Reklama

Historia Boni, która nie wzruszy kłusowników

04/02/2016 10:54

„Umierasz, a ja… nie mogę ci pomóc” – oto opowieść o Boni, sarnie skłusowanej dwa tygodnie temu na ulicy Piaskowej w Przemyślu. Ktoś powie – zwierzęta nie umierają, lecz zdychają. Nie o słowa jednak tu chodzi, a o ból i cierpienie, które człowiek zadaje innemu żywemu stworzeniu.

„Umierasz, a ja… nie mogę ci pomóc. Znów komuś nie udał się „strzał na komorę”. Kula rozrywa ci płuca, a kręgosłup zmienia w bezkształtną miazgę. Boli? Już niedługo, zaraz przestanie. Trzymam ci głowę, choć nie wiem, czy tego chcesz. Czy choć trochę ukoi ci to podróż na tamtą stronę. Twoje czarne jak spodki oczy wpatrują się we mnie. Przez sekundę wydaje się, że chcesz mi coś powiedzieć. Lecz ty tylko wzdychasz ostatni raz, serce przestaje ci bić, oczy gasną. Cholera! „Boni”! Nie zapomnę cię do końca życia… mojego”. Ten poruszający wpis widnieje na Facebooku, na stronie Lecznicy „Ada”. Umieścił go lek. wet. Radosław Fedaczyński. Jest on smutnym nawiązaniem do wydarzeń z nocy 14 stycznia br. 

Kto i dlaczego?

Boni postrzelono... Okazuje się, iż współcześnie kłusownikami bywają często „legalni” myśliwi. Wnyki i sidła – odwieczne narzędzia „pracy” kłusowników – czynią mniej szkód wśród dzikiej zwierzyny, aniżeli broń palna w rękach pozbawionych skrupułów, a jednocześnie łamiących prawo myśliwych bądź polujących bez uprawnień. Zabijają oni w celu pozyskania dziczyzny, bywa, że i dla adrenaliny. Z ich rąk giną ciężarne samice (ciąża u sarny trwa od 4,5 do 10 miesięcy), matki. Zwierzęta łowne nie są bezpieczne nawet w okresie ochronnym.

Zalewie w styczniu media kilkakrotnie donosiły o skłusowanej m.in. na Podkarpaciu dzikiej zwierzynie, również tej podlegającej całkowitej ochronie. W Prokuraturze Rejonowej w Lesku badana jest sprawa nielegalnie upolowanego w Bieszczadach wilka (w nocy z 23 na 24 stycznia br.). O czyn ten podejrzewani są trzej myśliwi i leśnik. Grozi im kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Reklama

 

Skala problemu

Jak duża jest skala problemu, choćby na terenie Nadleśnictwa Krasiczyn? Obejmuje ono Pogórze Przemyskie i Dynowskie, obszar o powierzchni około 16 tys. ha. O odpowiedź niełatwo. Po pierwsze nadleśnictwo nie monitoruje tego, co się dzieje na polach, w okolicach np. Ujkowic, Żurawicy, gdzie chodzi dużo saren. Po drugie: –Trudno powiedzieć, ile sztuk zostało strzelonych i podjętych nielegalnie – zauważa nadleśniczy.

Kłusownik kłusownikowi nierówny. Nic jednak nie usprawiedliwia bestialstwa człowieka, fundującego niejednokrotnie zwierzęciu długą agonię w męczarniach. – Ci, którzy to robią, dobrze wiedzą, co czynią – podsumowuje P. Włodek.

Reklama


fot.Nadleśnictwo Krasiczyn
Jeleń, nie został skłusowany na wnykach, do zwierzęcia strzelono – z broni myśliwskiej lub innej. Następnie odrąbano mu głowę, zabrano poroże.


AB
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    anna 22290 - niezalogowany 2016-02-04 16:54:53

    ludzie potrafia sie pastwic nad zwierzeciem  czy myliwy czy kusownik to w Polsce jednakowi mordercy sadysci 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    her wolf - niezalogowany 2016-02-09 22:48:40

    Pani redaktor porusza bardzo ważki temat i tylko szkoda, że wielu współobywateli pozostaje głuchymi na cierpienie naszych braci mniejszych. Mam nadzieję, że tematyka okrucieństwa ludzi względem zwierząt nie będzie zbyt często gościć na łamach prasy ale to tylko dlatego, iż nie będzie ku temu powodów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama