Kto nie był nigdy na dynowskim jarmarku, powinien to czym prędzej nadrobić. Kupić tu można chyba wszystko, odbywa się od niepamiętnych czasów i ściąga ludzi z całego regionu i nie tylko, bo gości z Ukrainy i Słowacji też nie brakuje. Taka impreza i taka tradycja to dla miasta skarb, trudno się z tym nie zgodzić. Niesie on jednak ze sobą pewne uciążliwości...
– Panie, jak się tu przyjedzie, to trzeba pół godziny stracić, żeby zaparkować – mówi Marian, mieszkaniec powiatu rzeszowskiego.- – Potem, przy wyjeździe jest jeszcze gorzej! Jak w Nowym Jorku. Zdanie pana Mariana nie jest odosobnione wśród bywalców dynowskiego jarmarku. Skarżą się przyjezdni i skarżą miejscowi, choć ci drudzy w większości zdążyli już przywyknąć.
Z zapewnienia odpowiedniej bazy pod taką imprezę miasto wywiązało się na piątkę z plusem. Ogrodzony teren, zadaszone stragany, zaplecze sanitarne – to wszystko jest, pozostaje tylko problem parkingu. Ten, owszem, jest, ale miejsc na nim nie wystarcza nawet dla połowy samochodów, które pojawiają się w czwartek w Dynowie. Przy drogach, na trawnikach, prywatnych placach na terenie sklepu czy stacji benzynowej – wszędzie tam zaparkowane są samochody[paywall].

fot.Kamil Jacek Zarański
Ogrodzony teren, zadaszone stragany, zaplecze sanitarne – wszystko jest, pozostaje tylko problem parkingu. Ten, owszem, jest, ale w czawartki miejsc nie wystarcza nawet dla połowy samochodów, które pojawiają się w Dynowie. Przy drogach, na trawnikach, prywatnych placach na terenie sklepu czy stacji benzynowej – wszędzie tam zaparkowane są samochody.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze