Rozmowa z Rafałem Paśką, nauczycielem, aktorem, reżyserem, założycielem teatru S.A.N, laureatem Dorocznej Nagrody Miasta Przemyśla w kategorii kultura.
Gratulacje z okazji przyznania dorocznej nagrody prezydenta Przemyśla za szczególne osiągnięcia w dziedzinie kultury.
– Bardzo dziękuję. To dla mnie miłe i ważne wyróżnienie, ale tak naprawdę za tą nagrodą stoi wiele osób, które wspierały działania w zakresie teatru, filmu i szeroko pojętej kultury. Nie wystarczyłoby tutaj miejsca, jeśli chciałbym wymienić wszystkich, ale chcę szczególnie podziękować dyrekcji i pracownikom Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki „Zamek” oraz Centrum Kulturalnego, zespołowi Teatru S.A.N. i Ceramicznego Lisa, dyrekcji, koleżankom oraz kolegom z II LO i rzecz jasna mojej rodzinie.
Lubi Pan dostawać nagrody?
– Każde uznanie efektu pracy jest miłe, ale nie o nagrody tu chodzi. Przestrzeń sztuki to wspaniały czas, nowe znajomości, samorozwój i spełnianie się w starych i nowych przestrzeniach. Poznałem świetnych ludzi, z którymi łączy mnie dziś coś więcej niż[paywall] tylko przypadkowe spotkania. Takie miejsca jak Rzeszów, Lublin, Jarosław, Jasło czy Warszawa na stałe wpisały się w moje twórcze wyprawy.
Na wiosnę tego roku, gdy rozmawialiśmy o przygotowywanym przez Pana monodramie o Jaskule, przyznał Pan, że będzie to dla Pana poważna próba emocjonalna, bo nie przepada Pan za przestrzeniami wodnymi. Czy postać Jaskuły, a wcześniej Liskiewicza, to tylko i wyłącznie chęć oddania hołdu wielkim żeglarzom, czy także próba oswojenia lęków marynistycznych? Urodził się Pan w Szczecinie, gdy padał deszcz. Wszędzie woda. Potrafi Pan pływać?
– Liskiewicz i Jaskuła to byli wybitni sportowcy. Wielkie postacie. Ich wyczyny są moim zdaniem nie do powtórzenia, chociażby ze względu na okoliczności, w jakich się odbywały. Psujący się sprzęt, rwące się żagle, brak możliwości szybkiej pomocy w obliczu śmierci czy trudności w zdobyciu czegokolwiek przed rejsem, w tym również pieniędzy na ekwipunek. Czapki z głów. Obcowanie z wielką wodą wzbudza we mnie wielki szacunek. Podobnie jak himalaizm czy alpinizm. Myślę, że bardziej chciałem podkreślić wyczyny tych osób. Chodzi również za mną – i jest blisko – spektakl o wspinaczach. To wyjątkowi ludzie. Natomiast mój ojciec był mechanikiem na statkach handlowych, a mama urodziła mnie w Szczecinie. Może marzenia o morzu, wodzie i wietrze cały czas podskórnie tykały, aż w końcu zrealizowały się na scenie? Na żaglówce byłem jedynie raz, a bardzo lubię pływać kajakiem. Sam zaś pływam... jakby to powiedzieć... może lepiej tego nie oceniać :)
Jaskuła i Liskiewicz to wielcy samotnicy. Do tej pory działał Pan zawsze grupie. Skąd zwrot w kierunku monodramów?
– Monodram od dawna był w mojej głowie. Czkałem na właściwy moment i temat. Warsztaty ze świetnym dramaturgiem, reżyserem i scenarzystą Tomaszem Kaczorowskim pozwoliły mi na napisanie tekstu, który byłby ważny dla mnie. Nie chciałem sięgać po gotowy scenariusz. Ten tekst bardzo mocno do mnie mówi i mam nadzieję, że również do publiczności, nie tylko przemyskiej. Monodram to rzeczywiście samotna wyprawa do świata teatru. Jednak w tej wyprawie towarzyszyło mi wiele osób, w tym aktorzy zawodowi z rzeszowskich teatrów, którzy wspierali mnie konstruktywną krytyką i cennymi radami.
Jesteśmy po spektaklu dla mieszkańców DPS w Huwnikach. Szczególne miejsce, szczególna atmosfera. Wyjątkowa artystyczna aura. Czy to ważne dla Pana, gdzie i dla jakiej publiczności Pan gra?
– Tak, dziś było szczególnie. Inaczej niż zazwyczaj. Mój spektakl opowiada o Henryku Jaskule, ale jest też spektaklem o sile marzeń. Dzisiejsi widzowiezasadniczo mają etap spełniania marzeń za sobą. Przed i po spektaklu zastanawiałem się, jakie marzenia i cele zrealizowali. Co zrobiliby, gdyby mogli cofnąć czas? Jakie decyzje by podjęli? Interesuje mnie teatr blisko człowieka. Lubię teatr społeczny, biograficzny, faktograficzny. Takich spotkań szukam. Tak jak Pan mówi, dzisiejsza artystyczna aura była niepowtarzalna. Natomiast każde spotkanie z widzem w teatrze – niezależnie od tego, czy to plener, mała sala bez świateł teatralnych czy wspaniała scena na Zamku Kazimierzowskim, to przeżycie. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju.
Czym jest dla Pana teatr?
– Wspomnianym wcześniej – spotkaniem. Spotkaniem z emocjami. Idąc do teatru, chcę czegoś doświadczyć, coś przeżyć. Tak samo traktuję swoje spektakle, zarówno z młodzieżą, jak i te w Teatrze S.A.N.
Jak się czyta Pana biogram zawodowy i artystyczny, to można dostać zawrotu głowy. A jednocześnie nie jest Pan jakimś takim typowym artystą, co to hula kędy wiatr poniesie. Zdradzi Pan nam swoją receptę na umiejętne pogodzenie życia prywatnego, zawodowego i artystycznych pasji?
– Wydaje mi się, że receptą na sukces, oprócz pasji i zaangażowania, są ludzie, z którymi się współpracuje. Na początku rozmowy wspomniałem o ważnych dla mnie osobach, a jest ich znacznie, znacznie więcej. Nie mam natury tego, co rozpycha się łokciami. Wolę temat przegadać, ustalić, coś zaproponować. Jeśli obie strony dają od siebie przestrzeń, w której jest zaufanie, szczerość i chęć współpracy, to po prostu dzieje się.
Zacytuję Panią dyrektor DPS w Huwinkach Jadwigę Lis: „Kiedy na salę widowiskową wszedł pan Rafał, od razu zrobiło się jaśniej, weselej”. Skąd u Pana ten optymizm?
– No cóż. Wydaje mi się, że z wbudowanym pesymizmem nie za wiele można zdziałać. Lepiej go oglądać na teatralnej scenie czy filmie niż w życiu codziennym. Jasne, nie wszystko zawsze się udaje, ale lepiej być dobrej myśli. Przecież porażki też się nam przydarzają. Sam mam ich wiele na swoim koncie. A uśmiech? Szczery zawsze pomaga!
Rafał Paśko, nauczyciel II Liceum Ogólnokształcącego im. prof. Kazimierza Morawskiego w Przemyślu, aktor amator, reżyser i założyciel Teatru S.A.N.
Pisze słuchowiska (dwa wyemitowało Radio Rzeszów), teksty do teatru i filmu, prowadzi warsztaty i realizuje projekty kulturalno-społeczne. Autor opowieści „DOM – ważna rzecz”, „Cisza w teatrze” oraz „Drachen”.
Jego dwie sztuki zostały zakwalifikowane do 32. Konkursu na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu. Dwukrotnie wystąpił w prestiżowej Biesiadzie Teatralnej w Horyńcu-Zdroju, w 2020 r. z zespołem młodzieżowym II LO zdobywając wyróżnienie, a w tegorocznej edycji z monodramem „#HEN o wybitnym żeglarzu Henryku Jaskule”.
Aktywnie współpracuje z muzykiem Jakubem Prachowskim z Przemyśla, jasielskim grafikiem Karolem Godkiem oraz aktorami rzeszowskich scen. Od 15 lat współorganizuje od strony artystycznej Festiwal Kina Niezależnego CK OFF. Laureat Dorocznej Nagrody Miasta Przemyśla w kategorii kultura.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze