Piłkarze III ligi (grupa IV) rozgrywają 11. kolejkę spotkań. Obu zespołom z naszego regionu nie udało się tym razem wzbogacić punktowego dorobku.
JKS Jarosław fatalnie rozpoczął domowy mecz z Naprzodem Jędrzejów. Po 4 minutach gry przegrywał już… 0:2! Zaczął gonić, strzelił kontaktowego gola, ale dostał bramkę „do szatni”, po której ciężko było się podnieść. Rywal ekipy Walerija Sokołenki ma dobry czas w lidze, więc trudno było przypuszczać, że Jarosławianie w 45 minut straty mogą odrobić. Musieli w swojej grze zmienić wszystko. Niestety, nie udało się. Konsekwencja i żelazna realizacja założeń taktycznych zespołu prowadzonego przez Łukasza Cabaja (były trener m.in. Orła Przeworsk), wybiła miejscowym wszelkie atuty. Ich problemem od kilku spotkań jest łatwość, z jaką pozwalają przeciwnikom strzelać bramki. JKS ma jedną z najsłabszych defensyw w lidze. Tyle, że kilka razy potrafili ten deficyt zneutralizować znakomitą ofensywą, która z kolei jest najlepszą w lidze. Potrafili strzelić więcej niż stracić. Tym razem się nie udało.
Pogoń-Sokół Lubaczów poniosła ósmą porażkę w tym sezonie. Piątą w piątym meczu na wyjeździe. Tym razem nie sprostała w Dębicy Wisłoce, choć wcale od niej nie odstawała. Zmiana trenera na niewiele się na razie zdała, bo Lubaczowianie nie potrafią wydostać się z ostatniego miejsca w ligowej tabeli. Bo tu jednak chyba nie o trenera chodzi… Zespół oduczył się wygrywać, zachowywać zimną krew, grać kunktatorsko. Mieli szansę na pierwszy wyjazdowy punkt, ale pozwolili Wisłoce pobić klubowy rekord w serii wygranych na III-ligowych boiskach. To był 5. z rzędu triumf Dębiczan.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze