Gdyby nie źle rozegrane decydujące minuty inauguracyjnego spotkania z lubelskimi akademiczkami, podopieczne Valiantsiny Kozimur mogłyby zasłużenie zapisać na swoje konto komplet punktów. Ale mecz piłki ręcznej trwa nie 53 a 60 minut…
Przez ponad 50 minut zespołem lepszym był JKS San. Mądrzej rozgrywającym akcje, wiedzącym, kiedy zmienić tempo gry. Po kwadransie gry było już 9:3, kiedy nie pomyliła się Aleksandra Dorsz. Było jednak niemożliwe, aby przyjezdne tak długo wyglądały jak zagubione dzieci we mgle. Przyspieszyły akcje, zagrały agresywniej i w 21. min niemal zniwelowały straty. Było 10:9 po trafieniu Małgorzaty Cebuli. Riposta jarosławianek była konkretna. Bramka A. Dorsz na 15:13 na kilkanaście sekund przed zejściem na przerwę, dały prowadzenie 15:13. A mogło być jeszcze lepiej, ale rzutu karnego nie wykorzystała Julia Jamrozik.
W 33. min lublinianki dogoniły miejscowe. Ale to w żadnym wypadku nie zakłóciło pomysłu gospodyń na ten pojedynek. Kiedy w 53. min na 23:21 trafiła Aleksandra Pazdro, wydawało się, że losy tego spotkania ważyć się będą do ostatnich sekund. Niestety, nic z tych rzeczy. Końcowe minuty zdecydowanie należały do lublinianek. Miejscowe zagrały w nich źle. Zbyt nerwowo, zbyt przewidywalnie, zbyt nieskutecznie, aby nie odbiło się to na końcowym rozstrzygnięciu. Ostatnie 7 minut przegrały aż 2:7 i musiały obejść się smakiem. Szkoda.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze