Festiwal Folkowisko to prawdziwe święto kultury pogranicza, impreza promująca ideę wielokulturowości. Tegoroczna, 6. edycja jest poświęcona kulturze trzech Galicji: polskiej, ukraińskiej i hiszpańskiej. Tradycyjnie już Festiwal odbędzie się w lipcu, we wsi Gorajec na Roztoczu Wschodnim.
Czym jest Folkowisko? To Festiwal Kultury Pogranicza, cykliczna imrpreza poświęcona kulturze tradycyjnej, wydarzeniom luźno związanym z ludowością. To debaty, pokazy filmowe, koncerty, rajdy terenowe, warsztaty umiejętności ludowych, spektakle teatralne, gra wiejska i wieczory opowiadaczy – ludowych bajarzy, miejskich podróżników. Festiwalowe atrakcje zostały tak pomyślane, aby popularyzować ideę wielokulturowości, przełamywać stereotypy, zapewnić doskonałą zabawę.

W tym roku na fesiwalu wystąpią m.in. Angela Gaber i Trio, Joryj Kloc, Sviatyj, Andrzej Stasiuk, artyści z Hiszpanii. Scenę zdominuje legenda polskiego folku – Orkiestra św. Mikołaja. – Zagramy dynamicznie, prezentując nowe prądy w naszej twórczości, obecne na najnowszej płycie Orkiestry "Mody i Kody" – zapowiada Bogdan Bracha, lider Orkiestry św. Mikołaja. Podkreśla, że Orkiestra tworzy swoje utwory w oparciu o źródła tradycyjne, ale dla ich ostatecznego kształtu decydujące są zawsze wyobraźnia i duchowość muzyków. Galicja odegrała ważną rolę w ich kształtowaniu. – Roztocze Południowe i Galicja to miejsca, gdzie nasza wyobraźnia była szczególnie pobudzana. Wyprawy na teren Galicji ukształtowały nas i naszą muzykę. Koncert w Gorajcu to ważne dla nas wydarzenie. To będzie fizyczna obecność w centrum jednej z naszych duchowych ojczyzn – mówi artysta.
Na każdej edycji Folkowiska występują interesujący muzycy z całej Europy. W latach ubieglych można było posłuchać na żywo: zespołu R.UT.A., Kapeli ze Wsi Warszawa, Dagadana, Same Suki, Bohemian Betryars, Joryj Kłoc, Hańba, Trad.Attack!, Jacka Kleyffa, Liudy Dobri, Vladimirskiej, Studium Instrumentów Etnicznych i wielu innych.
Na Festiwalu Kultury Pogranicza co roku przybywa rodzin z dziećmi. Dzieciowioska to miejsce, w którym najmłodsi goście Folkowiska mogą spędzić wiele godzin na beztroskiej zabawie. W tym roku zostanie powiększona, a jej oferta będzie jeszcze bogatsza. Zabawy poprowadzą doświadczone animatorki.
- Wracamy do Gorajca z wieloma nowymi pomysłami. Oprócz gier i zabaw będą zajęcia plastyczne. Będzie można poznać zabawy z dzieciństwa naszych rodziców i dziadków – zapowiada Krystyna Domaszczyńska, która po raz kolejny koordynuje odbywające się w Dzieciowiosce wydarzenia. Dzieciaki będą mogły wziąć udział w wielu zespołowych grach sprawnościowych, a także warsztatach teatralnych prowadzonych przez aktorkę wałbrzyskiego teatru lalek Patrycję Rojecką.
W specjalnej strefie animatorki zorganizują pokaz świecących w ciemności baniek mydlanych i grę w kręgle. Dziewczyny samodzielnie stworzyły wszystkie potrzebne do zabaw materiały. Są wśród nich wielkoformatowe gry planszowe, w których pionkami są dzieci, a półmetrowa kostka została specjalnie uszyta na tę okazję! - Gry wielkoformatowe robimy ze starych banerów, instrumenty muzyczne z rolek od ręcznika papierowego, a zwierzaki z plastikowych odpadków z recyklingu – wylicza Krystyna Domaszczyńska.
Na bieżąco aktualizowane informacje o tegorocznym programie można znaleźć na stronie www.Folkowisko.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Wieś, której już nie ma, spalona przez banderowców z GorajcaMiejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny.Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym. Wśród miejscowości, które doświadczyły nienawiści UPA, były m.in. Chotylub, Kowalówka, Wólka Krowicka, Dziewięcierz, Radruż, Łówcza, Jędrzejówka, Lipsko, Nowiny Horynieckie czy Wielkie Oczy.
Wieś, której już nie ma…Miejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny.Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym. Wśród miejscowości, które doświadczyły nienawiści UPA, były m.in. Chotylub, Kowalówka, Wólka Krowicka, Dziewięcierz, Radruż, Łówcza, Jędrzejówka, Lipsko, Nowiny Horynieckie czy Wielkie Oczy.Świadkowie okrucieństwa sprzed 70 lat w Rudce podkreślają, że emocje i pamięć tego, co przeżyli, pozostaną w nich na zawsze. Jednak jak twierdzą, ich intencją nie jest rozdrapywanie ran, zwłaszcza w obliczu obecnych wydarzeń na Ukrainie, ale zbrodnia pozostaje zbrodnią i wymaga przeproszenia ze strony sprawców. Tymczasem żadnego takiego gestu nie widać po drugiej stronie, co sprawia, że do autentycznego pojednania wciąż daleko.Mariusz Kamieniecki
I co to ma wspólnego z Festiwalem który organizują Polacy, większość gości to Polacy, gdzie do celów rozrywkowych wykorzystywany jest folklor Polski, Hiszpański i Ukraiński?
Taaa... Polacy organizują. Żyj dalej z tą świadomością.
Zespół ,,Joryj Kłoc" który będzie tam na folkowisku ma na FB zdjęcie gdzie stoją na scenie, a za nimi jest flaga Czerwono czarna z napisem Prawy sektor.
Wieś, której już nie ma, spalona przez banderowców z GorajcaMiejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny.Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym. Wśród miejscowości, które doświadczyły nienawiści UPA, były m.in. Chotylub, Kowalówka, Wólka Krowicka, Dziewięcierz, Radruż, Łówcza, Jędrzejówka, Lipsko, Nowiny Horynieckie czy Wielkie Oczy.
Wieś, której już nie ma…Miejscowość Rudka słynęła przed II wojną światową z wyjątkowego patriotyzmu mieszkańców, wśród których tylko jedna rodzina była pochodzenia ukraińskiego. W wyniku klęski państwa polskiego we wrześniu 1939 r. Rudka doświadczyła dwóch okupacji: sowieckiej (1939-1941) i niemieckiej (1941-1944). Jednak największy dramat mieszkańcy przeżyli w wyniku działań ukraińskich nacjonalistów, którzy chcieli oczyścić teren z ludności akcentującej swą polskość. Do pierwszych mordów doszło pod koniec 1943 r., prawdziwy dramat dokonał się jednak 19 kwietnia 1944 r., kiedy pod osłoną nocy wieś okrążyła sotnia UPA pod dowództwem Iwana Szpontaka ps. „Zalizniak″. Napad na Rudkę był pierwszą akcją sotni sformowanej na przełomie marca i kwietnia 1944 r. w Gorajcu. Upowcy przebrani w niemieckie mundury niemal doszczętnie spalili wieś. Zamordowali 65 osób, w tym siedmioro dzieci. Większość tych, którzy ukryli się w piwnicach swoich domów, spłonęła żywcem lub udusiła się dymem. Niewielkiej grupce Polaków udało się schronić w kościele w Bruśnie Nowym, który znajdował się niedaleko ich zabudowań. Dzięki temu ocaleli, bo upowcy podpalili jedynie plebanię. W Rudce spalono wszystkie domostwa, a wieś przestała istnieć. Pozostali przy życiu mieszkańcy pochowali swych bliskich, następnie zostali zmuszeni do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Dziś po wsi zostały tylko zarośnięte pola, dwa krzyże, kapliczka oraz pomnik w formie głazu i krzyż przy drodze z Chotylubia do Nowego Brusna poświęcone w 60. rocznicę mordu. Na głazie widnieje tablica z nazwiskami ofiar. Każdego roku w drugą niedzielę maja odbywają się tu uroczystości patriotyczne, podczas których spotykają się – rozproszeni po całej Polsce – dawni mieszkańcy Rudki i ich rodziny.Mord w Rudce był początkiem zorganizowanej akcji nacjonalistów OUN-UPA, która miała na celu zmuszenie Polaków zamieszkujących ziemię lubaczowską do wyjazdu za rzekę San. Od tego też czasu napaści i mordy UPA w powiecie lubaczowskim były na porządku dziennym. Wśród miejscowości, które doświadczyły nienawiści UPA, były m.in. Chotylub, Kowalówka, Wólka Krowicka, Dziewięcierz, Radruż, Łówcza, Jędrzejówka, Lipsko, Nowiny Horynieckie czy Wielkie Oczy.Świadkowie okrucieństwa sprzed 70 lat w Rudce podkreślają, że emocje i pamięć tego, co przeżyli, pozostaną w nich na zawsze. Jednak jak twierdzą, ich intencją nie jest rozdrapywanie ran, zwłaszcza w obliczu obecnych wydarzeń na Ukrainie, ale zbrodnia pozostaje zbrodnią i wymaga przeproszenia ze strony sprawców. Tymczasem żadnego takiego gestu nie widać po drugiej stronie, co sprawia, że do autentycznego pojednania wciąż daleko.Mariusz Kamieniecki
I co to ma wspólnego z Festiwalem który organizują Polacy, większość gości to Polacy, gdzie do celów rozrywkowych wykorzystywany jest folklor Polski, Hiszpański i Ukraiński?