Na ostatniej sesji rady miasta miała miejsce kolejna utarczka pomiędzy przedstawicielami zantagonizowanych klubów radnych Wspólnie Zmieniajmy Jarosław – Prawo i Sprawiedliwość. Poszło o diety radnych, sposób ich rozliczania oraz o jakość pracy radnych. Konkretnych wniosków wprawdzie nie było, pojawiły się za to ciekawe propozycje.
Rzecz zainicjował radny Mariusz Walter. – Jeżeli przewodniczący komisji nie bierze udziału w komisji, którą zwołał, to wtedy wynagrodzenie za przewodniczenie tejże bierze ten, który zastępuje, czy ten, którego na komisji nie ma? – zapytał o przebieg prac komisji infrastruktury technicznej na marginesie procedowania jednej z uchwał.
– To nie była pierwsza komisja, którą pan zwołał, a na której pan nie był[paywall] – radny Walter dzielił się swoimi obserwacjami, dotyczącymi pracy przewodniczącego tej komisji Marcina Nazarewicza.
Na ripostę swego adwersarza nie musiał długo czekać. – Jest pan jednym z radnych, którzy najrzadziej uczestniczyli w pracach komisji infrastruktury technicznej – odbijał piłeczkę Nazarewicz.
Uwagi M. Waltera stały się dla M. Nazarewicza przyczynkiem dla szerszej konkluzji – zaproponował, by zrezygnować z ryczałtowego rozliczania diet dla radnych, a w zamian powiązać je z ich obecnością na komisjach i sesjach.
– Może to by było dobre rozwiązanie, może byśmy wszyscy uczestniczyli w komisjach, a radny miałby poczucie, że za pracę i czas poświęcony otrzymuje wynagrodzenie – rozważał M. Nazarewicz. – Jakie by były oszczędności dla gminy, gdybyśmy brali pieniądze tylko za obecność – dodawał.
Uwagi te nie trafiły na podatny grunt. Radny Walter przedstawił alternatywny pomysł oszczędzania na wydatkach na radnych – zaproponował, by zredukować strukturę rady do jednego wiceprzewodniczącego.
Tę uwagę zbył milczeniem z kolei radny Nazarewicz – obaj zaś przystąpili do wymiany przytyków osobistych, dotyczących nie tylko zaangażowania w sprawy publiczne, ale także sposobu spędzania wolnego czasu.
Konfrontacja radnych wybranych z tego samego okręgu i od początku kadencji podgryzających się nawzajem wymiernych efektów nie przyniosła. Pozostawiała jednak na stole dwie propozycje zmian w organizacji jarosławskiego samorządu.
Czy potrzebnych? Cóż, niewykluczone – sprawdziliśmy bowiem frekwencję na posiedzeniach 3 największych komisji w radzie miasta Jarosławia: budżetowej oraz infrastruktury technicznej i infrastruktury społecznej w ubiegłym roku.
Z naszych wyliczeń wynika, że spośród przewodniczących tych komisji (ich dieta jest wyższa o niecałe 200 zł w stosunku do diety radnego bez funkcji) 1 nieobecność zanotowała przewodnicząca komisji budżetowej Magdalena Cisek-Skiba, posiedzenie komisji infrastruktury społecznej 2 razy opuścił jej przewodniczący Jarosław Litiwiak, a 3 razy w pracach prowadzonej przez siebie komisji infrastruktury technicznej nie uczestniczył Marcin Nazarewicz.
Czy to dużo? Nie nam oceniać. Dodajmy jednak, że komisje w 2020 roku spotkały się 9 razy. Z frekwencją radnych – członków komisji – na ich posiedzeniach też bywa różnie.
Niektórzy z nich bywają na komisjach w zasadzie gośćmi, w pracach tych, do których się zgłosili, uczestniczyli w roku raz lub dwa razy. Tu prym wiodą radni Janusz Szkodny, Anetta Makarska, Bożena Łanowy, Monika Więckowska i… Mariusz Walter.
Zaznaczmy, że wszystkie wyliczone nieobecności odnotowano jako usprawiedliwione. Warto też dodać, że praca radnego nie sprowadza się tylko do obecności na posiedzeniach komisji czy sesjach rady miasta.
Kłopot jednak w tym, że wyliczenie, kto ile czasu poświęca na prace samorządowe, jest problematyczne. Ponadto pieniądze, które radni otrzymują, to nie jest wynagrodzenie w pełnym tego słowa znaczeniu, a w istocie ekwiwalent za straty, które radny ponosi, kiedy zajmując się sprawami publicznymi, powstrzymuje się od wykonywania swojej pracy zarobkowej.
I tym samym błędne koło dotyczące zarobków radnych się domyka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze