Termin był obstalowany, dom weselny zarezerwowany, niestety wszystko szlag trafił, bo narzeczony przekombinował, ale zacznę od początku.
Poznali się w styczniu ubiegłego roku. On miał dwadzieścia jeden lat, ona dziewiętnaście. Przez pierwszych parę miesięcy widywali się prawie codziennie, dopiero w lecie udało mu się znaleźć intratną robotę i musiał robić po dwieście kilometrów w jedną stronę, żeby być z nią przez cały weekend. We wrześniu wyznaczyli datę ślubu na grudzień i od tego momentu jakby coś się zaczęło psuć. Narzeczona coraz częściej zaczęła mu robić wymówki, że zamiast wyjeżdżać w poniedziałek o świcie, opuszcza ją już w niedzielę, w południe. W połowie października on jak zwykle w piątek wieczorem zajechał na jej podwórko swoją czerwoną toyotą, którą bardzo się szczycił. Po kolacji wyszli na podwórko na papierosa i wtedy doszło do sprzeczki. Ona zarzuciła mu, że pewnie gdzieś tam ma jakąś panienkę. On na to tylko popukał się w głowę. Narzeczona widocznie miała gorszy dzień, bo złapała za kawałek drąga i zaczęła okładać nim toyotę, krzycząc przy tym, że już nie będzie tym autem woził żadnej – tu padło niecenzuralne słowo. W efekcie na masce zostało kilka solidnych wgnieceń i pękła przednia szyba. On, zszokowany takim zachowaniem, wskoczył do auta i odjechał z piskiem opon.
W domu, oglądając szkody, wymyślił, że pójdzie na policję i coś naopowiada. Na przykład, że ktoś na parkingu zniszczył mu auto, a wtedy firma ubezpieczeniowa zwróci mu koszty naprawy. Jak pomyślał, tak zrobił, tylko że policjanci byli niezmiernie drobiazgowi i wypytywali o szczegóły. Dwa dni później w firmie ubezpieczeniowej usłyszał, że zawiadomienie o szkodzie to za mało, bo potrzeba, żeby policja i biegły ją potwierdzili. Tymczasem policjanci zaczęli sprawdzać i dopytywać tu i tam, bo coś im się nie zgadzało w jego zeznaniach. Okazało się, że w miasteczku, na parkingu, o którym mówił poszkodowany, jest monitoring i kamera nie zarejestrowała żadnej czerwonej toyoty. Natomiast sąsiedzi narzeczonej co nieco zauważyli. Zresztą ona sama nie ukrywała, że pogoniła narzeczonego. W tej sytuacji do ślubu nie doszło, a ponadto on usłyszał zarzut składania fałszywych zeznań.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Szok.