta zgodził się, aby bezpłatnie stały tam do marca. – Usługi, które świadczyliśmy, nadal wykonujemy. Nie mamy jednak swojego warsztatu, a on jest niezbędny do wykonywania takiej działalności. Musimy mieć warsztat przynajmniej na własne potrzeby. Szukamy nowego miejsca, ale nie jest łatwo znaleźć duży plac i halę. W MZK takiej hali nie ma – mówi M. Mazurkiewicz. W związku z pożarem, pracę stracili trzej mechanicy.

Pracownicy motywują

W pożarze spłonął również skład materiałów budowlanych MAK-BUD. Udało się uratować zaledwie część towaru. – Gdyby nie pracownicy, nie wiem, co bym zrobił, czy decydowałbym się na odbudowę. Ale oni chcą bardzo, dlatego staramy się z tego podnieść i za to im bardzo serdecznie dziękuję – mówi Jerzy Kostuś, właściciel MAK-BUD-u. Podkreśla, że spotyka się z dużą życzliwością i chęcią pomocy wśród kontrahentów, sąsiadów firmy, spotykanych ludzi i miejscowych urzędników.
Firma jest w trakcie poszukiwania miejsca na nową siedzibę. Najprawdopodobniej nowa lokalizacja będzie na ul. Jasińskiego 49. – Na razie trwają rozmowy – mówi J. Kostuś. Na dzień dzisiejszy nie jest w stanie oszacować poniesionych strat. – Mam prośbę do wszystkich naszych klientów, którzy dokonywali zakupów w grudniu 2015 roku, aby dostarczali nam kopie faktur i paragonów w celu ich weryfikacji – mówi. Można to robić telefonicznie pod nr 722 348 585, 507 066 442 lub na e-mail: j.kostus@makbud.net

Zacząć od nowa

Obok spalonego budynku Witold Oleniacz prowadził serwis elektroniki samochodowej AUTO-TOP. Pracę stracił jeden pracownik, który był zatrudniony na część etatu. – Umowa z nim obowiązywała do końca roku i nie została przedłużona, ponieważ stanowiska pracy na chwilę obecną nie ma. Gdyby nie pożar, umowa byłaby przedłużona – mówi W. Oleniacz.
– Główna hala oraz znajdujące się w niej urządzenia ocalały, ale zniszczeniu uległo biuro i wszystko, co się w nim znajdowało. Czego nie zniszczył ogień, zniszczyła woda. Są to drobne rzeczy, ale drogie – opowiada.
Straty są tym większe, że w ostatnich latach przeprowadził na własny koszt w zajmowanej przez siebie hali remonty. Ostatni miał miejsce kilka miesięcy temu.
Po wypadku przeniósł swój zakład na teren bazy MZK na ul. Lwowskiej. – Na szczęście mam z czym startować. Inni nie mają nawet młotka – mówi.
Jak udało się nam ustalić, mechanicy prowadzący przy Mariackiej mniejsze warsztaty samochodowe, znaleźli inne miejsce, gdzie będą próbować otworzyć nowe zakłady.
Z tego co udało nam się ustalić, prawdopodobnie żaden z serwisów nie był ubezpieczony. – Kolej powiedziała, że my jesteśmy najemcami i nie możemy ubezpieczyć budynku. Mogliśmy ubezpieczyć jedynie sprzęt, ale w moim przypadku nie był on ubezpieczony – mówi M. Mazurkiewicz.
Straty każdego z najemców wynoszą przynajmniej po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy złotych. Ogółem należy je szacować w milionach. Poszkodowani zostali również klienci, którzy zostawili w warsztatach swoje auta.
Prawie wszyscy najemcy otrzymali od właściciela terenu, czyli PKP, wypowiedzenie umów najmu. Nie otrzymał go m.in. właściciel firmy Gum-Tech, która znajduje się w ocalałym budynku. Niestety, na razie nie może wejść na teren zakładu i prowadzić działalności, ponieważ cały obiekt jest wyłączony z użytku.

To, czy spalony budynek będzie się nadawał do odbudowania, wykaże ekspertyza. – Zlecił ją zarządca, czyli PKP. Wyniki będą znane w lutym – poinformował nas Krzysztof Piątek, naczelnik Wydziału Inspekcji i Kontroli w Wojewódzkim Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Rzeszowie.


fot.Paweł Bugira
Pożar przy ul. Mariackiej był największym w ciągu ostatnich lat w Przemyślu.

Osoby, które chciałyby w jakiś sposób pomóc poszkodowanym w pożarze, mogą kontaktować się z autorem artykułu.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ... - niezalogowany 2016-01-19 18:03:26

    Pomoc zacząłbym od odblokowania tego tematu.  Bo z taki fragment jakoś mnie nie przekonał.  No chyba,  że ZP zarabia na ich tragedii? 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    red. - niezalogowany 2016-01-19 18:28:04

    Pełny tekst artykułu ukaże się w jutrzejszym wydaniu gazety. Tekst charytatywny na nrem konta pogorzelców w pełnej wersji jutro po południu na portalu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ... - niezalogowany 2016-01-19 21:22:51

    @red. Dziękuję, wpłacę na nr konta podany jutro po południu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama