Reklama

Czy cudzoziemcy traktowani są nieludzko? Pikieta przed ośrodkiem w BiOSG w Przemyślu

Dość spore poruszenie w Przemyślu wywołało zdarzenie, do którego doszło 8 stycznia br., przed strzeżonym ośrodkiem dla cudzoziemców w Bieszczadzkim Oddziale Straży Granicznej. Kilkunastoosobowa grupa zorganizowała pikietę „solidarności” z przebywającymi tam osobami. Interweniowała policja.

Być może źródłem manifestacji były materiały, które kilka tygodni temu ukazały się w jednej ze stacji telewizyjnych, a które prezentowały potencjalne złe, nieludzkie wręcz traktowanie cudzoziemców w takich właśnie ośrodkach.

Materiał nie dotyczył placówki znajdującej się na terenie Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu, ale – być może – pikietujący uznali, że podobne sytuacje mają miejsce w całej Polsce. Do tej pory bowiem[paywall] nie pojawiła się żadna oficjalna informacja, żadna skarga na niezgodne z prawem traktowanie cudzoziemców w przemyskim oddziale.

Pikieta nie była zgłoszona

O całej sytuacji powiadomiona została Komenda Miejska Policji w Przemyślu. Funkcjonariusze pojawili się na miejscu. Oficer prasowy Komendanta Miejskiego Policji

Reklama

w Przemyślu młodszy aspirant Joanna Golisz powiedziała, że dyżurny z przemyskiej komendy zgłoszenie otrzymał z Centrum Powiadamiania Ratunkowego, czyli z nr 112.

– Na miejscu okazało się, że było to zgromadzenie spontaniczne, nie było zgłoszone. Policjanci, którzy przybyli na miejsce, wylegitymowali kilku uczestników. Po tej czynności osoby oddaliły się z miejsca interwencji. Nasi funkcjonariusze nie stwierdzili zakłócenia porządku publicznego bądź naruszenia prawa w inny sposób – poinformowała mł. asp. J. Golisz.

Reklama

Skoro było to nielegalne zgromadzenie, czy osoby biorące w nim udział mogły ponieść jakieś konsekwencje?

– Biorąc pod uwagę fakt, że nie doszło do zakłócenia porządku publicznego, osoby biorące udział w zgromadzeniu nie dopuściły się naruszenia prawa. Żadnych konsekwencji z tego tytułu ponieść więc nie mogły – powiedziała.

W BiOSG łamią prawa człowieka?

Jak się okazało, niemal wszyscy uczestnicy nie byli z Przemyśla. Zjechali pod BiOSG z całej Polski. Pikietę zorganizowali na parkingu POSiR-u, który oddzielony jest wysokim murem od strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców.

Wśród tych osób była jedna z nadsańskiego miasta. To Lila Kalinowska, którą poprosiliśmy o przybliżenie motywu organizacji tej manifestacji.

Reklama

– Nie było żadnych organizatorów. To była spontaniczna sytuacja, wynikająca z tego, że wiele osób nie akceptuje sposobu traktowania cudzoziemców w Polsce i wielomiesięcznego więzienia dla ludzi, którzy nie popełnili przestępstwa, tylko wykroczenie. Ludzi, którzy w Polsce szukali bezpieczeństwa po doświadczeniach ze swoich krajów, a znaleźli przemoc i niesprawiedliwość, bo łamane są prawa człowieka.
W jaki sposób? Choćby przez stosowanie paralizatora, zamykanie w izolatce, ograniczanie widzeń nawet z pełnomocnikami, zmniejszanie racji żywieniowych – wyliczyła.

– Staliśmy tam w kilkanaście osób i wołaliśmy „wolność”, a uchodźcy nam odpowiadali. Krzyczeliśmy do nich, że nie pozwolimy, żeby świat o nich zapomniał, że nie są sami, że nie zgadzamy się na takie traktowanie. Odczytany został też apel do Straży Granicznej o przestrzeganie praw człowieka. Dla mnie ten ośrodek, fakt, że dzieje się to w centrum miasta, że mieszkańcy o tym nie wiedzą, że nikt nie ma tam wglądu, a ludzie są tam pozbawieni wszelkich praw, jest straszne. Interwencje rzecznika praw obywatelskich nic nie dają.

– A sam protest... Mamy demokrację i jako obywatele mamy obowiązek reagować sposobami zagwarantowanymi w polskiej konstytucji, a takim jest spontaniczne zgromadzenie. Dla mnie ważne było, że zgromadzeni tam za murem nas usłyszeli i dodaliśmy im otuchy – zapewniła L. Kalinowska.

To nie banderowska flaga

Czujni obserwatorzy zdarzenia, którzy filmowali pikietę z okien fitness klubu, znajdującego się w budynku POSiR-u, zauważyli, iż jeden z uczestników wymachiwał czerwono-czarną flagą. W Przemyślu skojarzenie jest jedno: to barwy banderowskie.

Reklama

Ale ta, którą dzierżył w dłoniach jeden z uczestników, była symbolem tzw. antify. To zbiorcze określenie ogółu osób deklarujących się jako antyfaszyści i czynnie sprzeciwiających się skrajnie prawicowym tendencjom w Polsce. Jest ruchem nieformalnym, pozbawionym kierownictwa czy wewnętrznej hierarchii.

– Co do tej flagi... W pewnym momencie dołączył się do grupy jakiś mężczyzna, który przyszedł z tą flagą. To flaga antify. Stał i nie robił niczego nielegalnego. To nie moja sprawa, czy to było potrzebne, czy nie. Każdy robi, co uważa. Ale inna sprawa, że w Przemyślu te kolory kojarzą się jednoznacznie. Wręcz obsesyjnie się to traktuje. Mężczyzna z zewnątrz pewnie nie miał o tym pojęcia – stwierdziła L. Kalinowska.

Reklama

Są nieludzko traktowani?

Strzeżony Ośrodek dla Cudzoziemców w Przemyślu ma charakter męski. To ośrodek zamknięty. Ustawowym zadaniem Straży Granicznej jest zabezpieczenie cudzoziemców na czas prowadzonych postępowań. W tym celu w jednostce służbę pełni określona liczba mundurowych oraz zainstalowane są stosowne systemy zabezpieczeń.

O całe zdarzenie zapytaliśmy rzecznika prasowego Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu ppor. SG Piotra Zakielarza. W informacjach o nim są stwierdzenia, mówiące wprost o nieludzkim traktowania osób znajdujących się w ośrodku.

Zapytaliśmy więc, jakie warunki są oferowane osobom tam przebywającym, jakie osoby tam przebywają, jak są traktowane?

Reklama

– Zdarza się, że cudzoziemcy wyrażają niezadowolenie z powodu długości ich pobytu i usiłują wywrzeć presję na organy i instytucje prowadzące postępowania, mobilizując na przykład osoby z wewnątrz. Być może tak było i w tym wypadku. Warto dodać, że cudzoziemcy rzadko skarżą się na warunki panujące w ośrodku. Każdorazowo o umieszczeniu danej osoby w tym miejscu decyduje sąd. Do strzeżonych ośrodków trafiają cudzoziemcy, którzy świadomie naruszyli przepisy prawa. Tworzy to różnicę w stosunku do otwartych ośrodków, gdzie trafiają cudzoziemcy, którzy przekroczyli legalnie granicę na przejściach granicznych i na przykład ubiegają się o ochronę międzynarodową – wyjaśnił ppor. SG P. Zakielarz.

Mają dostęp do wszystkiego

Warto wiedzieć, że okres pozostawania w ośrodku jest ściśle uzależniony od rodzaju prowadzonego postępowania administracyjnego, a także od sytuacji prawno-pobytowej cudzoziemca.

Zostaje on umieszczony w strzeżonym ośrodku wyłącznie w sytuacji, gdy jest to konieczne dla zabezpieczenia przebiegu postępowania. Szczególnie gdy zachodzi ryzyko ucieczki. To środek ostateczny.

– Cudzoziemcy przebywający w naszym ośrodku pozostają pod stałą opieką lekarską, udzielana jest im także, jeśli jest taka potrzeba, pomoc psychologiczna, psychiatryczna czy konsultacje pozostałych specjalizacji medycznych. W ośrodku znajduje się gabinet lekarski. Cudzoziemcy mają możliwość wyboru diety. Ze względu na zalecenia lekarskie, osoby przebywające w placówce dodatkowo mogą korzystać z diety lekkostrawnej lub cukrzycowej. W serwowanych posiłkach wyeliminowane są produkty pochodzenia wieprzowego.

– Mają dostęp do biblioteki, siłowni, wielofunkcyjnego boiska sportowego, sali komputerowej z dostępem do internetu, sali telewizyjnej, pomieszczenia do modlitw, kaplicy oraz wewnętrznej i zewnętrznej palarni. Osoby przebywające w ośrodku mają nieograniczony dostęp do pomocy prawnej oraz swoich pełnomocników. Często korzystają z komunikatorów internetowych, aby skontaktować się ze swoimi rodzinami w kraju pochodzenia – wyliczył ppor. SG P. Zakielarz.
KiB
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama