Reklama

Głupota nie zna granic

29/01/2016 08:18

Często w kryminałkach bohaterami byli przestępcy, lub kandydaci na przestępców, którym bozia poskąpiła rozumu. Jedni przez to wpadali, inni stawali się pośmiewiskiem na swojej dzielnicy. Okazuje się, że głupota wśród tych, którzy zadarli z prawem, wcale nie jest naszą narodową specjalnością.

     Kilka dni temu niemiecka prasa doniosła o przypadku 29-letniego mężczyzny, który w pierwszym dniu świąt Bożego Narodzenia zginął podczas kradzieży – tffu – prezerwatyw. W piątek rano mieszkańcy miasteczka Schoeppingen w Nadrenii Północnej usłyszeli głośny wybuch i powiadomili policję. Funkcjonariusze, podobnie jak u nas, przyjechali natychmiast i na miejscu zdarzenia znaleźli rozerwany wybuchem automat oraz porozrzucane wokół prezerwatywy i pieniądze, co świadczyło o tym, że rabusie nie zdołali niczego zabrać. W tym czasie policja otrzymała ze szpitala zgłoszenie o wypadku.
       Dwaj młodzi mężczyźni tłumaczyli policjantom, że przywieźli kolegę, który upadł ze schodów. Funkcjonariusze szybko się zorientowali, że rzekomego upadku ze schodów w ogóle nie było. Według policji mężczyznę trafił w głowę odłamek stali w chwili, gdy wycofywał się do samochodu i nie zdążył jeszcze zamknąć drzwi, kiedy wybuchł ładunek, który przytwierdził do automatu. Poszkodowany stracił przytomność i jego dwaj wspólnicy pojechali z nim do szpitala w pobliskim mieście Ahaus, przedstawiając go na izbie przyjęć jako ofiarę upadku ze schodów. Na nic zdała się reanimacja i mężczyzna zmarł. Jego koledzy przyznali się do wszystkiego.       U nas takiej tragedii nie odnotowano, ale pewnej zimy błyskawiczna akcja policji uratowała życie włamywaczowi. Zaczęło się od tego, że ktoś w nocy powiadomił policję o wybitej szybie w kiosku. Policjanci już po wstępnych oględzinach zorientowali się, że miało miejsce włamanie. W szybie niewielka dziura, taka żeby rękę można było włożyć, a wewnątrz, w zasięgu ręki, porozrzucany towar. Najbardziej funkcjonariuszy zainteresowały krople krwi obok kiosku i na chodniku, ruszyli po śladzie i kilkaset metrów dalej, na jednym z podwórek, znaleźli słaniającego się mężczyznę. Ratunek przyszedł w porę, bo – jak powiedzieli lekarze – pacjent przy takim upływie krwi nie przeżyłby na mrozie ani godziny. Gwoli wyjaśnienia – nasz włamywacz nie kradł prezerwatyw tylko papierosy. jot podpis
Jot.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości