Reklama

Dwaj panowie M.

13/01/2018 07:51

Nie przepadam za Maciejem Maleńczukiem. Wokalista ten , grający na gitarze i banjo, a sięgający też po saksofon, potrafi nieraz drażnić swym manierycznym zachowaniem. Może dlatego zyskał sobie miano skandalisty. Delikatne oceny jego scenicznego i medialnego usposobienia, orbitujące wokół takich przymiotników, jak awangardowy i kontrowersyjny, nie są dziełem przypadku. Człowiek, który ze swego życiorysu uczynił swoisty szyld artystyczny, sam siebie nazywa menelem, ale ekskluzywnym.

„Nawet jeśli leżę w rynsztoku, to w lepszych ciuchach” uzupełnia tę samoocenę. Można i tak. Tę śmiałą tezę zdają się potwierdzać dane biograficzne. Wczesną edukację odbywał w kilku szkołach podstawowych, a liceum zawodowego ze specjalnością (sic!) obróbka skrawaniem nie ukończył. Za odmowę odbycia służby wojskowej zarobił dwa lata więzienia. Tę charakterystykę spaja tytuł książki, która ukazała się w 2015 roku. Ćpałem, chlałem i przetrwałem to rozmowa Maleńczuka z Barbarą Burdzy. Kiedy opuścił więzienne mury, wziął się za gitarę i piosenki, które prezentował na ulicach Krakowa, Warszawy i Poznania. Po tych siermiężnych początkach wpisał się w polską scenę rockową konkretnie, grając i śpiewając w takich kapelach, jak Pudelsi, Homo Twist czy Psychodancing. Kto to był Wojciech Młynarski, każdy prawdziwy Polak wie. Co zatem mogło połączyć tak odmienne postaci? Muzyka. Mam przed sobą krążek, który ukazał się pod koniec ubiegłego roku. Maleńczuk gra Młynarskiego. Słucham i powoli zmieniam zdanie o Maleńczuku. Muzyka jest od początku energetyczna, aranżacje proste, ale sugestywne. Duża w tym zasługa muzyków towarzyszących liderowi, który śpiewa i gra na gitarze rytmicznej. Sekcja w osobach Wiesława Jemioła na perkusji i Dominika Wywrockiego na basie to prawdziwe turbo. Do tego mistrzowski Marek Piątek na gitarze, wygrywający solówki jak Paco de Lucia. Stylistycznie te popisy gitarowe przypominają piosenki Aloszy Awdiejewa, z którym Piątek gra od dawna. Maleńczuk śpiewa, zespół gra, ale najważniejsze są tu słowa. Młynarski ożywa w nowym świecie muzycznym. 12 wybranych utworów to ciągle aktualny przekaz. Począwszy od kawałka o cyrku, poprzez Absolutnie, Nową JElitę, Szajbę czy Maraton Sopot-Puck orientujemy się, że dobór tekstów nie był przypadkowy. – To płyta na dzisiejsze czasy – powiada Maleńczuk. Jeszcze w zielone gramy brzmi jak przestroga, a retorycznym pozostaje pytanie z jednej z piosenek: „Co by tu jeszcze spieprzyć panowie?”. Na tym tle pięknie pulsuje Żniwna dziewczyna z anielskim altem Elżbiety Towarnickiej. Krążek zawiera teksty z różnych okresów twórczości Młynarskiego, co akurat mu służy. Pokazuje kunszt nieodżałowanego artysty. Dużo tu prostych form, utrzymanych w okolicy bluesa, ale to też nie przeszkadza. Takiego Młynarskiego nie znamy. Dzięki tej płycie odkrywamy Go na nowo. I o to chodzi.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama