To skandal, że nie ma w Przemyślu instytucji, która wydałaby decyzję o natychmiastowym wyburzeniu zagrażającej zdrowiu i życiu kilkudziesięciometrowej ściany, pozostałości po trzypiętrowej kamienicy przy ulicy Sanockiej. Gdy runie, może doprowadzić do tragedii!
– Mieszkam tu już ćwierć wieku i z każdym rokiem odpada z tej ruiny coraz więcej cegieł. Kiedy zawieje mocniejszy wiatr, widać, a przede wszystkim słychać, jak się chybocze! Mieszkamy tu jak na bombie zegarowej. I czasami się licytujemy: runie czy nie. Jak runie w naszą stronę, to może kogoś zabić – usłyszeliśmy od jednego z mieszkańców parterowego domu przy ulicy Sanockiej, położonego kilka metrów od straszydła, które kiedyś było zamieszkaną przez kilka rodzin kamienicą.
fot.Mariusz Godos
Jak to runie, to może kogoś zabić. A wówczas wszyscy, łącznie z instytucjami odpowiedzialnymi za taki stan rzeczy, więc również władzami tego miasta, będą sobie pluć w brodę. Niestety, wówczas będzie za późno!
Problem w tym, że polskie prawo jest w takim wypadku... bezwzględne. Musi dojść do tragedii, by móc cokolwiek zrobić! – Pozostałości kamienicy przy ulicy Sanockiej są własnością osoby prywatnej, a w zasadzie spadkobierców przebywających od lat za granicą. W tej sprawie prowadzone jest postępowanie w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego, który jest władny do podjęcia decyzji o rozbiórce, chociaż ze względów, o których była mowa, jest to trudne – tłumaczy rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Przemyślu Witold Wołczyk. – Z podobnych powodów terenu nie może przejąć miasto. Nie ma żadnego kontaktu z właścicielem, nie ustanowił on również pełnomocnika, który mógłby podjąć taką decyzję. To, niestety, kolejny przypadek pokazujący, że konieczne są zmiany w prawie, pozwalające samorządowi na reakcję i usunięcie zagrożenia – dodał.
Ręce rozkłada także Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego dla miasta Przemyśla Ewa Jagiełło. – Wiem, o który obiekt chodzi. Już badaliśmy sprawę. Właściciel terenu przebywa za oceanem. Były przymiarki, aby teren przejęła gmina, ale nie pozwala na to polskie prawo. Można byłoby ostatecznie wydać decyzję o rozbiórce, ale pytanie, kto za to zapłaci? My nie mamy na to pieniędzy. Coś spróbuję jednak zrobić w tym kierunku – stwierdziła.
Odbijanie piłeczki
– Wie pan co, to trochę odbijanie piłeczki przez nasze urzędy – stwierdził cytowany już mieszkaniec parterowego domu sąsiadującego z ruiną. Gdyby naprawdę chciano, można by coś zrobić w tym temacie. Nikt anonimowy nie jest przecież właścicielem tego terenu. Ma imię i nazwisko i gdzieś to widnieje w papierach. Jeśli przebywa za granicą, to w jakimś kraju, gdzieś jest zameldowany. Wystarczy skierować pismo lub zapytanie to tamtejszych urzędów, które powinny takiego osobnika odnaleźć. Uważam, że nie powinno być z tym problemów. I wówczas wystosować do człowieka pismo z nakazem rozbiórki lub postraszyć go karą administracyjną za zaniedbania. Jeśli się nie ustosunkuje, wówczas decyzja powinna być jednoznaczna – podsumował.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.stara chata tak kiedys nazywalismy ja do dzis stoi nie zawali sie jeszcze przez 100 lat solidna robota
stara chata tak kiedys nazywalismy ja do dzis stoi nie zawali sie jeszcze przez 100 lat solidna robota