Nastała zima, szarzyznę przykrył świeży śnieg i widzowie wspinają się 100 m pod górę, na zamek. Na scenie „Jak drzewiej na dworach bywało”, wstęp wolny, a na dokładkę zmysłowych przyjemności obiecano poczęstunek! Kto został w domu – ten „frajer”…
Już od progu foyer widzowie cieszą się towarzystwem dam i kawalerów z minionych epok. Można ich dotknąć i przypomnieć sobie: skąd pochodzę, jak wyglądali moi pradziadowie, jakie mieli obyczaje, kim więc jestem i kim z biegiem czasu się stałem. Tymczasem na scenę wkracza korowód barwnych postaci bez końca, w kostiumach z epoki. Kto za tym wszystkim stoi? Stowarzyszenie Damy i Huzary, dotychczas za scenografię swych performensów obierało zabytki starówki, plener, Przemyśl i okolice są dla nich w sezonie letnim doskonałą scenografią. Stowarzyszenie ożywia genius loci Podkarpacia i czerpie ze swojej pasji satysfakcję. Tym razem wkracza bez tremy na scenę klasyczną „Fredreum”, która wygląda jak z obrazka, a raczej z ryciny, i to w 3D.
Kostiumy są czyste i lśniące, korowód przebranych pięknie postaci wypełnia stopniowo scenę. Z doświadczenia wiem, że scena klasyczna ma duże wymagania, zaostrza i uwypukla prawdę i kłamstwo. Ale teatr również bardzo kocha kostium. Produkcja klasycznej sztuki kostiumowej nakręca uśpioną machinę powiązanych pracowni. Krawcowe mogą się popisać kunsztem rzemieślniczym. A aktorki, zwłaszcza, pokaprysić! Na pierwszy plan wychodzą pracownie takie jak krawieckie czy szewskie, perukarskie, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki w cień zepchnięte zostają sieciówki produkujące tandetę, zasilające szary tłum, fastfoody, monotonna praca. W świetle reflektorów teatralnych blednie monitor smartfona, czyli wszystko to, co zamknęło nas w pułapce samotności, smutku, izolacji i bezsilności.
Postacie wprost spod igły, kostiumy nowe, a nie znoszone i nie sprane, jak to w prawdziwym teatrze. Do tego kapelusze, czepki, szlafmyce, podomki, biżuteria, misterne fryzury, sarmackie wąsy, XIX-wieczne cylindry, XVIII-wieczne peruki, cekiny i tona pudru. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Prawdziwy majstersztyk. Kto to uszył? … I boję się myśleć, kto wyprasował? Jedna suknia zajęłaby całą szafę w M3, a prasowanie, krochmalenie pół dnia! A czas to pieniądz!
Lecz czy tylko suknia zdobi człowieka? W teatrze na początku było słowo… więc do kostiumów dofastrygowano tekst (tekst: Krystyna Cynkar, reżyseria Małgorzata Gawron). Głodny teatru widz, spragniony sztuki, puścić może wodze wyobraźni, wtedy na pewno dopatrzy się w korowodzie komediowych par, takich jak: para kochanków – która w komedii klasycznej jest nośnikami wątku romantycznego, para „starych” – która reprezentuje cechy charakterystyczne, czyli obśmiewane wady, no i wreszcie swych ulubieńców – służbę, która nakręca perypetię.
Tymczasem Damy i Huzary to amatorzy. W nazwie oddają hołd Aleksandrowi Fredrze, który mieszkał i tworzył nieopodal Przemyśla, w dworskim majątku Surochów, i jest niedoścignionym autorem komedii polskiego romantyzmu. Ale uwaga, Noblesse oblige!
Scena klasyczna zobowiązuje – lubi postać z krwi i kości, ktoś musi dźwignąć kostium, najlepiej odpowiednio przerysowana postać. Postać opiera się na słowie. Nasza scena pamięta takich aktorów, jak: Kazimierz Opaliński, Józef i Tadeusz Konradowie, Barbara Kostrzewska. Nad „Frederum” unosi się duch Aleksandra Fredry, a nawet straszy, bo jak to się stało, że Przemyśl nie słynie z inscenizacji tego wielkiego komediopisarza?
Więc nie tylko szata zdobi człowieka. Ale tak bardzo tęsknimy za teatrem, że gromko oklaskujemy Damy i Huzarów, którzy podjęli wyzwanie, weszli bez tremy na scenę i stworzyli przestrzeń pasji, gdzie główną rolę zagrał kunszt rzemieślniczy – krawiectwo, a rolą stał się kostium.
Nie samym chlebem i stresem żyje człowiek, „życie jest teatrem, aktorami ludzie”, jak powiedział Szekspir…. I miło czasem usiąść i popatrzeć lub też wejść w rolę i „pośmiać się z samych siebie” – jak mówi Gogol.
Damy i Huzry to amatorzy, którzy wzięli się profesjonalnie za sztukę i rycersko stawiają czoła monotonni. Oklaskujemy widowisko, które jest owocem pasji i pretekstem do spotkania.
Nauczmy się od nich, jak osiągnąć sukces, jak wyjść z zaklętego kręgu, w którym „byt określa środki”, porzucić rolę konsumenta, który biernie oczekuje, aż ktoś z zewnątrz dostarczy mu satysfakcji. Użyjmy naszej wewnętrznej mocy sprawczej. Nie oczekujmy niczego od świata z zewnątrz, ale stwórzmy swój świat we wnętrzu naszego serca i zaprośmy do niego innych.
Karina Piwowarska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze