Są w FOGO Ekstraklasie takie drużyny, z którymi Eurobus Przemyśl jeszcze nie może rywalizować jak równy z równym. Są takie mecze, po których porażki znacznie mniej bolą. Pod jednym warunkiem: mieć przekonanie, że dało się z siebie wszystko. Taką drużyną jest Piast Futsal Gliwice. I takim meczem była rywalizacja z nią. Eurobus przegrał, ale mógł z parkietu zejść z podniesioną głową.
Beniaminek przystąpił do rywalizacji z wiceliderem pod wodzą duetu trenerskiego Adriano Ambrosio Ribeiro – Krzysztof Kusia, który zastąpił na tym stanowisku zwolnionego Roberta Kurosza. Oczywiście bez jakiegokolwiek odciśnięcia piętna w zmianie stylu gry, bo portugalsko-polski sztab nie przeprowadził z zespołem ani jednego solidnego treningu.
Zdecydowanym faworytem byli gliwiczanie i ostatecznie z tej roli się wywiązali, ale musieli bardzo solidnie na komplet punktów zapracować. Determinacja, zaangażowanie, chęci, wola walki i ambicja gospodarzy rekompensowały o niebo większe futsalowe doświadczenie legii cudzoziemskiej ze Śląska, jednego z głównych kandydatów do medalu w tym sezonie. Na tyle znacznie, że fragmentami nie było widać kompletnie żadnej różnicy między tymi ekipami.
Nie przestraszyli się
Absolutną wartością dodaną był fakt, że przemyślanie nie przestraszyli się popularnych „Piastunek” i przez większość spotkania postawili na otwartą grę. W pierwszych 20 minutach do minimum ograniczyli błędy własne, co z miejsca odbiło się na jakości prowadzonych akcji. Zaczęli piorunująco, bo już po niecałej minucie objęli prowadzenie. Składna akcja w której asystę zaliczył znakomicie dysponowany Hrihorij Zanko, a sfinalizował ją Eryk Kiełbasa kompletnie zaskoczyła reprezentacyjnego bramkarza Ukrainy Kyryło Cypuna. Po 10 minutach goście stanęli na nogi. Najpierw przepięknym strzałem popisał się Rafael Nunes Cadini, a potem Piotr Matras wykorzystał jeden jedyny błąd defensywy beniaminka. Ale Eurobus się nie poddał. Nie podniósł rąk i nie prosił o jak najniższy wymiar kary. Podjął rękawicę i został za to nagrodzony.
Szkoda tylko, że utytułowany rywal nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. Nie potrafił przyjąć do siebie faktu, że przemyślanie nie zamierzali się przed nimi położyć na parkiecie i oddać mecz bez walki. Po czerwonej kartce dla Bruno Graçy przez 2 minuty grali w przewadze i wykorzystali ją perfekcyjnie. Pięknie rozklepali jedną z akcji, po której w rolę asystenta wcielił się E. Kiełbasa, a egzekutora H. Zanko. Po 12 minutach był remis i konia z rzędem temu, kto – po takich zawirowaniach w zespole – przewidywałby taki scenariusz. Więcej bramek z I połowie już nie padło, a Eurobus do końca nie oddał pola wiceliderowi.
Ci swoją wyższość udokumentowali w drugich 20 minutach, w których wcale jednak nie byli znacznie lepszym zespołem. Byli za to skuteczniejsi. Zdobyli dwie przedniej urody bramki. Pierwszą superligowy maestro R. Cadini strzałem z niemal zerowego kąta, finalizując rzut rożny. Drugą Vinicius Lazzaretti, kapitalnym uderzeniem z ponad 10 m. Z pewnością beniaminek znacznie lepiej mógł zareagować przy trzecim trafieniu Piasta Futsal. Piłka po strzale z rzutu wolnego Viniciusa Teixeiry nie powinna znaleźć się w siatce.
Gospodarze nie spali. Także mieli swoje okazje. Dwa razy w sytuacji sam na sam znalazł się Mateusz Wanat, ale tym razem nie dopisało mu szczęście. Niezłe okazje mieli także E. Kiełbasa, Kamil Bała czy Neme. Gdyby któraś z nich znalazła drogę do siatki Cypuna, gliwiczanie nie mogliby mieć do nikogo pretensji.
Bramki: 1:0 E. Kiełbasa 00:59 min, 1:1 Cadini 3:32 min, 2:1 Matras 9:29 min, 2:2 Zanko 11:59 min, 2:3 Cadini 23:08 min, 2:4 Vinicius Teixeira 25:09 min, 2:5 Lazzaretti 30:22 min.
Sędziowali: Sławomir Steczko (Kraków) i Andrzej Śliwa (Pińczów). Żółte kartki: Bruno Graça, Pegacha, Gitahy, Vinicius Teixeira, Lazzaretti oraz Zanko, Wanat, Porras i Neme. Czerwone kartki: Bruno Graça (11:17 – faul) i Lazzaretti (30:59 – druga żółta). Widzów: 800.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze