Od 1 września br. do szkół wróciły drożdżówki, które muszą jednak spełniać określone kryteria. Wróciła też kawa, która – podobnie jak herbata – może być dosładzana 10 gramami cukru na 250 ml napoju. Poza tym w sklepikach są dostępne kanapki z różnego pieczywa, warzywa, owoce i nabiał, soki i woda. Nie będzie można kupić słodzonych napojów gazowanych. Zarówno nauczyciele, jak i uczniowie są bardzo zadowoleni z tego rozwiązania.
Rozporządzenie sklepikowe, wprowadzone kilkanaście miesięcy temu przez rząd Platformy Obywatelskiej, nie wzbudziło wielkiego entuzjazmu. Nowe przepisy miały ograniczyć dzieciom dostęp do niezdrowego jedzenia, ale wywołały kontrowersje. W niektórych szkołach sklepiki zamknięto, gdyż ajenci stwierdzili, że sprzedaż już się nie opłaca. Uczniowie z kolei protestowali, domagając się powrotu drożdżówek czy kawy do menu. Na początku br. nowa minister edukacji Anna Zalewska zapowiedziała, że rozporządzenie zostanie zmienione. W wywiadzie dla jednej ze stacji radiowych nazwała je „absurdalnym i idiotycznym”. Stwierdziła też, że doprowadziło ono do „katastrofy żywieniowej” w szkołach i do likwidacji małych i średnich przedsiębiorstw[paywall].
Jak zapowiedziała, tak uczyniła. Od 1 września br., czyli od początku roku szkolnego 2016 – 2017 obowiązuje znowelizowana ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia. W wielu punktach pokrywa się z tym, które obowiązywało niedawno, jednak wprowadza znaczące zmiany. Najważniejsza z nich: do sklepików szkolnych wróciły prawdziwe drożdżówki i kawa. Wciąż (słusznie) nie można kupić np. chipsów, niektórych ciastek i słodzonych napojów gazowanych, w tym energetyzujących, jedzenia typu fast food i instant.
Najsłynniejszy produkt, czyli drożdżówki, muszą spełniać określone normy: w 100 g produktu nie powinno być więcej niż 15 g cukru, 15 g tłuszczu i nie więcej niż 0,45 g sodu/1,2 g soli.
Zgodnie z nowym rozporządzeniem w szkolnych sklepikach można uczniom sprzedawać pieczywo przygotowane z mąk o różnym stopniu oczyszczenia, co – jak napisano w uzasadnieniu – ma na celu promowanie urozmaiconej diety oraz spożycia produktów pełnoziarnistych o wyższej zawartości zarówno składników mineralnych, jak i błonnika. Pieczywo to ma być bazą do przygotowywania kanapek. Z grupy tej wyłączone zostało pieczywo wyprodukowane z ciasta głęboko mrożonego. Podobnie pieczywo półcukiernicze i cukiernicze będzie można oferować uczniom tylko z ciasta, które nie było głęboko mrożone.
Poza tym w ofercie sklepików mogą się znaleźć m.in.: kanapki, sałatki i surówki, mleko, napoje zastępujące mleko (sojowe, ryżowe, owsiane, kukurydziane, gryczane, orzechowe, jaglane, kokosowe i migdałowe) czy produkty mleczne (jogurt, kefir, maślanka, mleko zsiadłe, mleko acidofilne, mleko smakowe, serwatka, ser twarogowy, serek homogenizowany) lub produkty zastępujące produkty mleczne – na bazie soi, ryżu, owsa, orzechów bądź migdałów. Sprzedawane mogą być także zbożowe produkty śniadaniowe, warzywa, owoce, suszone warzywa i owoce oraz nasiona bez dodatku cukrów lub substancji słodzących, a także soki owocowe, warzywne, owocowo-warzywne, przeciery, musy owocowe, warzywne oraz owocowo-warzywne bez dodatku cukrów i soli. Dostępne mogą być także bezcukrowe gumy do życia i gorzka czekolada zawierająca minimum 70 procent kakao.
W największej przemyskiej Szkole Podstawowej nr 4, do której uczęszcza prawie 600 uczniów, z takiego rozwiązania zadowoleni są zarówno pedagodzy, jak i ich podopieczni.
– Dzieci są szczęśliwe, choć przez tych kilka miesięcy już przyzwyczaiły się do asortymentu oferowanego w szkolnym sklepiku. Wiemy o tym, że dzieci zaopatrywały się w drożdżówki w inny sposób, bo zawsze potrafią coś wykombinować. Ale ta sprawa jest bardziej złożona, bo w kwestie zdrowego żywienia powinni się włączyć przede wszystkim rodzice. A bywa, że dzieci mają w tym względzie większą świadomość. Prowadzimy w szkole różne przedsięwzięcia związane ze zdrowym żywieniem, więc słyszymy, co mówią – tłumaczy dyrektor SP 4 Dorota Kotuła. – Wydaje mi się, że to dobra zmiana. Dzieci korzystają znacznie częściej ze sklepiku niż do tej pory. Te słynne drożdżówki mamy od znanego nam dostawcy i wiemy, że spełniają wszystkie normy. Schodzą na pniu – dodała.

fot.Mariusz Godos
– Nie mamy teraz problemów z dostosowaniem się do panujących rygorów żywieniowych. Nasze drożdżówki, ciasteczka czy napoje spełniają wszystkie normy – zapewniła szefowa sklepiku Teresa Galanty.
Pani Teresa Galanty, która wynajmuje od szkoły pomieszczenie na szkolny sklepik, jeszcze niedawno była skłonna go zlikwidować. Mimo że prowadziła go od ponad 10 lat. – Powiem szczerze, całe to zamieszanie bardzo mi się nie podoba. To takie igranie z dziećmi, robienie im wody z mózgu. Najpierw nie wolno było sprzedawać drożdżówek, bo niezdrowe, teraz już można, bo są zdrowe. Raz tak, raz tak. Ta zmiana jest na plus, bo nie oszukujmy się: dzieci kupowały sobie drożdżówki przed szkołą albo w czasie przerw. Przynosiły do szkoły i chipsy, i colę. Niektórzy przynosili więcej i sprzedawali w szatni. Wiem, bo widziałam. Przez wcześniejsze rozporządzenie byłam bliska rezygnacji z prowadzenie sklepiku, bo najzwyczajniej się nie opłacało. W wielu szkołach właściciele polikwidowali sklepiki i już nie wznowili ich działalności. Nie mamy teraz problemów z dostosowaniem się do panujących rygorów żywieniowych. Nasze drożdżówki, ciasteczka czy napoje spełniają wszystkie normy. Liczymy, że z każdym dniem będzie coraz lepiej, ruch się zwiększy, bo dzieci nabiorą większej ochoty. Będzie chłodniej, więc będę mogła zamówić więcej drożdżówek. Będę miała też kanapki – podsumowała pani Teresa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze