Reklama

Dramatyczne sceny przed lubaczowską ARiMR. Ojciec ugodził córkę nożem. Później sam próbował popełnić samobójstwo

15/11/2022 19:30

Mieszkańcy Lubaczowa są zszokowani wydarzeniami, do których doszło w poniedziałek, 14 listopada, na parkingu przed budynkiem ARiMR przy ul. Mazury 3, gdzie 69-letni Henryk O. z Nowego Dzikowa ugodził nożem w szyję swą 38-letnią córkę.

Nic nie zapowiadało tragedii. W terenowym biurze ARiMR w Lubaczowie zjawili się 70-letni Henryk O., jego żona i 38-letnia córka.

Ojciec kilka lat wcześniej przepisał na córkę swoje gospodarstwo w zamian za dożywotnią opiekę nad rodzicami. Teraz – jak informowała rzeczniczka Prokuratury Rejonowej w Lubaczowie – Henryk O. nosił się z zamiarem cofnięcia darowizny. Było kilkanaście minut po 13, gdy po załatwieniu spraw w urzędzie cała trójka opuściła biuro.

Jak przekazała lokalnym mediom rzecznik KPP w Lubaczowie st. asp. Monika Tomczyszyn-Pachołek, kilka minut później[paywall] dyżurny lubaczowskiej policji otrzymał zgłoszenie o zdarzeniu, do którego doszło przed budynkiem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Na parkingu przed budynkiem doszło do sprzeczki między ojcem i córką. Wzburzony mężczyzna sięgnął po nóż i ugodził córkę w szyję, a potem sam usiłował popełnić samobójstwo, przecinając sobie tętnicę.

Na ten widok interweniował jeden z interesantów ARiMR, który był świadkiem zdarzenia. Próbował odciągnąć nożownika od ofiary. Pracownicy agencji zawiadomili policję i pogotowie ratunkowe oraz udzielili pierwszej pomocy rannym.

Reklama

Do urzędu z nożami w kieszeni

Wkrótce na miejscu zdarzenia zjawiły się radiowozy policyjne oraz karetki pogotowia. Oboje ranni – ofiara i napastnik – trafili do lubaczowskiego szpitala, gdzie przeszli operacje.

Dlaczego do tej rodzinnej tragedii doszło właśnie pod biurem ARiMR? – zastanawiają się mieszkający w pobliżu lubaczowianie.

Jeśli przyczyną dramatu były sprawy majątkowe, to przecież nie w tej instytucji załatwia się takie sprawy, ale u notariusza lub w sądzie. Ta rządowa agencja zajmuje się dopłatami bezpośrednimi do użytków rolnych i to pewnie spór o pieniądze z dopłat krył się za rodzinnym konfliktem, który miał dramatyczny finał na parkingu ARiMR.

Zastanawiająca jest także jeszcze jedna rzecz. Sprawca nożowniczego ataku musiał planować ten akt agresji od dłuższego czasu, bo policjanci znaleźli przy nim dwa noże. Raczej rzadko ktoś wybiera się do urzędu z nożami w kieszeni.

Henryk O. należał wcześniej do majętniejszych gospodarzy we wsi – takich zwą w tych stronach „gruby gazda”. Poza praca na roli pełnił funkcję grabarza na miejscowym cmentarzu. Jak twierdzą znający rodzinę mieszkańcy Nowego Dzikowa, od kilku lat miał problemy neurologiczne po przebytym wylewie.

Rodzina O. miała 5 albo 6 córek, które los rozproszył po świecie. Jedną z nich była 38-letnia Jolanta, która od wielu lat mieszka z mężem i dziećmi w Anglii, ale w Nowym Dzikowie buduje nowy dom. Jak twierdzą sąsiedzi, budowy dogląda przyjeżdżający raz lub dwa razy do roku mąż.

To Jolanta była ofiarą ataku ojca. Przybyła w rodzinne strony, żeby uregulować spór rodzinny w sprawie otrzymanej kiedyś darowizny. 


WB, MR
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości