– Odbywało się to tak, że pojazd wjeżdżał na parking stacji diagnostycznej, ale już na rolki, czy inne urządzenia nie trafiał. Były też przypadki, że diagnosta nawet samochodu nie widział, a mimo to wbijał pieczątkę poświadczającą sprawność techniczną w dowodzie rejestracyjnym – wyjaśnia Krzysztof Pietruszka, zastępca prokuratora rejonowego w Jarosławiu. Tylko w ciągu niecałych dwóch miesięcy na stacji diagnostycznej w Radymnie takich przypadków było ponad 40.
Zarzuty usłyszeli mieszkańcy powiatu jarosławskiego i przemyskiego w wieku od 37 do 63 lat. – Zebrane przez policję dowody wskazują, że jeden z diagnostów trzykrotnie uznał, że pojazd jest sprawny, nie wykonując odpowiedniej diagnostyki. Drugi zrobił tak siedem razy. Trzeci dwanaście, czwarty szesnaście, a piąty cztery. Bazujemy głównie na zeznaniach świadków. W śledztwie przesłuchano ich kilkudziesięciu. 42 przypadki zostały udowodnione. Sprawa jest już zakończona. Kierujemy akt oskarżenia – informuje K. Pietruszka.
Diagnostom, jako funkcjonariuszom publicznym, za poświadczenie nieprawdy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Mogą też stracić uprawnienia do wykonywania działalności w tym zakresie.
Ponad 40 przypadków „lewych” badań technicznych na jednej stacji w ciągu dwóch miesięcy. Aż strach pomyśleć, ile pojazdów sprawnych „na oko” jeździ po naszych drogach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
wszyscy swięci są.........